Śp. Kornel Morawiecki we wspomnieniach M. Palcewicz i W. Popkiewicza

Kornel Morawiecki, jeszcze za życia był prawdziwą legendą Solidarności Walczącej. Prezydent RP Andrzej Duda zdążył nadać Przywódcy Solidarności Walczącej Order Orła Białego. Od wczoraj, wspominają go przyjaciele, bliżsi i dalsi współpracownicy, wreszcie Polacy.

M. Palcewicz i W. Popkiewicz wspominają Kornela Morawieckiego, jak wszyscy z smutkiem, i jak wszyscy mówią o wielkim patriocie i skromnym człowieku. Spotkali Go w różnym okresie swojego życia. Gdyby trzeba było opisać jednym zdaniem postawę śp Kornela Morawieckiego to zmieściłoby się w twierdzeniu: To był dobry i szlachetny człowiek. A jaki był prywatnie? Taki sam, zdecydowanie odpowiadają moi rozmówcy.

Ta twoja twórczość, to cię tak legitymizuje, jakbyś w tej Solidarności od początku był, powiedział Kornel Morawiecki do wrocławskiego barda Wojciecha Rohatyna Popkiewicza.

Objawił mi się jako znajomy dość późno, już w czasie wolnej Polski. Wcześniej, w przeciwieństwie do Marioli, nie znałem go. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie w kawiarence na Ostrowie Tumskim. Wtedy dostał moją książkę o Smoleńsku i tak żeśmy razem siedzieli, rozmawiali i cieszyli się sobą. Dla mnie było to ważne, że ktoś tak ważny zechciał poświęcić swój czas dla mnie, który nie był zaangażowany w podziemną Solidarność. Nawet powiedziałem, że brak aktywności wolnościowej nienajlepiej o mnie świadczy. Nie znalazłem się blisko niego, wtedy kiedy należało. On pracował dla wolnej Polski, ja byłem tylko szeregowym członkiem Solidarności. Z Aureliuszem Mikłaszewskim, który był w zarządzie Solidarności na Politechnice Wrocławskiej, następnego dnia po wprowadzeniu stanu wojennego przewoziliśmy małym fiacikiem całe archiwum Solidarności do domu mojego ojca na Oporowie. Bez jego wiedzy wszystkie dokumenty ukryliśmy na strychu za kominem. Pracowałem wtedy w Instytucie Nauk Społecznych. Kiedy wybuchł stan wojenny natychmiast zrezygnowałem z pracy na Politechnice. A z Aureliuszem mieszkaliśmy w tym samym bloku. Kiedy podjeżdżały milicyjne samochody, to on zbiegał z X piętra do mojego pomieszczenia na półpiętrze, które kiedyś spełniało funkcję śmietnika. Często tam nawet spał. Cóż to było, wobec dokonań i poświęceń Kornela?

Czasem wracałem do naszej pierwszej rozmowy. Mówiłem, że żałuję, że nie byłem w SW, w końcu kiedyś w Klubie Muzyki i Literatury Kornel publicznie powiedział – ta twoja twórczość, to cię tak legitymizuje, jakbyś w tej Solidarności od początku był.

Pozostajemy z trudnym duchowym testamentem Kornela, mówi M. Palcewicz. Odszedł patriota, ciepły i wrażliwy człowiek.

Kornel doskonale pływał, w zeszłym roku spotkaliśmy się nad morzem i tam zobaczyłam jaką ma siłę. Opowiadał nam o planach na przyszłość. Był wizjonerem. Pamiętam z jakim entuzjazmem mówił o Wolnych i Solidarnych. Chciał wypromować nazwę, żeby była tak samo znana jak Solidarność Walcząca. Kornel uważał, że trzeba zmienić sposób działania partii, że musi być formacja, która w nowym parlamencie znajdzie się po to, żeby być koalicjantem Prawa i Sprawiedliwości.

Mam kilka jego obrazów, jak kalejdoskopie. Pamiętam go z wielkiej powodzi. Mieszkałam w domu, gdzie przez dziewięć lat ukrywał się, i on, aż trudno uwierzyć – kiedy brakowało wody, bo Wrocław był niemal cały zalany – załatwił beczkowóz z wodą. Strażacy oczywiście byli spoza Wrocławia. Sam pukał do mieszkań i mówił: zejdźcie po wodę. On kochał ludzi. Zawsze mówił o Polsce, o jedności naszego narodu i bardzo jej pragnął.

Inny obrazek. Kornel ukrywał się w różnych konspiracyjnych mieszkaniach. Zawsze przy rodzinie. Dzięki temu mieliśmy wspólnych znajomych. Przyjaźń przetrwała. Nasze spotkania były regularne, najczęściej w mieszkaniu konspiracyjnym na Kamiennej. W 2002 roku postanowiliśmy razem pojechać z pielgrzymką na krakowskie Błonia do Ojca Świętego. Inicjatywa wyszła od Kornela.

Kornel głosił dość oryginalne tezy, które z początku zadziwiały. Potem zrozumiałam ideę. Uważał, że należy płacić ludziom za to, że się uczą. Wiedzę i intelekt trzeba rozwijać i za to musi być dobre wynagrodzenie, bo będą tacy w społeczeństwie którzy w naszym pojęciu nie będą pracować, tylko cały czas się uczyć.

Były głosy, że Kornel Morawiecki przyjaźniąc się z prof. Nikołajem Iwanowem wspiera Rosję.

To nie tak. Kornel mówił o przyjaźni z wielkim narodem rosyjskim ale w prawdzie. Sentyment do Rosji miał – jak wielu z nas – przez literaturę, kompozytorów i poezję ale też przyjaźń z Iwanowem. Zatem nie rosyjskie władze cenił a ludzi.

Myślę, patrząc jak na ubywa, że należy to życie przeżyć dobrze i godnie, i Kornel do końca był fighterem. On zawsze walczył. Przypominam sobie, jak niektórzy niedawno pytali, a po co on tam startuje? No właśnie, aby służyć Polsce, do końca trwał na posterunku. Myślę, że tak należy to ująć a my pozostajemy z trudnym duchowym testamentem Kornela.

PODZIEL SIĘ