Prezydentura Milanovicia jest złą wiadomością dla Trójmorza. Mówi o „strasznym” pomyśle, „irytującym Moskwę i Berlin”

miedzymorze.jpg

„Grupa Wyszehradzka nie jest naszym partnerem. Niektóre kraje mają tam poważne problemy z praworządnością.” –

— takie stwierdzenie padło w czwartek z ust nowego prezydenta Chorwacji, socjaldemokraty Zorana Milanovicia, w jego pierwszym po wyborach wystąpieniu dla mediów chorwackich.

W rozmowie dla telewizji Nova TV Milanović odpowiadał na liczne pytania, w tym także na to dotyczące jego stosunku jako prezydenta do Inicjatywy Trójmorza.

„Ta idea jest niepotrzebna i zbyteczna, skupia dużą liczbę państw zjednoczonych bez żadnych kryteriów. Od Estonię po Bułgarię, co to ma być?“ –

— odpowiedział Milanović i dodał, że Chorwacja powinna raczej szukać swoich partnerów w najbliższym sąsiedztwie, np. w Słowenii i Austrii.

Wypowiedź Milanovicia to kontynuacja wszystkiego, o czym mówił wcześniej na temat inicjatywy, którą zapoczątkowali polski prezydent Andrzej Duda i teraz już była pani prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović. Jako premier w latach 2011 do 2016 zawsze forsował zbliżanie Chorwacji do tzw. „starej Europy“ oraz jej silnych przyjaciół (szczególnie do Niemiec), a na kraje Europy środkowej patrzył zazwyczaj z góry.

W czasach największego kryzysu imigracyjnego, w 2015 r. wszedł w konflikt z Węgrami, kiedy przez Chorwację fala uchodźców przechodziła, a wielu zarzucało jego rządowi zbyt wielką otwartość na przyjmowanie nowych imigrantów kierujących się na zachód. Milanović ostro wtedy krytykował premiera Viktora Orbana i jego politykę zamykania granic dla nielegalnych imigrantów. Orban odpowiedział mu wtedy, że Milanović jest członkiem „międzynarodówki socjalistycznej“, której celem jest obrażanie Węgier. Socjaldemokrata napadł ten kraj także w czasie trwania kampanii prezydenckiej, nazywając go „małym i nieważnym państwem“, z którym jako prezydent nie chce mieć nic wspólnego.

Podczas kampanii otwarcie krytykował także Inicjatywę Trójmorza, wobec której zawsze był sceptyczny. W jednym z wystąpień przedwyborczych nazwał ją „paradą”, która skupiła państwa z autorytarnymi rządami”. W jednym z wcześniejszych wywiadów nazwał Trójmorze „strasznym”pomysłem, „irytującym Moskwę i Berlin”, a innym razem powiedział o nim, że jest „bez sensu”.

Jeśli jesteśmy już przy temacie „parady” wygląda na to, że Milanović nie zawsze jest jej przeciwny. Kilka dni po wyborze na fotel prezydenta media podały, że prezydent Rosji Władimir Putin zaprosił go  na Paradę Zwycięstwa do Moskwy, a Milanović przyjął zaproszenie.

Swoimi nowymi wypowiedziami na temat Trójmorza chorwacki socjaldemokrata potwierdził to, co mówił w kampanii. Jako nowowybrany prezydent najprawdopodobniej wstrzyma wszystkie aktywności w tej kwestii. To zła wiadomość mając na względzie to, że polityka zagraniczna jest dziedziną, w której chorwacki prezydent dysponuje dużymi uprawnieniami.
Analitycy chorwaccy twierdzą w ostatnim czasie, że nie pomoże tu także fakt, iż chorwacki premier Andrej Plenković uwzględnił Trójmorze w programie chorwackiego przewodnictwa Rady Unii Europejskiej. Plenković, konserwatysta, który dotąd był bliski Europejskiej Partii Ludowej i niemieckim demokratom, wobec inicjatywy pozostał chłodny. Wielu twierdzi, że swojej postawy nie zmieni.

autor: Goran Andrijanić

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ