Wojciech Sumliński: Bronisław Komorowski jest w moim przekonaniu przestępcą

sumlinski.jpg

To jest jeden wielki akt oskarżenia dotyczący wciąż urzędującego prezydenta i całego jego środowiska – tak o swojej najnowszej książce „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” mówił we Wrocławiu dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński.

Sala w hotelu Quality w niedzielny wieczór pękała w szwach – chętnych na spotkanie z Sumlińskim było trzykrotnie więcej niż miejsc. Autor politycznego bestsellera ostatnich tygodni (książka ukazała się w kwietniu w nakładzie 130 tys. egzemplarzy, który okazał się za mały już po miesiącu) przekonywał, że jest to kulminacja jego wieloletniej pracy śledczej. W jego opinii, nie jest to pozycja najważniejsza – ale stanowi niejako „domknięcie koła”. Wojciech Sumliński wyjaśniał, że Bronisławem Komorowskim zainteresował się bliżej po informacjach od funkcjonariuszy CBŚ na temat śledztwa w sprawie Fundacji Pro Civilii.

-Fundacja poprzez pączkujące spółki, a także Wojskową Akademię Techniczną, defraudowała gigantyczne pieniądze, a 17 związanych z nią osób zginęło w dziwnych okolicznościach – stwierdził Sumliński. – Komorowski jako ówczesny szef MON nie tylko o tym wiedział, ale i prowadził działania osłonowe dla tej fundacji.

Według autora, Komorowski – także jako ówczesny szef MON – powinien odpowiadać karnie (lub przynajmniej politycznie) za powierzenie rosyjskiej spółce łączności między attache wojskowymi, do czego doszło podczas prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej. Jak mówił autor, w „Niebezpiecznych związkach” znajduje się protokół z tajnej narady w tej sprawie z udziałem premiera Jerzego Buzka. Komorowski tłumaczył, że nie wie, jak mogło do tego dojść. Zdaniem autora, nawet jeśli było to tylko zaniedbanie, a nie celowe działanie, zadziwiający jest absolutny brak odpowiedzialności.

Przykładów na dziwne kontakty, znajomości i działania prezydenta jest w „Niebezpiecznych związkach” więcej i nie napawają one optymizmem. Dla Sumlińskiego Bronisław Komorowski jest „emanacją systemu zła”.

Zdaniem dziennikarza, odsunięcie Bronisława Komorowskiego od urzędu prezydenckiego to wielki sukces.

-Jednak jest to dopiero pierwszy krok, kolejny trzeba wykonać jesienią – mówił. – Czeka nas jeszcze bardzo długi marsz, żeby Polska była normalnym krajem, w którym moglibyśmy się czuć jak w swoim domu. Po odsunięciu od władzy obecnej ekipy powinno się dokonać wielkie czyszczenie państwa z patologii i wpływów agentury. Sumliński podkreślał jednak, że nie zamierzał wydać swojej książki w środku kampanii wyborczej. Miała ukazać się kilka miesięcy wcześniej, ale się nie udało.

-Skoro jednak wyszła w kwietniu tego roku, sądziłem, że zrobiłem panu Komorowskiemu prezent – mówił dziennikarz. – Miał przecież możliwość wytoczyć mi proces w trybie wyborczym i w ciągu kilku dni obalić zawarte w książce tezy. Namawiałem go do tego publicznie. Jednak Komorowski nie skorzystał z tej możliwości.

Jak mówił Sumliński, Komorowski zbywał pytania o „Niebezpieczne związki”, odpowiadając że autor jest niewiarygodny, jako oskarżony w wielu sprawach (miał kilkanaście procesów). Sam autor jednak jest przekonany o innej przyczynie, dla której nie wpłynął przeciwko niemu pozew w tej sprawie. Zapewnia, że ma twarde dowody na każde zdanie, które napisał. Mało tego – zbierając materiały do książki, wszedł w posiadanie różnego rodzaju dokumentów i nagrań, których nie mógł wykorzystać w publikacji, gdyż są opatrzone klauzulą „ściśle tajne”, z której zwolnić może jedynie ważny interes państwa. Sumliński mówi, że gdyby wykorzystał wszystkie materiały, jakimi dysponował, publikacja liczyłaby nie 400, ale przynajmniej 800 stron.

-Pan Komorowski doskonale o tym wie – uważa Sumliński. – Ma też świadomość, że gdyby doszło do procesu, pokazałbym te materiały. I w każdym uczciwym sądzie wygrałbym tę sprawę.

Zdaniem dziennikarza, ani Komorowski, ani nikt z jego środowiska nie odważył się podjąć uczciwej walki z książką, a zamiast tego podjęto walkę nieuczciwą, polegającą na blokadzie sprzedaży w niektórych sieciach podczas kampanii wyborczej. Na niewiele się to jednak zdało – „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” się przebiły, m.in. dzięki internetowi i spotkaniom autorskim, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ