Radny Kurczewski: Nie widzę interesu Gminy Wrocław w przykładaniu ręki do destrukcji kolejnego budynku o zabytkowym charakterze

Foto: Janusz Wolniak

Wrocław, jeszcze cztery dekady temu przedstawiany był jako miasto 100 mostów (choć naprawdę było ich znacznie więcej), miasto zabytków i zielona stolica Polski. Dzisiaj pozostały nam tylko mosty. Jeśli kiedykolwiek będzie konkurs na betonową stolicę kraju, Wrocław znajdzie się w czołówce.

Dlaczego nie lubimy zabytków?! Koszty remontów zbyt duże, to nie jest wytłumaczenie. Tymczasem opuszczone przez lokatorów obiekty niszczeją latami. Takie „racjonalne zarządzane mieniem”, które zamiast być zagospodarowane przez magistrat albo urząd marszałkowski staje się kapitałem dla deweloperów.

Przykładów na niegospodarność jest dużo. Ponad 10 lat niszczał zabytkowy pałacyk przy ul. Gdańskiej z przylegającym terenem zielonym. Niedawno do odrestaurowanego zabytku dobudowano apartamenty. Teraz nie tylko dziedziniec tonie w betonie, ale niemal cała wolna przestrzeń. Drzewka w donicach, to green garden tego miejsca.

Podobnie ma być z dawną szkołą przy ul. Drobnera 5-7. Obiekt miał 1,8 tys. m² a działka 2,5 tys. m². Magistrat nie miał pomysłu na jego funkcjonowanie i wystawił do sprzedaży w 2011 roku. Dopiero druga próba z niższą ceną zachęciła inwestorów do przystąpienia do przetargu.

Teraz zabytkowy budynek pod nadzorem konserwatorskim został wyburzony w 2/3 części ale… będzie dobudowana nowoczesna bryła, zagarniając kolejne wolne metry ziemi. Zielony Wrocław jest się szary. Wody opadowe spływają do kanalizacji, bo beton ich nie przyjmie a mieszkańcy zapłacą za to w podatkach.

Podejście jakie wrocławski magistrat zastosował względem gmachu przy ul. Drobnera 5-7 nie ma nic wspólnego z ochroną zabytków, mówi radny PIS Michał Kurczewski.

Inwestor Tal&Co Management Brunengraber w pełni wykorzystał niezwykle liberalne zapisy MPZP nr 601. Plan miejscowy uchwalony w roku 2017 (przy sprzeciwie radnych PiS) pozwalał z potężnego gmachu wpisanego do gminnej ewidencji zabytków pozostawić jego drobny fragment.

Nasuwa się pytanie dlaczego urzędnicy wprowadzając tak liberalne zapisy MPZP pozwalają na niszczenie kolejnego zabytku. Jest to bardzo niepokojące, gdyż nie widzę interesu Gminy Wrocław w przykładaniu ręki do destrukcji kolejnego budynku o zabytkowym charakterze. Interes, co oczywiste w maksymalizującej zysk przebudowie miał natomiast inwestor. Działania magistratu w pełni mu to umożliwiły.

PODZIEL SIĘ