Skandaliczny list Durczoka do Jarosława Kaczyńskiego: :Nie piszę „szanowny”, bo Pana nie szanuję.”

kamil durczok.jpg

Panie Jarosławie Kaczyński!

Nie piszę „szanowny”, bo Pana nie szanuję. Choć prawdopodobnie spływa to po Panu jak po kaczce, a tego listu i tak Pan nie przeczyta. No, chyba, że ktoś z usłużnych lizusków pomyśli, że po lekturze skieruje Pan kciuk w dół, a posłuszne Panu media rozjadą mnie walcem. Uprzedzam, że kurwizja już kilka razy we mnie ładowała i nie robi to na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia.

Piszę do Pana, bo czasem taki zwykły obywatel jak ja, musi o coś zapytać albo coś z siebie wykrzyczeć, nie licząc wcale na odpowiedź.

Wczoraj Pańska służba zatrudniona w Trybunale Konstytucyjnym, wydała jeden z haniebniejszych wyroków w najnowszej historii Polski. Na pańskie polecenie, Trybunał zamienił życie tysięcy ludzi w piekło. Piekło łez, cierpienia i bólu. Dzieci z ciężkimi chorobami, będą się teraz rodzić bez najmniejszych szans na przeżycie albo normalne życie. A ich mamy i ojcowie będą skazani na patrzenie, jak te maleństwa cierpią, przerażająco płaczą, a potem umierają. Pan, człowiek który z wyboru nie ma potomka, odebrał prawo wyboru innym ludziom. Brutalnie, bez skrupułów, w zmowie z innymi mężczyznami, którzy skupieni w organizacji nazywającej się kościołem katolickim, od dziesięcioleci zajmują się tuszowaniem pedofilii we własnych szeregach. Tak oto zorganizowany związek bezdzietnych urządza życie polskim rodzinom.

Knajpy kazał Pan pozamykać. Za to kościoły pozostają otwarte, bo przecież cały ten kościelny biznes musi jakoś zarabiać, choćby po to, by potem móc skutecznie agitować za PiS-em. Absurdalnych, nielogicznych albo głupich rozwiązań, pozorujących prawdziwą walkę z pandemią, jest znacznie więcej. Ale w końcu pańscy wyborcy chodzą głównie do kościoła a nie do knajpy, czy na siłownię. Więc kalkulacja jest prosta.

Zrobił to Pan, bo polityczny deal zawarty z biskupami zwyczajnie bardziej się Panu opłacał. Już chór starszych jegomościów w sutannach mówi: Bóg wam zapłać. Co w praktyce oznacza, że z ambon nadal będę wygłaszane brednie o „świętych ewangelistach Szumowskim i Morawieckim”. Gniew, wściekłość czy nienawiść wzbudza Pan wśród tych, którzy uważają Pana za zło i nie mogą tego Panu nawet wykrzyczeć w twarz, bo jest Pan tak „odważny”, że chowa się za armią ochroniarzy. Teraz jeszcze pilnuje Pana druga prywatna armią, bo w taką formację – z kaprysu i ku własnej satysfakcji – przekształcił Pan polską policję, murem odgradzającą Pański dom, zamieniając go w fortecę.

Frapuje mnie, jak Pan się z tym czuje. Jak czuje się król Polski, który boi się wyjść do ludzi. Jak czuje się ktoś, kto świadomie doprowadził kraj do wrzenia i patrzy na to wszystko z chorą satysfakcją. Mógłby Pan to kiedyś objaśnić?

Wczorajszy wieczór spędził Pan pewnie na swoich ulubionych zajęciach. Może było to przestawianie pionków na partyjnej szachownicy, może znowu kazał Pan kogoś zatrzymać, a może oglądał pan rodeo. Bo nie sądzę, żeby martwił się Pan blisko setką ludzi, którzy wieczór i noc spędzali na komisariatach policji. Tylko dlatego, że chcieli Panu wykrzyczeć to, co czują. I co o Panu myślą. Tak wygląda ta wolność słowa, którą dławi Pan na wszelkie sposoby. Opowiadając jednocześnie, że żyjemy w najlepszej demokracji w Europie, a prawa człowieka są tu w pełni respektowane. Nie będą Pana porównywał do żadnego z dyktatorów, panujących dziś w Europie. Każdy z was jest bowiem inny. Ale każdy ma na celu jedno – pełnie władzy. Jest pan na dobrej drodze do celu, Prezesie. Ale niech Panu zmąci tę radość jeden szczegół – każdy dyktator kończy podobnie. Może Panu jest wszystko jedno, jak się skończy pański reżim. Bo się skończy, nic nie jest wieczne. Za to może ten ryk wściekłości kilku milionów rodaków usłyszą pańscy ludzie. Dziś się boją Pana, łasząc się i zabiegając o łaskę. Ale jutro, mogą się bać znacznie bardziej ludzi, doprowadzonych do ostateczności przez Pana i pańskie rządy. Wtedy zostanie Pan sam.

Jest Pan największym szkodnikiem, jaki pojawił się w nowej, wolnej Polsce. Rozrąbał Pan nasz kraj na drobniusieńkie kawałeczki. Wziął go jak kryształowy wazon i walnął o ziemię.
Ku swej mściwej, chorej satysfakcji, upokarza Pan i niszczy ludzi. Grupa po grupie, zawód po zawodzie, człowiek po człowieku. Szczuje Pan, pogardza i obraża. Nie wiem czy ktokolwiek po pańskim (rychłym mam nadzieję) końcu rządów, będzie w stanie ten burdel posprzątać.


źródło: FB

PODZIEL SIĘ

5 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ