Cezary Kempa: Gotów jestem ciężko pracować

W większości polskich domów wychowanie patriotyczne ma duże znaczenie. Zwykle miłość do ojczyzny okupiona jest rodzinnymi dramatami i przekazywaniem wiedzy o przodkach. Zadaliśmy kandydatowi do Sejmu, Cezaremu Kempie pytania o wartości chrześcijańskie, o rolę jego rodziców w wychowaniu dzieci, autorytetach i zaufaniu.

W kampanii wyborczej mówi Pan o wartościach wyniesionych z domu. Dlaczego Bóg Honor Ojczyzna są dla Pana ważne?

Rodzice zwykle chcą aby ich dzieci wyrosły na porządnych ludzi. Pod tym względem moja mama i tato nie odbiegają od standardu. Mojej siostrze i mnie starali się wpoić przede wszystkim szacunek do innych ludzi i odruch niesienia im pomocy. Na to ostatnie uczulała mnie szczególnie moja mama. Nawet jeśli mnie trochę rozpieszczała jako ukochanego synka, to zawsze zwracała uwagę, bym dzielił się tym, co mam i nie był obojętny na krzywdę i cierpienie innych. Widziałem, jak bardzo poświęcała się funkcji ministra ds. pomocy humanitarnej. Ile serca, oddania i samej siebie wkładała w niesienie pomocy tym, dla których każdy dzień był walką o przeżycie. Teraz zresztą kontynuuje tę swoją misję w PE – sama tak o tym mówi. Oczywiście wartości, które kryją się pod słowami Bóg, Honor i Ojczyzna obecne są w naszej rodzinie od pokoleń. I ja utożsamiam się z nimi i staram się być im wierny. Przed laty na wycieczce szkolnej z naszym kołem historycznym zobaczyłem ryngraf jednego z żołnierzy niezłomnych. Trzymał on go pod poduszką na szpitalnym łóżku mimo choroby i groźby dekonspiracji. Gotów był ryzykować wolność albo i życie. Takie przykłady zawsze mocno na mnie działały, a nasza historia oferuje ich całe mnóstwo. Uważam, że takie wartości jak lojalność, uczciwość, prawda są bezcenne. Z pewnością nie jest to łatwe – postępować zawsze właściwie. I czasem wydaje się, że kompromis czy pójście na skróty przyniesie lepsze efekty. Ale nawet jeśli, to zawsze tylko na krótką metę. Poza tym wiem, że rodzice by tego nie pochwalali.

Niezależnie od partii rządzącej obserwujemy nepotyzm, brak kwalifikacji, nawet działania na szkodę kraju i niestety brakuje odpowiedzialności. Wierzy Pan, że polityką zajmują się szlachetni ludzie?

Oczywiście, że nie jest pod tym względem idealnie. Twierdzę jednak, że ostatnie cztery lata rządów zjednoczonej prawicy pokazały inną jakość uprawiania polityki. Jeśli jakaś osoba, niezależnie od funkcji, nie dopełniła swoich obowiązków, naruszyła prawo czy choćby była jedynie podejrzana o jakieś niejasne sprawy, natychmiast były wobec niej wyciągane konsekwencje. Natomiast przez osiem lat rządów PO-PSL osoby ewidentnie skompromitowanie nie tylko nie traciły stanowisk, ale i często były awansowane. To jest bardzo widoczna różnica.

Szef Solidarnej Polski powiedział o Panu, że jest skromny i nie chce eksponowanego miejsca stąd przedostanie miejsce na liście. Czy wierzy Pan, że 13 października zdobędzie mandat zaufania społecznego?

Jestem ogromnie wdzięczny Panu Ministrowi Zbigniewowi Ziobro, który jest zarazem Szefem Solidarnej Polski, że we mnie uwierzył i dał mi szansę. Podczas kampanii wyborczej chciałem pokazać, że gotów jestem ciężko pracować i zasługuję na miejsce na listach zjednoczonej prawicy. Jeśli wyborcy uznają, że będę ich godnym reprezentantem, mogę obiecać, że ze wszystkich sił będę starał się ich nie zawieść.

PODZIEL SIĘ