CBA zmyśliło informacje, prokurator zniszczył firmę z Wrocławia?

gazeta finansowa 3.jpg

Prokurator Andrzej Michalski z warszawskiej apelacji – ten sam, który prowadził postępowanie przygotowawcze w sprawie dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego – wydał decyzję wskutek której wrocławska spółka Netline Group musiała zakończyć działalność i zwolnić 170 osób. Prokurator miał trefne informacje, które zmyślili agenci CBA ? – dopytuje „Warszawska”.

Wraca sprawa tzw. „infoafery” czyli ustawiania przetargów informatycznych w Centrum Projektów Informatycznych przy MSWiA, która wybuchła w październiku 2011 roku. Kilkanaście dni temu skazano Andrzej M. szefa CPI.

M. przyznał się do brania łapówek, ale otrzymał wyrok w zawieszeniu (4,5 roku na 8 lat) i ponad 90 tys. zł grzywny.

W sprawę zamieszana była również wrocławska spółka Netline Group. Jako jedna najszybciej rozwijających się polskich firm informatycznych prowadziła wielomilionowe projekty dla zagranicznych kontrahentów. Nawet zatrzymanie w 2011 roku jednego z wiceprezesów nie wpłynęło znacząco na jej wyniki finansowe.

Problem pojawił się w 2012 roku, kiedy prokuratura apelacyjna w Warszawie poinformowała o gigantycznej łapówce w wysokości 730 tys. zł, którą miał otrzymać w gotówce Andrzej M. – szef CPI, za ustawiony przetarg na rzecz Netline. Szefowie firmy – bracia W. mieli rzekomo „wyprowadzić” te pieniądze ze spółki. Prokurator wydał nakaz ich zatrzymania (Jacek W. odsiedział 48 godzin, a Grzegorz W. pięć dni).

Większość mediów przedstawiła właśnie taką wersję zdarzeń. Kiedy mleko się rozlało, rzecznik warszawskiej apelacji powoli wycofywał się z przedstawionej wersji zasłaniając się m.in. tajemnicą śledztwa i brakiem pewności, co do przeznaczenia wspomnianych 730 tys. zł. Kilkanaście ogólnopolskich tytułów zamieściło sprostowania i przeprosiny, niektórzy dziennikarze dotąd zmagają się z procesami sądowymi.

Po czterech latach wiadomo, że podane przez prokuraturę informacje były nieprawdziwe – nie wiadomo, czy prokuratura celowo wprowadziła media w błąd czy zwyczajnie ktoś się pomylił. Jak informuje „Warszawska” pierwsza wersja jest bardziej prawdopodobna. Chodziło bowiem o zrobienie miejsca na wrocławskim rynku informatycznym konkurencyjnej spółce, której prezes ma wojskową przeszłość i współpracował z agentami CBA.

Jak podaje „Warszawska” Bracia W. nie mogli wręczyć łapówki Andrzejowi M. w wersji przedstawianej przez śledczych, bo wspomniana transakcja rzekomego wyprowadzenia pieniędzy nastąpiła w styczniu 2011 roku podczas gdy, szef CPI został zwolniony pół roku wcześniej.

Firma na kilka miesięcy przed tą transakcją nie wygrywała też żadnych przetargów w CPI. W dodatku – prokuratura poinformowała o pieniądzach wyprowadzonych w gotówce, gdy tymczasem dopiero w lutym tego roku (czyli po 4 latach) wystąpiła do banku po wyciągi braci W. bowiem rzekome wyprowadzenie pieniędzy odbyło się za pomocą zwykłych przelewów – w dodatku od transakcji odprowadzono wszystkie podatki.

Wskutek zatrzymania braci W. ich spółka zakończyła działalność, a 170 osób straciło pracę. Część z nich – podobnie jak kontrahenci, trafili do konkurencyjnej firmy informatycznej, także zarejestrowanej we Wrocławiu. Ostatecznie, bracia W. mają postawione jedynie zarzuty działania na szkodę ich własnej spółki z tego powodu, że wypłacili sobie z niej po 200 tys. zł (odprowadzając przy tym wszystkie publicznoprawne zobowiązania) .

Dodajmy, że spółka od początku założenia miała charakter prywatny, a żaden z członków jej zarządu nie złożył zawiadomienia w tej sprawie – prokurator Andrzej Michalski postanowił ścigać ten czyn z urzędu. Tymczasem zasada ścigania z urzędu jest normą ogólną, zgodnie z którą wszczęcie i kontynuowanie postępowania karnego w sprawie o przestępstwo jest wyrazem realizacji interesu ogólnospołecznego (państwowego).

Jaki państwowy interes zauważył w tej sprawie prokurator Andrzej Michalski? Być może chodziło o interes rządzącej wówczas koalicji PO-PSL.

Warto dodać, że ten sam prokurator zasłynął z innej sprawy. Prowadził postępowanie przygotowawcze w sprawie dziennikarza śledczego Wojciech Sumlińskiego, który rzekomo miał się dopuścić płatnej protekcji podczas procesu weryfikacji żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych. Sumliński chciał, żeby prokuratora Michalskiego sprawdzono na wariografie, co pomogłoby wykazać możliwe uchybienia proceduralne w toku postępowania przygotowawczego. Przypomnijmy – Wojciech Sumliński został uniewinniony. W uzasadnieniu sędzia wskazał właśnie na liczne błędy i uchybienia prokuratury, a media poinformowały, że akt oskarżenia przeciwko Sumlińskiemu wyglądał jak polityczna zemsta na dziennikarzu za to, że zadarł z wpływowymi środowiskami.

Tu rola i działania prokuratora Andrzeja Michalskiego także pozostają niewyjaśnione.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ