Personalne targi ważniejsze od decyzji wyborczych

sosna.jpg

Czy to nie wyraz lekceważenia wyborców, że do rady miejskiej samorządowcy dostają się nie na skutek decyzji obywateli, a w efekcie personalnych gier pomiędzy partiami politycznymi?

Za miesiąc wrocławską radną zostanie Magdalena Sosna, która nie znalazła uznania w oczach wyborców. Zagłosowało na nią 1031 osób (3.82 proc.). Dało to kandydatce Rafała Dutkiewicza dopiero 5. miejsce na liście jej komitetu, a 9. w ogóle w okręgu wyborczym nr 6.

Jednak dzięki złożeniu mandatu radnego najpierw przez Jarosława Obremskiego (który, dostał się do senatu w 2011 roku), a następnie przez Jerzego Michalaka (został on właśnie wicemarszałkiem województwa), Sosna zostanie za miesiąc zaprzysiężona na radną.

To publiczne stanowisko sprawować powinny osoby, które zostały przez wyborców obdarzone odpowiednim kredytem zaufania. Tak nie było w przypadku przyszłej radnej, bowiem wrocławianie uznali, że w radzie miejskiej powinni znaleźć się inni kandydaci.

Teoretycznie, przy kolejnych zmianach personalnych wśród samorządowców Obywatelskiego Dolnego Śląska może dojść do sytuacji, że do wejścia do rady miejskiej wystarczy naprawdę niewielka liczba głosów (na następnego w kolejce Ryszarda Tomczyka zagłosowało bowiem 464 wyborców).

Najmniej winna w tej sytuacji jest oczywiście Magdalena Sosna, która na taki przebieg spraw wpływu nie miała. Niestety aktualna ordynacja wyborcza sprawia, że głosujemy na listy, a nie na konkretnych kandydatów. Dziwić może jednak postępowanie Rafała Dutkiewicza, który mając w swoim otoczeniu tak doświadczonych polityków jak Andrzej Łoś czy Paweł Wróblewski (byli marszałkowie województwa), sięga po radnego z niewielkim stażem samorządowym (chodzi oczywiście o Jerzego Michalaka).

Nie pierwszy raz okazuje się, że politycy z głosem wyborców liczą się najmniej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ