Coś boli i strzyka? To nie musi być reumatyzm

pixabay.com

Reumatolodzy mają chyba nawał pacjentów? Niemal każdego, zwłaszcza w  podeszłym wieku, kiedyś dopada ból, którego przyczyny upatruje w reumatyzmie?

Dr hab. Jerzy Świerkot:

To nieporozumienie. Pod potocznie rozumianym pojęciem „reumatyzmu” kryje się ponad sto jednostek chorobowych. Reumatolodzy zajmują się przede wszystkim diagnozowaniem i leczeniem zapalnych chorób reumatycznych, układowych chorób tkanki łącznej, a chorobą zwyrodnieniową stawów – najczęściej tylko wówczas, gdy istnieją wątpliwości diagnostyczne lub zaostrzenie aktywności choroby.

W pozostałych przypadkach choroba zwyrodnieniowa może być leczona z powodzeniem przez lekarza rodzinnego, ale we współpracy z reumatologiem, ortopedą i rehabilitantem. I jeszcze jedna uwaga: pacjent reumatologa zwykle kojarzy się ze staruszkiem z laską. Tymczasem jest wiele chorób reumatycznych, które zaczynają się w młodym albo średnim wieku. Szczyt zachorowań na spondyloartropatie, układowe choroby tkanki łącznej przypada w przedziale wieku 20-50 lat Powszechnie uważa się, że na rozwój chorób reumatycznych mają wpływ czynniki środowiskowe, np. klimat, w jakim żyjemy, bliskość wody, wilgoć w atmosferze.

Czy takie przekonanie ma pokrycie w faktach, choćby w medycznych statystykach? Dr hab. Jerzy Świerkot:

Mamy zbyt słabe dane epidemiologiczne, by to stwierdzić z całą pewnością. Nie ma Polsce dobrych badań, w których by porównano częstotliwość występowania chorób reumatycznych ze względu na warunki klimatyczne. Istnieje wprawdzie grupa pacjentów (tzw. meteopatów), u których obserwujemy związek nasilenia bólu ze zmianami pogody. Jednak i wobec tej grupy nie ma pewności, czy rzeczywiście to deszcz za oknem zaostrza objawy choroby, czy też jeszcze coś innego. Ta grupa pacjentów jest bowiem najczęściej także bardziej wrażliwa na inne czynniki, np. na zmianę diety. To też często osoby, charakteryzujące się zmiennością nastroju. A wiadomo, że przy obniżonym nastoju próg bólu się zmniejsza, a dolegliwości są odczuwane bardziej dotkliwie. Kwestia jest jeszcze bardziej złożona, gdy pacjent ma współistniejące inne choroby. Dlatego ważna jest dokładny wywiad, współpraca z pacjentem i jego edukacja.

Jakie są więc rzeczywiste przyczyny chorób reumatycznych? Dr hab. Jerzy Świerkot:

Etiopatogeneza wielu z nich nie jest do koń- ca poznana. Wiadomo, że na rozwój niektórych mają spory wpływ czynniki genetyczne, ale szacuje się, że geny są tu odpowiedzialne w 30-50 proc. Pozostałe to czynniki środowiskowe, m. in. otyłość, przebyte zakażenia, nadmierna ekspozycja na promienie UV, palenie papierosów, a także wady postawy, nieprawidłowo leczone urazy. W  przypadku dny moczanowej ogromne znaczenie ma dieta. Dnę moczanową, dla której typowe jest zapalenie pierwszego stawu środstopno-palcowego (podagra), nie bez powodu nazywano chorobą królów. Rzeczywiście w przeszło- ści cierpieli na nią ludzie bogaci, dla których obżarstwo i nadużywanie alkoholu było na porządku dziennym.

U niektórych osób, latami cierpiących z powodu bólów w stawach, nie udaje się znaleźć przyczyny, a więc także podjąć skutecznego leczenia. Dr hab. Jerzy Świerkot:

Na szczęście dzięki coraz lepszym możliwością diagnostycznym z taką sytuacją mamy do czynienia coraz rzadziej. Pacjenci zwykle narzekają wówczas na lekarzy, obwiniając ich o brak umiejętności. Tymczasem trzeba przyjąć do wiadomości, że są choroby niezwykle trudne do wykrycia i często dopiero z upływem czasu, gdy pojawiają się kolejne objawy możemy postawić prawidłowe rozpoznanie. Zbyt szybko i niewłaściwie postawiona diagnoza może dodatkowo przyczynić się do wystąpienia depresji lub lęku.

Może to też obiegowa opinia, ale często się słyszy, że choroby reumatyczne są trudne w leczeniu. Dr hab. Jerzy Świerkot:

Podstawą jest dobre i szybki rozpoznanie. Mamy coraz lepsze możliwości diagnostyczne, od całej gamy badań laboratoryjnych po diagnostykę obrazową (RTG, USG, rezonans magnetyczny). W ostatnich latach dokonał się także duży postęp w leczeniu układowych chorób tkanki łącznej (głównie reumatoidalnego zapalenia stawów) i spondyloartropatii. Także w chorobie zwyrodnieniowej i zmianach przeciążeniowych dobrze zastosowana farmakoterapia, będąca częścią całościowego leczenia kompleksowego, może skutecznie poprawić komfort życia. Największy postęp obserwujemy w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów, młodzieńczego idiopatycznego zapalenia stawów, zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa i łuszczycowego zapalenia stawów. Mamy do dyspozycji już nie tylko klasyczne syntetyczne leki modyfikujące przebieg choroby, ale tak- że leki biologiczne, które zaczęto stosować ok. 20 lat temu. W Polsce leki biologiczne są dostępne w ramach programów lekowych.

Ta dostępność jest coraz lepsza, ale wciąż niewystarczająca. Refundowaną, a więc bezpłatną dla pacjenta, terapią objętych jest ok. 1,5 proc. chorych z RZS, podczas gdy na Węgrzech czy w Czechach jest to ok. 5 proc., a w krajach skandynawskich nawet 20-25 proc. Z wiadomych względów do Skandynawii nie mamy szans się zbliżyć, ale do Czech – jak najbardziej. Powinno się stopniowo objąć większą liczbę pacjentów leczeniem biologicznym, choć trzeba też podkreślić, że to terapia nie dla każdego. Kwalifikuje się do niej tylko pacjenci z najbardziej aktywnym przebiegiem choroby mimo stosowania klasycznych leków modyfikujących. Takie są zalecenia światowych towarzystw naukowych i Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego. Trzeba także pamiętać, że czasem skuteczność leczenia w dużej mierze zależy od samego pacjenta, który musi zmienić swoje wieloletnie nawyki. Np. są leki stosowane w leczeniu dny moczanowej, które zazwyczaj przynoszą natychmiastowe efekty podczas ataków, ale jeśli chory nie będzie przestrzegał diety ubogopurynowej i  nie zrezygnuje z alkoholu (zwłaszcza z piwa), w dłuższej perspektywie żaden „cudowny” specyfik mu nie pomoże. Ataki będą się powtarzać, a każdy kolejny uszkadza stawy, co w konsekwencji doprowadza do ich trwałej destrukcji. Mamy pełnię sezonu aktywności kleszczy, a w związku z tym większe zagrożenie chorobami, wywołanymi przez bakterie, które przenoszą. Jedną z konsekwencji boreliozy jest zapalenie stawów, które nieraz jest leczone antybiotykami całymi latami.

Czy tak rzeczywiście musi być i czy nie ma metod działających szybciej? Dr hab. Jerzy Świerkot:

Zalecana antybiotykoterapia w przypadku boreliozy to zazwyczaj 2-4 tygodnie. W  razie nieskuteczności można powtórzyć terapię innym antybiotykiem, ale też maksymalnie do 4 tygodni. Stosowanie antybiotykoterpii przez wiele lat jest błędem i może spowodować poważne konsekwencje, jak choćby uszkodzenie wątroby, błony śluzowej jelit, zmiany flory bakteryjnej. Niestety, są przypadki takiego postępowania. Kontakt z bakterią może pozostawiać w organizmie „ślad” bardzo długo, dlatego same dodatnie wyniki badań serologicznych nie świadczą o istnieniu choroby. Dotyczy to nie tylko Borrelii burgdorferi, czyli bakterii przenoszonych przez kleszcze, podobnie jest np. w przypadku zakażenia bakterią Chlamydia trachomatis, które także może być przyczyną zapalenia stawów. W USK stosujemy bardziej zaawansowane metody diagnostyczne niż tylko badania przeciwciał, które nie zawsze są miarodajne. W przypadku zakażenia Chlamydią oznaczamy PCR z moczu pacjenta, uzyskując potwierdzenie (lub wykluczenie) zakażenia. Dopiero wówczas decydujemy o terapii.

źródło: Borowska 213

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ