Sprawa Romów z Wrocławia obnaża bezradność władz miasta, nieudolność państwa i hipokryzję obrońców praw człowieka

romowie.jpg

Trwa burza wokół Romów z koczowiska na Kamieńskiego. Swoje kolejne trzy grosze dorzucili do sprawy ich obrońcy, zdominowani przez lewicowych aktywistów.

Sygnatariusze listu otwartego w sprawie wrocławskich Romów, żądają od prezydenta Dutkiewicza, by ten wycofał pozew przeciwko Cyganom zamieszkującym koczowisko na Kamieńskiego. Apel został podpisany m. in. przez Olgę Tokarczuk, Magdalenę Środę, Jana Hartmana, Józefa Piniora, Władysława Frasyniuka oraz grupę bliżej nieznanych opini publicznej profesorek, psycholożek i historyczek.

Sygnatariusze listu domagają się, by władze miasta powróciły do stołu negocjacyjnego z Romami i wypracowali odpowiednie rozwiązania. Trzeba przyznać, że obrońcy praw człowieka oprzytomnieli dosyć późno, bowiem sprawa mieszkańców nielegalnego koczowiska ciągnie się już od kilku lat. A to wystarczający czas, by znaleźć wyjście z sytuacji. Skoro do tego nie doszło, trudno się dziwić, że sprawa trafiła do sądu.

Nikt przecież nie zaproponuje Cyganom willi z basenem. We Wrocławiu, jak i całym kraju, znajduje się wielu potrzebujących ludzi, bezdomnych czy eksmitowanych rodzin. Jakoś rzadko słychać krzyk obrońców praw człowieka, gdy trafiają oni na bruk, a jeśli już, to nie jest to krzyk „intelektualistów”. A przecież chodzi o obywateli Polski, w przeciwieństwie do Romów, którzy w większości nie posiadają żadnych dokumentów i jeśli się im coś należy, to raczej ze strony ich ojczyzny. Tymczasem z mieszkańców koczowiska chce się robić uprzywilejowaną grupę, która nie płacąc podatków, zajmując nielegalnie miejskie tereny, ma być traktowana na specjalnych warunkach.

Lewicowi działacze kompletnie ignorują głos wrocławian, którzy w największym stopniu są „dotknięci” sprawą. Chodzi o mieszkańców okolic Marino oraz tych z Tarnogaju, którzy protestowali przeciwko przeniesieniu Romów na ich osiedle. Zignorował ich również prezydent Dutkiewicz, który pomimo wyraźnych głosów sprzeciwu, nie zmienił zdania na temat nowej lokalizacji grupy Romów.

Tymczasem argumenty mieszkańców Tarnogaju były bardzo mocne. Oni wiedzą dokładnie, przeciwko czemu protestują, bo osiem lat temu na ich osiedlu mieszkali Romowie. – W 2006 r. mieliśmy tu brud, smród, kradzieże i dewastacje samochodów – przekonywał Witold Janczewski, radny osiedla. – Ogródki działkowe wyglądały jak po tajfunie. Mieszkańcy nie chcieli tam pracować, bo nie mieli dla kogo. Nasza akcja to nie jest ksenofobia.

Niedawno doszło do dewastacji kontenerów, w jakich mieli zamieszkać Cyganie. Policja zatrzymała w związku z tym dziewięć osób, którym już postawiono zarzuty. Należy się tylko zastanowić, czy miasto zrobiło wszystko, by nie dopuścić do eskalacji konfliktu? Na razie ratusz po cichu wycofuje się z pomysłu, twierdząc, że nowe kontenery przeznaczone zostały na bazę noclegową dla bezdomnych.

Do listy nierozstrzygniętych kwestii dopisujemy kolejne. Czy działacze Nomady lub Krytyki Politycznej, zgodziliby się na przyjęcie Romów pod własny dach, chociaż na okres nadchodzących srogich mrozów? Czy prezydentowi Dutkiewiczowi nie przeszkadzałyby kontenery z ludnością romską pod jego prywatnym domem? I w końcu co z innymi, mniejszymi koczowiskami we Wrocławiu? Takie znajdują się przecież w pobliżu hali Orbita czy blisko Odry na Bartoszowicach. Jakoś dziwnie o nich się nie mówi, podobnie jak o wielu innych potrzebujących ludziach.

W sprawie wrocławskich Romów interweniuje też Rzecznik Praw Obywatelskich. Jakkolwiek dziś prof. Irena Lipowicz zaapelowała do władz Wrocławia o zawieszenie procesu o eksmisję, to także uznała, że problem jest ogólnopolski i wymaga systemowych rozwiązań prawnych, a nie przerzucania się odpowiedzialnością między resortami.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ