BANKSTERZY: Bankowe zakłady o wszystko (4)

szewczuk.jpg

Wielkie banki działają też chętnie w tzw. prawnej smudze cienia, która umożliwia przechwytywanie bardziej intratnych zleceń swoich klientów, co pozwala często na granie pieniędzmi klientów przeciw nim samym. Banki podmieniają zlecenia kupna i sprzedaży akcji, opóźniają polecenia przelewu, przyspieszają zakup tańszych walorów, które w mgnieniu oka na bankowych rachunkach gwałtownie drożeją i dopiero wtedy są sprzedawane własnym klientom. Nikt nie jest bowiem w stanie w ułamkach sekund, zorientować się, że właśnie został skutecznie ograny i okradziony przez bank, zanim jeszcze ujrzał na ekranie ciąg przynależnych mu liczb.

Systemy algorytmów, olbrzymia skala manipulacji i tzw. handel wysokich częstotliwości (HFT) doskonale to umożliwiają. Te olbrzymie zyski i rzekomo genialne posunięcia inwestycyjne duże banki inwestycyjne prowadzą jakże często na zasadzie kupna jednego psa w worku w cenie 10 mld dolarów za równowartość dwóch kotów po 5 mld, przy założeniu, że w tych workach zwykli śmiertelnicy czy nadzorcy zbyt głęboko grzebać nie będą.

Powstały całkiem nowe, niezwykle wyrafinowane metody ograbiania tzw. mupetów, jak o swoich klientach mawiają z pogardą przedstawiciele niektórych banków. Wiele by można mówić o zbójeckiej teraźniejszości w działaniach światowych bankowych gigantów. Ot, choćby tych najczęściej spotykanych i stosowanych, jak tajne zmowy, wykorzystywanie poufnych informacji, wciskanie własnym klientom całkiem bezwartościowych śmieci, wprowadzanie na rynek toksycznych produktów i prowadzenie gigantycznych, spekulacyjnych operacji finansowych, mimo świadomości ewidentnego ryzyka. Jednocześnie wielkie banki grają na dwa fronty przeciwko zleceniom własnych klientów, którzy powierzyli bankowi swoje pieniądze, licząc na korzystne i trafne inwestycje. Korupcja mediów i elit politycznych, ugody z organami śledczymi, bardzo wątpliwe od strony prawnej, nie mówiąc już o stronie etycznej, lobbing, ukrywanie skali prawdziwych strat, manipulowanie przez lata wynikami i zyskami – to dziś wręcz powszechność w działaniach wielkich banków, zwłaszcza inwestycyjnych.

Dopóty, dopóki klienci czy dłużnicy banku nie zlikwidują swojego konta, nie przestaną obsługiwać swego kredytu, ta patologiczna sytuacja trwa w najlepsze. Banki nie odpisują strat, nie tworzą niezbędnych rezerw – jak każde inne firmy – i nie ujawniają prawdziwej skali zagrożeń z powodu nadmiernego ryzyka i swej nieograniczonej chciwości. Nic więc dziwnego, że zwłaszcza w ciągu ostatniego 20-lecia wielkość sektora bankowego, jak i jego aktywa rosły jak na drożdżach. Wielkość sektora bankowego w Europie podwoiła się, a aktywa bankowe w relacji do PKB w krajach strefy euro zbliżyły się do blisko 350 proc., w Japonii to ok. 200 proc., w USA, niewiele ponad 100 proc., ale w samym już sercu finansowym Europy w Londynie to, aż 450 proc., w relacji do PKB na Wyspach Brytyjskich. Aktywa dwudziestu pięciu największych światowych banków napompowano całkowicie sztucznie do nigdy wcześniej niespotykanych poziomów. Pod koniec 2014 r. stanowiły one blisko 400 proc. światowego PKB, gdy jeszcze na początku lat 1980. było to zaledwie 150 proc. w relacji do światowego PKB. Ile jest w tym wszystkim realnej wartości, wiedzą wyłącznie bankierzy i diabli pewnie wiedzą też. Nierzadko zdarzało się, że banki zaliczały sobie do aktywów to, co powinno być pasywami i odwrotnie, z aktywów wysokiej klasy ryzyka, czyniono bankowe perełki, polecane najlepszym klientom z powodu rzekomo zerowej skali ryzyka. Wystawia to dziś cały światowy system gospodarczy, już nie tylko bankowo-finansowy, właśnie na skrajne ryzyko.

Wielkie światowe banki już dawno urwały się z zaprzęgu i pogalopowały na złamanie karku, a wóz z bezwolnym i bezradnym woźnicą coraz bardziej nieubłaganie zbliża się ku przepaści. Nawet stosunkowo niewielkie wyboje mogą spowodować jego wywrotkę, która będzie oznaczać długotrwałe i znaczące spustoszenia w realnej światowej gospodarce, jak i uszczerbki w tkance społecznej. Mimo że bankowe aktywa ciągle rosną, a może właśnie dlatego, rośnie systemowe ryzyko dla światowych finansów. Światowy rynek obligacji, zarówno tych rządowych, jak i korporacyjnych przekształcił się w jedno wielkie wysypisko śmieci, na które co chwila wjeżdżają pełne wywrotki z elektronicznym pieniądzem, by wymienić je na surowce wtórne, które bardziej niż do recyklingu nadają się do utylizacji. Bankowe systemy i struktury są dziś spuchnięte od nadmiaru wątpliwych produktów bankowych.

Mimo rozpętania przez wielkie banki kryzysu gospodarczego w 2008 r., sumy bilansowe wielkich banków urosły niebotycznie. Pytanie z czego tak urosły? Amerykański JP Morgan Chase urósł od początku 2000 r. o blisko 400 proc., francuski BNP o ponad 300 proc., Deutsche Bank o ok. 200 proc., a Citibank „tylko” o ok. 200 proc. Nieźle urośli też pozostali gracze z Goldman Sachs, UBS, BoA – Merill Lynch, CS, BNP, CA. I to wszystko w sytuacji, gdy setki milionów ludzi na świecie potraciło oszczędności życia, przepadły im nawet grosze zostawione na czarną godzinę. Całe narody stały się niewolnikami długów, o których nawet nie miały pojęcia, że powstają. Jeszcze 20-30 lat temu do głównych dochodów wielkich banków nie należały, i to na tak gigantyczną skalę, spekulacja na rynku papierów wartościowych i kursów walutowych, organizowanie i obsługa emisji obligacji, handel derywatami czy sekurytyzacja długów. Sytuacja z ostatniego 20-lecia wystawia przywódcom współczesnego świata i ich bankierskim sojusznikom jak najgorszą opinię – bezwzględnych chciwców.

źródło: Janusz Szewczak:”Banksterzy. Kulisy światowej zmowy”, fragment rozdziału: „Bankowe zakłady o wszystko”. . Opublikowano dzięki uprzejmości wydawnictwa Biały Kruk

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ