Na finał Wratislavii Cantans w czasach zarazy – muzyka polska

foto: mat prasowy

13 września 2020 r. w Kolegiacie Świętego Krzyża i Świętego Bartłomieja we Wrocławiu odbył się finałowy koncert 55. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego, na którym Wrocław Baroque Ensemble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka zaprezentował program o tytule „Światła dla świata” z kompozycjami Jacka Różyckiego – kapelmistrza czterech królów Polski. Projekt zrealizowano w ramach obchodów stulecia odzyskania niepodległości oraz odbudowy polskiej państwowości NIEPODLEGŁA

 

To miała być zupełnie inna Wratislavia Cantans. Niestety zaplanowana edycja festiwalu została z powodu zarazy odwołana, bilety na nią zwrócone, a melomanom ostatecznie zaserwowano okrojoną do pięciu koncertów wersję w tzw. reżimie sanitarnym pod hasłem „Światło dla świata”. W książce programowej dyrektor generalny Andrzej Kosendiak wyraził nadzieję, że nowy świat, który wyłoni się po pandemii będzie lepszy, a dyrektor artystyczny Giovanni Antonini wiarę, że „piękno może pomóc uratować świat”. Z kolei minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński przyznał, że ograniczenie działalności instytucji kultury podczas zarazy uświadomiło mu, jak istotne znaczenie ma…„bezpośrednie współprzeżywanie sztuki”.

13 września w surowym wnętrzu gotyckiej Kolegiaty usłyszeliśmy następujące dzieła Jacka Różyckiego: Aeterna Christi munera, Dixit Dominus, Aurora lucis rutilat, Salvatoris Mater pia, Iste Sanctus, Ave sanctissima Maria, Omni die dic Mariae, Exultemus omnes, Fidelis servus et prudens, Verbum supernum prodiens, Confitebor, Magnificat.

Żyjemy obecnie, jak mówi Joseph Ratzinger/Benedykt XVI, w ponownie spoganizowanej rzeczywistości. Charakteryzuje ją wrogość wobec chrześcijańskiego świata implikująca również  ostentacyjne lekceważenie, a nawet negację chrześcijańskiej kultury i jej wytworów. Zjawiska te nieuchronnie prowadzą, ostrzega Ratzinger w tekście „Artystyczna transpozycja wiary”, do rozpadu człowieczeństwa i kultury. Dlatego prezentacja chrześcijańskiej muzyki w chrześcijańskiej świątyni, aczkolwiek podczas „świeckiego obrzędu”, jakim jest według Antoniniego koncert, to cenna inicjatywa.

Kompozycje Różyckiego zaprezentował Wrocław Baroque Ensemble pod kierunkiem Andrzeja Kosendiaka w składzie: Aldona Bartnik, Aleksandra Turalska – soprany; Piotr Łykowski, Daniel Elgersma – kontratenory; Maciej Gocman, Benjamin Glaubitz – tenory; Tomáš Král, Jaromir Nosek  – basy; Zbigniew Pilch, Mikołaj Zgółka, Małgorzata Kosendiak – skrzypce, Michał Mazur – altówka, Julia Karpeta – viola da gamba, Krzysztof Karpeta – violone, Přemysl Vacek – teorba,  Andrea Inghisciano – kornet,William Lyons – dulcjan, Johannes Kronfeld, Masafumi Sakamoto, Hans-Martin Schlegel – puzony, Marta Niedźwiecka – pozytyw oraz soliści Chóru Chłopięcego NFM.

Największe wrażenie wywarły hymny barokowego kompozytora. Jak napisała w książce programowej Aleksandra Patalas, to utwory wyróżniające się prostotą i zwięzłością opracowania o podniosłym charakterze, uzyskanym dzięki wyrazistej deklamacji wszystkich głosów (faktura homorytmiczna lub homosylabiczna) i regularnej pulsacji trójdzielnej. Oś konstrukcyjną koncertu oparto na ambrozjańskim hymnie Aeterna Christi munera. Jego mistyczna melodia odegrana przez dulcjan, cynk i puzony rozpoczęła koncert, poprzedziła oryginalny motet (koncert kościelny) Ave sanctissima Maria z wirtuozowskimi partiami sopranu Aldony Bartnik i skrzypiec Zbigniewa Pilcha, i po olśniewającym przepychem Magnificat zwieńczyła całość. Dixit Dominus ujął  słuchaczy prawie wenecką polifonią. Iste Sanctus misternymi koloraturami solistów (Maciej Gocman, Tomáš Král, Daniel Elgersma). Podczas koncertu zachwyciły: spoistość brzmienia wokalistów, klarowna prezentacja faktury muzycznej; idealne, bez przerysowań: tempa, dynamika, artykulacja i frazowanie. Podziw wzbudziły wycyzelowane partie instrumentalne wspaniale zbalansowane z głosami wokalnymi. Wysoce wysublimowaną, wrażliwą i uduchowioną interpretacją muzyki Różyckiego maestro Kosendiak wykreował z koncertu  modlitewną medytację.

Wrażenia muzyczne psuł niestety tzw. reżim sanitarny nazywany przez wrocławskich organizatorów  „instrukcją obsługi”. Publiczność, w zalecanych przez MZ maskach, przed wejściem miała mierzoną temperaturę, po czym stanowczym głosem była proszona o zdezynfekowanie rąk. Po koncercie każdy był osobno wzywany do wyjścia. Pozostaje mieć nadzieję, że ani słuchacze ani artyści nie trafią na kwarantannę. Na pewno po takim wydarzeniu powstaje pytanie, czy warto było iść? Może w wczasach zarazy lepsza jest radiowa transmisja lub streaming – nikt nas wtedy nie upokarza, w dodatku za nasze pieniądze.

autor: Agnieszka Kanclerska

PODZIEL SIĘ