Józef Franczak ps. Lalek – ostatni Niezłomny Rzeczypospolitej wydany po 15 latach za 3000 zł

„…Coraz więcej ludzi popada w apatyczny nastrój i przestaje wierzyć w rychłe zmiany na lepsze. Ludzie coraz bardziej dostosowują się do znienawidzonego, a umacniającego się porządku. Bo przecież trzeba żyć. My, garstka straceńców, jak nas nazywają stajemy się oazą wiary i woli zwycięstwa na pustyni zwątpienia i beznadziejności…” tak zapisał w swym pamiętniku, w roku 1948 Zdzisław Bronski – Uskok. Jakie więc mogły być refleksje tego, który samotnie przetrwał pod ziemią jeszcze 15 lat?

Co do istoty komunizmu Józef Franczak Lalek raczej nigdy nie miał złudzeń. Najpierw poznał jego smak wzięty do niewoli przez sowietów we wrześniu 1939 roku. Wiedzę pogłębił podczas dramatycznej ucieczki z transportu na Syberię. Później, w czasie okupacji niemieckiej, już jako partyzant AK miał okazję do debaty ideologicznej z czerwonymi, lufa w lufę. Najstraszniejsza jednak, była Kąkolewnica, ośrodek formowania Drugiej Armii Wojska Polskiego. Sądy specjalne załatwiały sprawy w kilkanaście minut, a w lesie padały strzały kończące żywot tych, którzy całą poprzednią okupację przetrwali z bronią w ręku. Franczak wiedział, że niebawem przyjdzie kolei na niego i wolał nie czekać, zrzucił mundur, wrócił w rodzinne strony i znowu wyjął ze skrytki automat.

Historycy na ogół redukują żywoty ludzi antykomunistycznego podziemia do sfery czynów. Daty, akcje, potyczki, zwycięstwa, klęski, ale to przecież zdarzenia wyjątkowe. Prawdziwym tłem jest pełna napięcia codzienność. Żywot człowieka uzbrojonego, człowieka ściganego. Zagęszczone czekanie na zdarzenia niemal z kręgu cudu. Nową wojnę światową, przewrót polityczny w kraju, na który się w najmniejszym stopniu nie zanosi. Pokolenie wojenne jest skrajnie umęczone i poszarpane, marzy o latach wytchnienia, nawet za cenę małej kapitulacji. W tej małej kapitulacji potrafi jednak zdobyć się na wielkość i osobiste ryzyko.

To nie jest historia japońskiego żołnierza trwającego dziesiątki lat w dżungli samotnej wysepki na Pacyfiku. To centrum gęsto zaludnionego, rolniczego regionu. Ludzkie oczy są wszędzie, w polu w lesie, na drodze. Intruz z bronią rozpoznawany i weryfikowane jest natychmiast, ale kogoś zdefiniowanego jako swój, tutejsi będą chronić, ostrzegać, pomagać. To sytuacja, kiedy powszechne milczenie jest najistotniejszą pomocą.

Narastającą samotność Lalka można zilustrować liczbami. Najpierw dookoła, tuż przed wejściem sowietów na Lubelszczyznę są tłumy – 60 tysięcy ludzi Armii Krajowej. Następnej wiosny już pierwszej pod nową okupacją, ciągle ludzi podziemia da się liczyć w tysiącach. Są struktury, powiązania, dowódcy, jest poczucie siły. Potem przychodzi rozładowywanie lasów, amnestię, ujawnienia i polowania bez spoczynku dla najaktywniejszych. W roku 1953 w kraju trwa w lasach i wiejskich melinach jeszcze 250 Niezłomnych. Zapewne nawet wzajemnie nie wiedzą o sobie. W Sylwestra 1961 roku z bunkra w lasach Janowskich, Służba Bezpieczeństwa wyciąga przedostatniego partyzanta Andrzeja Kiszkę.

23 października 1963 roku konfident służby bezpieczeństwa o pseudonimie Michał pokwitował odebranie sumy 3000 zł. Była to należność za głowę ostatniego partyzanta Rzeczypospolitej Józefa Franczaka Lalka. Pomiędzy datami 1939 rok – rozpoczęcie walki, a 1963 – zakończenie życia, była ogromna przepaść czasu, rozpisana na godziny dni miesiące i lata samotności, napięcia, niepokoju stresu i walki. Na długie lata, Żołnierzy Niezłomnych zepchnięto w niepamięć. Upomniała się o nie dopiero odrodzona Rzeczpospolita i wtedy rozgorzały gwałtowne spory. Z jednej strony ci, którzy uważali Józefa Franczaka za bohatera i ci, którzy dali wiarę czarnej ubeckiej legendzie, którą to bez umiaru rozprzestrzeniano w okolicy.

Tak naprawdę był to człowiek, któremu nie dano żadnego wyboru, nawet, jakby chciał, to nie mógł się poddać, bo takich, jak on to się likwidowało, a nie zatrzymywało. Po październiku 1956r, kiedy następuje w Polsce destalinizacja i rehabilitacja niektórych skazanych, Franczak też chce się ujawnić. W związku z tym, spotyka się z adwokatem, aby skonsultować, jakie są jego opcje, tym samym chcąc wynegocjować ujawnienie się za jakiś wyrok. Chce powrócić do normalnego życia, jednak okazuje się, że to jest niemożliwe. Ujawnienie się spowoduje, że dostanie dożywocie, czy co najmniej 25 lat i tak naprawdę nie pozostawia się mu żadnego wyboru, jak ten, aby żyć w lesie w konspiracji. Historia zna przykłady osób, które będąc w podobnej sytuacji ujawniły się i pomimo zakończenia działalności podziemnej, nadal byli inwigilowani i prześladowani. Tymi osobami byli np. Jan Tabortowski ps. Bruzda i major  Stanisław Marchewka ps. Ryba. Pierwszy zginął w 1954r., natomiast drugi w 1957r w obławie, podobnie zresztą, jak Franczak sześć lat później. Właśnie na tym polegał tragizm tych ludzi, oni nie mieli żadnej opcji, nawet poddanie się, bo to i tak oznaczało prześladowania w PRL. Józef Franczak został zastrzelony 21 października 1963 r. o godzinie 15:40.

Historię Lalka i historię wielu innych Żołnierzy Wyklętych trzeba będzie odpowiadać każdemu pokoleniu od nowa.

Publikacja powstała dzięki wsparciu Fundacji KGHM Polska Miedź

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ