Doktor Konrad Wyratkowski: „Sędzia nie ma przymiotu boga”

e smutkiem stwierdzić należy, że polski wymiar sprawiedliwości nie jest w zbyt dobrej kondycji. Obserwuję znaczne upolitycznienie wprowadzane zwłaszcza przez stowarzyszenia skupiające sędziów, takie jak Themis czy Iustitia. Stowarzyszenia te czynnie uczestniczą w kampaniach wyborczych, wydają uchwały czy odezwy o charakterze politycznym – mówi dla czwartkowej „Gazety Polskiej Codziennie” sędzia Sądu Najwyższego dr Konrad Wytrykowski.

W tym tygodniu Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego ma rozpatrzyć sprawę sędziego Sądu Najwyższego i prezesa Izby Pracy Józefa Iwulskiego. Przedmiotem tego postępowania jest uchylenie immunitetu temu sędziemu za czyny, których dopuścił się w czasie stanu wojennego, czyli już 38 lat temu. Dlaczego państwo polskie powinno ścigać takie czyny?

Nie mogę się wypowiadać o żadnej konkretnej sprawie, w tym o sprawie sędziego Józefa Iwulskiego, której ponadto zupełnie nie znam i nie czuję się kompetentny, aby oceniać ten przypadek. Zwłaszcza że sprawa w przyszłości mogłaby trafić do wydziału, w którym orzekam. Wszystko, co mogę powiedzieć, siłą rzeczy będzie miało wymiar ogólny.

Państwo polskie, jak każde inne, powinno ścigać wszystkie czyny, które są zabronione pod groźbą kary, które są przestępstwami. Tutaj wstępna ocena należy do organów ścigania, do prokuratorów. W przypadku tego typu czynów to prokuratorzy IPN, czyli ci, którzy łączą historię z prawem, badają te sprawy i decydują, czy m.in. sędziowie lub prokuratorzy w przeszłości sprzeniewierzyli się swoim obowiązkom i stosowali represje, czy orzekali w sposób łamiący zasady wymiaru sprawiedliwości.

Już w latach 90. były w sądach takie sprawy. Chociażby ta, w której pod zarzutem podżegania do zabójstwa stanął prokurator, który oskarżał „Inkę”, skazaną na karę śmierci i rozstrzelaną w wieku niespełna 18 lat. I wówczas ten prokurator został uniewinniony przez sądy wojskowe.

Nie stanowi tajemnicy, że wymiar sprawiedliwości był używany przez PRL jako narzędzie walki z ówczesną opozycją, ze zdelegalizowaną Solidarnością. Przepisy stosowano w sposób opaczny i często zdecydowanie wychodzono poza ich semantyczną treść, skazując ludzi na kary wieloletniego pozbawienia wolności, mimo że nie popełnili żadnego czynu zabronionego przez prawo PRL. To już nie były takie procesy, jak w latach 50., kiedy to powszechne było stosowanie tortur, wymuszanie przyznania się do winy czy do złożenia obciążających zeznań, a karą śmierci szafowano nawet wobec nieletniej dziewczyny, którą była wspomniana wcześniej „Inka”. Niemniej sedno sprawy pozostaje takie samo – bezprawne używanie środków represji karnej do zwalczania przeciwników politycznych.

W potocznym rozumieniu zbrodnię sądową utożsamia się z sądowym morderstwem, gdy sąd bezprawnie skazuje na karę śmierci. Tymczasem sędzia Iwulski skazał młodego człowieka przecież „tylko” na kilka lat więzienia. Niektórzy mówią, że przesiedział parę lat w cieple i nic mu się wielkiego nie stało.

Nie ma takiego pojęcia prawnego, jak zbrodnia sądowa. Ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej natomiast definiuje zbrodnię komunistyczną i zbrodnię przeciwko ludzkości. Pojęcie zbrodni przeciwko ludzkości zostało także zdefiniowane w kilku dokumentach międzynarodowych. Do kategorii zbrodni przeciwko ludzkości zalicza się również bezprawne pozbawienie wolności innej osoby. Jeżeli więc mamy przypadek świadomego skazania przez sędziego za czyn, który nie jest przestępstwem, a motywacją takiego działania było stosowanie represji o charakterze politycznym, wówczas takie działanie sędziego może zostać zakwalifikowane jako zbrodnia przeciwko ludzkości. Taka kwalifikacja ma fundamentalne znaczenie, bowiem zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają przedawnieniu i w dalszym ciągu mogą być ścigane.

Sędzia Józef Iwulski będzie pierwszym czynnym sędzią Sądu Najwyższego, który, o ile tak zdecyduje Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, może zostać postawiony w stan oskarżenia. Wiadomo ponadto, że Prokuratura IPN zamierza postawić zarzuty znacznie większej grupie sędziów. Jak Pan Sędzia ocenia fakt, że 30 lat od upadku komunizmu (złośliwi twierdzą, że na cztery łapy) wciąż jest tak duża liczba czynnych sędziów, co do których zachodzi podejrzenie popełnienia zbrodni komunistycznych?

Profesor Tomasz Strzembosz, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego, sformułował kiedyś teorię, że sędziowie sami się oczyszczą. Fakt, że takie sprawy dopiero teraz zaczynają napływać, natomiast oznacza, że te 30 lat wszyscy jakoś przespaliśmy. Pytanie, dlaczego dopiero teraz polskie państwo próbuje rozliczyć się z czasami stanu wojennego, jest pytaniem do całej polskiej wspólnoty.

źródło: Niezależna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ