Michalik atakuje Morawieckiego i Kamińskiego: „Ich dalsze pozostawanie na stanowiskach zagraża bezpieczeństwu państwa”

„Ci urzędnicy pokazali, że są skrajnie niekompetentni i nieodpowiedzialni, a ich motywacje i działania niejasne, i że ich dalsze pozostawanie na stanowiskach zagraża bezpieczeństwu państwa” – napisała na łamach „Gazety Wyborczej” Eliza Michalik. Wygląda na to, że zarówno Mateusz Morawiecki, jak i Mariusz Kamiński bardzo uwierają pewne środowiska.

Winę ponoszą ci, którzy o wydarzeniach dyskutują, a wnioski przedstawiają opinii publicznej, wpływając na jej wybory polityczne – publicyści, dziennikarze, eksperci – oczywiście nie wszyscy, lecz ci, którzy mają pamięć złotej rybki

— napisała Eliza Michalik odnośnie do tych pracowników prasy, którzy opisywali sprawę Mariana Banasia. I aż chciałoby się powiedzieć: „Cóż za samokrytyka”. Okazuje się bowiem, że sama Michalik jakoś dziwnym trafem nie pamięta o zasługach Mariana Banasia w uszczelnieniu systemu VAT, który wielu gangsterom popsuł intratne interesy i pisze tak:

[…] prawdziwy problem, groźny i zagrażający bezpieczeństwu państwa, tkwi gdzie indziej: w układzie służb i najważniejszych polityków w kraju, który – wszystko na to wskazuje – Banasia krył i który, wiedząc o jego przestępczych powiązaniach i niejasnych sprawach majątkowych, nie zrobił nic; przeciwnie, pozwolił mu zostać szefem NIK, bo ktoś na górze dał sygnał: „Ten gość jest nasz, jego nie ruszamy”.

Czemu ma służyć to tworzenie alternatywnych historii, niemających zresztą pokrycia w rzeczywistości? Wzbudzeniu sensacji? Może poczucia winy? A może powód jest zupełnie inny?

Uważam, że afera Banasia, niebywała i bezprecedensowa, powinna być powodem do dymisji nie tylko Mariusza Kamińskiego, ale przede wszystkim premiera Morawieckiego. Ci urzędnicy pokazali, że są skrajnie niekompetentni i nieodpowiedzialni, a ich motywacje i działania niejasne, i że ich dalsze pozostawanie na stanowiskach zagraża bezpieczeństwu państwa

— oceniła Michalik, która najwyraźniej bardzo chętnie odebrałaby władzę zarówno premierowi, jak i niektórym jego współpracowników. Dlaczego? Czy to czysta motywacja polityczna, czy może sprawa ma drugie dno?

Dziś takim sednem sprawy Banasia nie są jego kolejne kamienice, pokoje na godziny i znajomi gangsterzy, tylko odpowiedź na pytania: czym jest układ, który chronił Banasia? Kiedy powstał? Kto go tworzy? Kto nim zarządza? I dlaczego ten układ chronił właśnie Banasia? Kogo jeszcze chroni? Dlaczego?

— perorowała dalej Michalik, prowokując jedynie kolejne pytania i wątpliwości, ale nie co do Mariana Banasia, ale co do ataku na niego. Jakim układom zaszkodził? Komu zależy na definitywnym zniszczeniu go i wyeliminowaniu z życia publicznego? Kto poczuł się przez Banasia zagrożony, kiedy objął on stanowisko szefa NIK?

Ile osób na ważnych państwowych stanowiskach może podlegać szantażowi, na ile z nich jest takie „trzymanie” jak na szefa NIK? Czy służby specjalne chronią państwo, polityków, a może działają jak agencja ochroniarska dla przestępczych interesów ludzi związanych z polityką?

— pytała dalej Michalik, najwyraźniej się zapędzając, ponieważ służby dopełniły obowiązków w tej sprawie. Nie sposób w tym momencie nie podejrzewać, że Eliza Michalik z łezką w oku wspomina lata rządów PO-PSL…

Zresztą podkreśliła, iż wie, że „mozolne wyjaśnianie takich spraw opinii publicznej brzmi nudno i nieatrakcyjnie”, ale „w ten sposób nigdy nie pozbędziemy się rządów głupców, chciwców i nieodpowiedzialnych cwaniaków oraz krętaczy – przeciwnie, umocnimy je i zabetonujemy na zawsze”. Psycholog by powiedział, że mamy tu do czynienia z typową projekcją, ale czy tylko…?

wpolityce.pl/Gazeta Wyborcza

PODZIEL SIĘ