Niemiecki obóz koncentracyjny Gross Rossen: bił wszelkie rekordy w szybkości uśmiercania ludzi głodem, terrorem i tempem pracy

Obóz koncentracyjny Gross Rossen w Rogoźnicy jest miejscem związanym z niechlubną historią Niemiec i tragiczną historia naszego narodu. Ten obóz zasłynął z tego, że był to jeden z najcięższych obozów pracy w czasie II Wojny Światowej. Umieralność tam była bardzo wysoka, która spowodowana była ciężką pracą i głodowymi racjami żywnościowymi. Na początku obóz powstał po to, aby zapewnić tanią siłę roboczą do znajdującego się nieopodal kamieniołomu, w którym więźniowie wydobywali granit potrzebny do budowy dróg, a także płyt wykorzystywanych przy budowie autostrad. W tamtym czasie Niemcy tworzyli monumentalne budowle, takie jak Stadion Narodowy. Granit z Rogoźnicy był wykorzystywany do tych wielkich budowli z III Rzeszy. Po wojnie w obozie mieściło się więzienie NKWD.

Początek historii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen rozpoczął się wiosną 1940 roku. Wtedy to niemiecka spółka Kamieniarska należąca do SS kupiła od prywatnej właścicielki kamieniołom granitu. Początkowo obóz zajmował niewielką powierzchnię terenu obok kamieniołomu. Druty kolczaste zawieszone były na drewnianych palach, brama zbita z drewnianych hydrologów, oplecionych drutem kolczastym. Stał wtedy tylko jeden barak, a wodę dowożono dwa razy w tygodniu dużym blaszanym pojemnikiem. Z czasem placówka rozrastała się, 1 maja 1941 roku staje się samodzielnym obozem koncentracyjnym. W późniejszym czasie, w kamieniołomie oprócz dotychczas wyrabiane kostki granitowej i krawężników dla potrzeb budowy dróg oraz autostrad niemieckich, rozpoczyna się produkcja płyt kamiennych, którymi ozdobiono perły architektury hitlerowskiej.

Do wydobywania kamienia sprowadzono więźniów obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Pierwsza grupa więźniów liczyła 100 osób, z nimi przybył tutaj również pierwszy Lager Filler tego obozu Anton Thumann. Ta grupa więźniów została podzielona; jedna część pracowała przy wydobywaniu kamienia, natomiast druga rozpoczęła budowę obozu, który zaczął powstawać obok.

W Gross – Rossen więźniowie byli głównie wykorzystywani do pracy w kamieniołomie. Oprócz tego z więźniów korzystało kilka firm niemieckich, wśród nich Siemens, Halske oraz Blaupunkt, które miały swoje warsztaty na terenie placówki. Dopiero rok przed końcem wojny Gross-Rosen stanął na czele potężnego Imperium podobozów, na które składało się ponad 100 placówek bardzo zróżnicowanych pod względem pełnionej funkcji. W tym okresie również był miejscem przerzutu dziesiątek tysięcy więźniów z obozów ewakuowanych na wschodzie przed zbliżającym się frontem wojsk radzieckich.

Ten stosunkowo nieduży i mało znany obóz bił wszelkie rekordy w szybkości uśmiercania ludzi głodem, terrorem i tempem pracy. W latach 1942 – 1943 liczba zamęczonych tu więźniów wielokrotnie przewyższa liczbę więźniów żyjących. Wielki piec stał na wolnym powietrzu. Z czasem wykonano nad nim czaszę i ruchomą osłonę od porywistych wiatrów. Był to typ przewoźnego krematorium polowego, z wentylatorem i dmuchawą, które mogło spalać jedno ciało w ciągu 7 minut.

Posiłki przyrządzało się w specjalnym baraku. W części parterowej przygotowywano produkty, myto je w betonowych wannach i rozdrabniano je na prowizorycznych stołach. Więźniowie jedli 3 razy dziennie; rano pół litra wodnistej zupy, w południe niepełny litry zupy, a na koniec to samo, co na śniadanie.

Po II wojnie światowej przez około 2 lata na terenie obozu Gross –Rossen funkcjonowało tajne więzienie NKWD. Dzieje tamtego okresu nie zostały jeszcze należycie przebadane. Utrudniło to w dużym stopniu zachowanie archiwaliów i resztek materialnych po hitlerowskim obozie. Z tego też względu mimo wielu prób w środowisku więźnia z nich nie było możliwe założenie muzeum, a kamieniołom był dalej eksploatowany. Dopiero w roku 1983 zostało powołane do życia muzeum, które zabezpieczyło pozostałe eksponaty i archiwalia oraz rozpoczęło prace badawcze nad rekonstrukcją dziejów obozu. Do dzisiaj udało się ustalić tożsamość ponad połowy więźniów oraz opracować naukowo część podobozów.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Brat mojego taty został tam zamordowany jako 17 letni chłopak. Mój Tato długo po wojnie szukał go przez Czerwony Krzyż. Po długim czasie Szwajcarski Czerwony Krzyż przysłał zawiadomienie ,że zginął w Gross Rossen (Rogoźnica). Kiedyś sprawdzałam listę zamordowanych tam więźniów i nie znalazłam nazwiska mojego stryja. Więc mój Stryj należy do tych bezimiennych tam zamordowanych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ