Frasyniuk podgrzewa atmosferę: „Ulica musi być radykalniejsza”. Słowa „je…ć pisiora”? „Mamy wojnę. My albo oni”

fot. twitter.com

Władysław Frasyniuk nie zamierza przepraszać za swoje wulgarne słowa wykrzyczane na ostatnim proteście w „obronie” sądów. W jego opinii słowa „j…ć pisiora”, za które skrytykował go nawet Adam Bodnar, są odpowiedzią na rzeczywistość, a ta jest jego zdaniem taka, że „mamy wojnę”.

Namawiam państwa do cytowania Frasyniuka, do cytowania więźniów stanu wojennego: j…ć Pisiora

—mówił Frasyniuk na ostatnim proteście.

Czy żałuje tych słów? Frasyniuk w rozmowie z dziennikiem.pl nie krył zdziwienia, że ktokolwiek go za te słowa krytykuje.

A Kisiel mówiący o „urządzaniu się w dupie”” to też wypowiedź chama czy reakcja na sytuację? (…) Mówiłem przede wszystkim o łamaniu swobód obywatelskich i Konstytucji. Zręczność PiS polega na tym, że ich PR jest profesjonalny, bezwzględny. W efekcie środowisko liberalno-demokratyczne straciło pazury, stało się ugrzecznione. Dlaczego? Bo nie chce paść ofiarą pomówień i oszczerstw. Zastanawiające, że nie hejt wylewany na ludzi wiadrami, nie faszystowskie okrzyki z marszy niepodległości, nawet nie morderstwo polityczne na Pawle Adamowiczu, a jedno moje zdanie tak strasznie oburza zwolenników!

—próbował usprawiedliwiać się Frasyniuk.

Mamy wojnę. My albo oni. Demokracja albo autorytaryzm. Wolność albo konformizm. Jeśli nie będzie w ludziach determinacji do walki, radykalizmu, to zamiast gwarancji wolności dostaniemy gwarancję spokoju

—dodał, podkreślając, że „ulica musi być radykalniejsza”.

Brakuje nam przywódców, którzy uruchomią w ludziach mocniejsze emocje. Z tego powodu przegraliśmy trzy wybory. Przed nami czwarte. Wygramy tylko wtedy, gdy obudzimy ludzi. Ale politycy muszą mieć odwagę zaryzykować. Dlatego ulica musi być radykalniejsza, by politycy ją czuli

—przekonywał Frasyniuk, który najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy z tego, co czego może prowadzić „zradykalizowanie ulicy”.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ