Kiepska próba obrony Vegi. Grabowski: „Sceny są mocne, ale według Patryka były inspirowane tym, co się naprawdę wydarzyło”

fot. youtube.com

„Film jest mocno polityczny i trudno nie myśleć, że może być misyjny. (…) Ten film pokazuje to, co od dawna wiemy. Owszem, (sceny) są mocne, ale według Patryka wszystkie były inspirowane tym, co się wydarzyło naprawdę. On i jego współpracownicy to udokumentowali” – stwierdził w wywiadzie dla tygodnika „Wprost” aktor Andrzej Grabowski, odgrywający rolę „prezesa” w filmie „Polityka” Patryka Vegi.

 

Kampania reklamowa filmu „Polityka” w reżyserii Patryka Vegi nabiera coraz bardziej prowokacyjnych rozmiarów. Reżyser wypuszcza kolejne fragmenty, chcąc wywołać sensację. A na dodatek twierdzi, że ma „poczucie misji”!

 

Produkcji i jej twórcy próbował bronić Andrzej Grabowski, odtwórca roli „prezesa”.

Po trosze czuję. I misję, i obawy. Zdarzyła mi się historia, która uzmysłowiła, że obawy mogą być realne. Zajmuję się też stand-upem. I kilka dni temu odebrałem telefon, że zaplanowany występ odwołano, bo miało na niego przyjść kilku ważnych dla organizatorów ludzi, którzy nie przyszliby, gdybym ja wystąpił. (…) To pierwszy objaw tego, że ostracyzm następuje i pewnie będzie następował. (…) przeżyłem już tyle, że przeżyję i to. Mam tylko nadzieję, że do więzienia nie trafię

— stwierdził aktor w wywiadzie dla tygodnika „Wprost”.

Mało tego, Grabowski próbował przekonać, że film… może być „misyjny” i pokazuje prawdę!

Ten film pokazuje to, co od dawna wiemy. Owszem, są mocne, ale według Patryka wszystkie były inspirowane tym, co się wydarzyło naprawdę. On i jego współpracownicy tu udokumentowali

— powiedział.

Aktor próbował bronić się, że nie ośmiesza lidera PiS, a grając tę postać nie używał „żadnej groteskowej formy”. I choć deklarował, że nie miesza się do polityki, nie powstrzymał się od jednoznacznych ocen.

Nie podzielam poglądów postaci, którą gram, na pewne sprawy, na sposób rządzenia, sterowanie z tylnego siedzenia, na to, że nie bierze odpowiedzialności za to, co robi. (…) Jestem jednak przekonany, że człowiek, który nie ma w sobie charyzmy, nie potrafiłby skupić wokół siebie takich tłumów. Nie zgadzając się z tą postacią w tak wielu kwestiach, uważam, że jest wybitnym politykiem. (…) on bije na głowę wszystkich polskich polityków

— mówił.

Jednocześnie nie dostrzegał żadnego problemu w tym, by krytykować innych aktorów.

(…) Przestałem widzieć Zelnika aktora, a widziałem tajnego współpracownika, upolitycznionego aktora, faceta, który popiera jedną stronę. Powiedziałem sobie: „Chłopie, po co ci to?”. Ale wie pani co, skoro aktorzy grający u Vegi podobno wpisują się w jakąś politykę, to ci, którzy grają w „Koronie królów” też się w nią wpisują. To też jest serial polityczny

— próbował relatywizować.

W końcu jego ostatecznym argumentem obronnym miało być, że jako „prezes” mówi w filmie „Polityka” samymi cytatami.

Obawy mam. Ale najgłupsze ze strony polityków rządzących byłoby prześladowanie twórców filmu. Udowodniliby jedno, że są tacy, jak w filmie, mściwi. Dlatego jestem przekonany, że postać, którą gram, która tym wszystkim kieruje, dojdzie do wniosku, że lepiej filmu nie ruszać

— dodał.

 

Misyjny i prawdziwy film? Patrząc na same fragmenty, które zostały już upublicznione, brzmi to całkowicie śmiesznie.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ