KTO POWINEN PŁACIĆ EMERYTURY UBEKOM?

Wraz z powrotem do parlamentu partii, bezpośrednio wywodzącej się z reżimu komunistycznego, żądanie przywrócenia przywilejów emerytalnych funkcjonariuszom PRL-owskiego aparatu represji podnoszone jest już nie tylko przez część liderów Platformy Obywatelskiej.

Beneficjenci okrągłego stołu

Przyznanie świadczeń, stanowiących wielokrotność emerytur zwykłych obywateli, było jednym z licznych macherstw, dokonanych w 1989 roku przez służby nadzoru nad społeczeństwem wespół z okrągłostołowymi „elitami” i ich aparatem propagandy. Do najczęściej powtarzanych haseł tamtego czasu należały slogany o „konieczności oglądania każdej złotówki” i „równym dźwiganiu przez wszystkich ciężarów głębokiej zapaści gospodarczej”. Prawda była dokładnie odwrotna – dla wielu grup społecznych szykowano nędzę. Życie w luksusie zagwarantowano natomiast „zasłużonym” w terroryzowaniu społeczeństwa. Z punktu widzenia „elit” III RP zasługą uzasadniającą komfortową jakość życia esbeków był model ustrojowej transformacji, który po dogadaniu się z PRL-owskim reżimem wyniósł je do współrządzenia. Weryfikacji kadr SB, o której dziś wiemy, że była fikcją, towarzyszyła kampania dezinformacyjna. Miała ona na celu przekonanie społeczeństwa, że żadne państwo ani przez chwilę nie może się obejść bez wyspecjalizowanych służb specjalnych, że bezalternatywnym rezerwuarem fachowych kadr miało być SB, a weryfikacja miała zapewnić przeniesienie do służb wolnej Polski jedynie funkcjonariuszy nieskalanych jakimikolwiek niecnymi czynami.

Powołani do utrwalania obcej dominacji i walki ze społeczeństwem

Prawda o UB i SB jest całkowicie inna od bzdur, głoszonych przez ich przyjaciół z aparatu propagandy III RP. Celem służb państw niepodległych i demokratycznych jest ochrona interesów obywateli, przeciwdziałanie wrogim siłom obcych wywiadów, dywersantów czy terrorystów, stanie na straży bezpieczeństwa strategicznych instytucji. Istota bezpieki wzorowanej na NKWD była wręcz odwrotna. Stąd ukończenie szkół, kształcących funkcjonariuszy SB i największe nawet doświadczenie w wykonywaniu zadań, do których powołana była SB to kwalifikacje nieprzydatne dla państw i społeczeństw wolnych ludzi. Celem SB było bowiem sprawowanie całkowitej kontroli nad społeczeństwem. Głównym narzędziem do tego była stale odnawiana armia tajnych współpracowników. Formowano ją często metodami szantażu, gdyż za cel bezwzględnie konieczny uważano posiadanie przynajmniej jednego donosiciela w każdej kamienicy, bloku mieszkalnym, każdej brygadzie zakładu pracy, na każdym roku każdego kierunku studiów, jak i w łonie wszelkiego rodzaju klubów sportowych, stowarzyszeń regionalnych, związków wędkarskich, ogniw federacji miłośników znaczków pocztowych czy hodowców kanarków. Istotą SB było to, że swych donosicieli pozyskiwała wszędzie, choć nasycenie agenturą miało różne natężenie.

Mniej uwagi przywiązywano do PGR-ów na głębokiej prowincji, niż do uniwersytetów, na których zwerbowano połowę profesury, czy redakcji TV. Część tej sieci informatorów ochoczo zasypywała SB strumieniami donosów, większość była do tego przymuszana, a wielu zwyczajnie nie miało o czym informować. Zasadą było jednak stałe kontrolowanie stanu wielotysięcznego aparatu nadzoru nad społeczeństwem. Z każdym osobowym źródłem informacji (nawet niemającym o czym donosić) kontaktowano się co najmniej raz w roku, choćby po to, by sprawdzić kondycję agenta – czy stan zdrowia nie utrudnia mu „czujności agenturalnej” i czy nie zachodzi potrzeba, dla kontroli nad danym kawałeczkiem Polski, pilnego zwerbowania nowych agentów.

O tym, co się zaczynało dziać, gdy SB dowiadywała się o jakiejś osobie, której zamarzyła się Polska nieeksploatowana przez Związek Sowiecki czy ojczyzna bez totalitarnego ustroju, dowiedzieć się można z wydawanych przez IPN zbiorów dokumentów, których tytuł zawiera frazę „Sprawa Operacyjnego Rozpracowania”. Słowa te oznaczały mobilizację agentury, celem takiej czy innej formy wykończenia jednostki, która odważyła się działać na rzecz wolności swojego kraju. Osoba, na którą „nałożono SOR”, miała być rozpoznana pod kątem wszystkich swoich kontaktów, postrzeganych jako potencjalni współpracownicy. Często uruchamiano tu „plan D” (D jak dezintegracja), polegający na rozsiewaniu fałszywych informacji, prowadzących do skłócenia niszczonej osoby z rodziną, środowiskiem miejsca pracy i zamieszkania, rozbijania małżeństw, fabrykowania dowodów rzekomych przestępstw itd. Niemal zawsze ofiara esbeckiej obławy otrzymywała propozycję: zaprzestanie represji w zamian za przejście na stronę SB, czyli – wejście w rolę TW. Oporni byli niszczeni metodami coraz bardziej nikczemnymi, co prowadziło do wielu życiowych tragedii. A chętni do współpracy, w szczególności skorzy do szkodzenia innym, byli gratyfikowani nie tylko finansowo, ale też wspierani w zawodowych czy naukowych karierach. Nagradzano ich też często swoistym glejtem bezkarności, za sprawą którego (podobnie jak w przypadku PRL-owskiej nomenklatury i funkcjonariuszy SB) ich różnorakim wykroczeniom (np. prowadzeniu samochodu po pijanemu) nie nadawano biegu.

Działali przeciw Polsce i Polakom – byli finansową elitą PRL-u i III RP

Zarobki zatrudnionych w SB były znacząco wyższe od przeciętnego wynagrodzenia innych obywateli. W dziesięcioleciach głodu mieszkaniowego oni nie mieli problemów z szybkim przydziałem mieszkań, jak też możliwością zakupu wielu trudnodostępnych dóbr. W czasach powszechnego wystawania po byle ochłap w wielogodzinnych kolejkach – do ich dyspozycji były sieci luksusowo zaopatrzonych sklepów. Ich przywileje (szeroki pakiet socjalny, wypoczynkowy itd.) długo można by wymieniać. Korzystały z nich też osoby zatrudnione na niższych szczeblach (sławne sprzątaczki, bibliotekarki czy sekretarki), gdyż do SB rzadko trafiały osoby przypadkowe. A każdy w jakikolwiek sposób zatrudniony w SB wiedział, czym się zajmuje organ, który przyjął go do pracy. Totalitarna inwigilacja społeczeństwa nie służyła rozwojowi i szczęściu obywateli, ale ich zniewalaniu. Prześladowanie jednostek i grup, działających na rzecz niepodległości czy demokratycznych przemian w najmniejszym stopniu nie służyło Polsce, lecz wręcz przeciwnie –utrzymywaniu naszego kraju w orbicie obcych wpływów, jego kolonialnej eksploatacji, paraliżowaniu jego rozwoju, zatruwaniu kolejnych roczników fałszami propagandy, tumanieniu ich marksistowską ideologią, zakłamanymi narracjami historycznymi. Jeśli Polska i Polacy byli ofiarami UB i SB – organów powołanych i działających w interesie obcego mocarstwa, to zasadne jest postawienie pytania – kto funkcjonariuszom takich organów powinien wypłacać świadczenia emerytalne? Przez 45 lat bezpieka żyła z pieniędzy, wypracowywanych przez Polaków, czyli przez naród. Ta sama zbiorowość finansowała bizantyjskie emerytury funkcjonariuszy tego totalitarnego aparatu represji w jakże trudnych dziesięcioleciach po roku 1989. Wiadomo, że za pieniądze, którymi uprzywilejowano esbeków, można by np. zbudować całą, ciągle nieukończoną, zasadniczą część sieci polskich autostrad. Aspekt finansowy nie jest jednak najważniejszą częścią nieszczęścia, wygenerowanego esbeckimi przywilejami. Szkody dalece większe przyniosło utrwalanie przez całe pokolenia arcytoksycznego „ładu”, wg którego szkodzenie współobywatelom i działanie na szkodę ojczyzny jest sowicie wynagradzane a ci, którzy walczyli o wolną ojczyznę i lepszą przyszłość społeczeństwa skazani są na wegetowanie w niedostatku.

Niech swoi płacą swoim

Z jakiej przyczyny ofiary mają utrzymywać swoich oprawców? Służący interesom obcego mocarstwa – raczej do niego powinni się zwracać po wynagrodzenie. Tym bardziej – tak wysoce uprzywilejowane. Może więc funkcjonariusze SB powinni po emerytury zgłosić się do swego rzeczywistego pracodawcy? RFN do dziś wypłaca emerytury obywatelom wielu krajów, także żyjącym w Polsce Polakom, którzy w latach II wojny światowej znaleźli się na niemieckiej służbie. Dla zatrudnionych w organach stworzonych i funkcjonujących na rzecz interesów sowieckich też powinno być oczywiste, gdzie winni się zgłosić po należne im emerytury. Rzecz jasna można się obawiać, że spadkobiercy sowieckiego imperium nie zechcą płacić a bezwyjątkową zasadą polskiego ładu społecznego musi być standard, według którego bez względu na wszelkie okoliczności nikt nie może cierpieć głodu. Odtrąconym przez swych niegdysiejszych patronów świadczenia socjalne przyznać więc można, ale nie w wymiarze uprzywilejowanym, ale w wielkości obowiązującej jako minimalna.

Każda złotówka powyżej takiego wymiaru – to kpienie z ofiar, stawianie na głowie fundamentów etycznego ładu – generowanie degrengolady zabójczej dla państwa i społeczeństwa.

autor: Artur Adamski

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ