Dla kogo nowa Konstytucja?

trybunał.jpg

Fajnie jest! Mniej i bardziej uczeni prawnicy i politycy dyskutują, czy lepiej jest postanowienia Trybunału Konstytucyjnego „olać”, czy zgodzić się, by orzekał on we własnej sprawie. I na dziś nie ma dobrego sposobu na ustalenie, kto ma rację.

Od lat paru pisuję teksty o konieczności rozstrzygania takich sporów przez ustalenie, że prawnicy powinni posługiwać się zwykłą logiką, ale nikt chyba nie brał tego poważnie. Wątpię zresztą, by głos osobnika mojego pokroju do jakiegokolwiek decydenta docierał.

„Konstytucja jest mdła”

W najśmielszych snach nie oczekiwałem wówczas, że życie dopisze tak komiczną ilustrację. Mamy oto sytuację, gdy jedni uważają, że Prezydent RP narusza prawo, a drudzy, że Trybunał. Chodzi o najwyższe organa państwa. Komentarzy jest mnóstwo.

Paweł Kukiz dość przytomnie zauważył, że „Konstytucja jest mdła”, bo na jej podstawie sporu tego rozstrzygnąć nie można. Nie wiem, o czym myślał, ale faktem jest, że bardzo mało problemów prawnych można dziś jednoznacznie rozstrzygnąć. Rzecz w tym, iż rozstrzygnięcia takie zapadają na zasadzie uznawania rangi autorytetów; jak my uznajemy, że Kowalski jest „nasz”, a Nowak jest „onych”, to wiadomo, że Kowalski jest mądry, a Nowak głupi i w związku z tym, to my mamy rację.

„Oni” są, oczywiście dokładnie przeciwnego zdania, co pozwala zarabiać dziennikarzom i komentatorom, a zwykłym ludziom umożliwia słuchanie z otwartą gębą ich uczonych sporów, z których nic nie kumają. No i tu pojawiają się dwa pytania.

1.  Czy da się tak zrobić, by zwykły, szary obywatel dysponował sposobem sprawdzenia, kto w takim sporze ma rację?

2.  Czy gdyby obywatel taki sposób miał, to chciałby z niego skorzystać?

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest pozytywna. Gdyby Konstytucja nie była„mdła”, to sposób taki by istniał. Należałoby wziąć studenta jakiegoś rozsądnego kierunku (np. fizyka, matematyka), postawić mu flachę i posadzić go przy komputerze, by sprawdził, co też ci uczeni prawnicy wygadują. Jakby mu dać na początek małego kielicha (by się za szybko nie opił), to za kilka(naście?) minut wyprodukowałby jasną odpowiedź.

I każdy taki student podałby dokładnie tę samą odpowiedź. Jakby kto miał więcej forsy, to mógłby za to samo zapłacić np. jakiemuś profesorowi i miałby to samo, ale drożej, co pewnie podniosłoby rangę odpowiedzi.

O co chodzi?

Twórcy projektu nowej Konstytucji jeszcze przed pracami nad samym projektem zechcą sobie pewnie odpowiedzieć na mnóstwo pytań o to, jaka i dla kogo ta Konstytucja ma być i jakie ma chronić wartości. Pierwsze pytanie (jaka?) jest wdzięcznym tematem sporów rozmaitych uczonych„konstytucjonalistów”.

Uczeni ci, jeśli nawet usłyszą czasem głosy zwykłych obywateli, to ich (tych obywateli) wnioski opatrują tyloma komentarzami, że nawet Bismarck swoim powiedzeniem (84 Professoren, Vaterland du bist verloren, tj. w wolnym tłumaczeniu „(Opinie) 84 profesorów zgubią ojczyznę”) im nie podskoczy. Ja chętnie te opinie kiedyś skomentuję, ale dziś chciałbym zasygnalizować niektóre aspekty drugiego i trzeciego pytania; „Dla kogo ta Konstytucja i jakie ma chronić wartości?”.

W mojej opinii Konstytucja tworzona będzie być może i dla ludzi, ale przy ich obojętnej, a często nieżyczliwej postawie. Nie można wykluczyć sytuacji, gdy będzie ona pisana w jakimś sensie„wbrew” oczekiwaniom obywateli, którzy potrzeby jej istnienia nie czują i nie bardzo wiedzą, komu i do czego ma toto służyć.

Państwo jako wartość

Wśród wartości chronionych przez znane konstytucje poczesne miejsce zajmuje – rozumiane jako spajająca i organizująca pewną grupę ludzi instytucja – państwo. Tzw. demokratycznym, nowoczesnym i niepodległym, państwem cieszyliśmy się w porównaniu do takich np., Anglików raczej krótko. Być może to, a może też jakieś cechy narodowe, spowodowały, że nasze pojęcie państwa bywa trochę inne niż np. wspomnianego Anglika.

My chyba albo „bronimy państwa do krwi ostatniej” jak w roku 1939, albo usiłujemy je wykiwać jak w czasach PRL-u. Obie postawy były, niestety, usprawiedliwione.

Dziś państwo Polskie jest raczej bezpieczne i w jakimś sensie „nasze”, więc warto by może zobaczyć je jako instytucję, która coś nam gwarantuje, a nie tylko wymaga oddawania za nią życia. We współczesnym świecie tak się państwo zazwyczaj postrzega.

Autorytet państwa autorytetem jego funkcjonariuszy?

No i ja myślę, że takim podstawowym warunkiem sensownych oczekiwań obywatela pod adresem państwa jest oparty o kwalifikacje i wysoką etykę autorytet jego reprezentantów. Warto może przypomnieć, że w Polsce międzywojennej obowiązywał bardzo surowy kodeks etyczny funkcjonariuszy państwowych, przewidujący np., za niektóre przypadki korupcji karę śmierci,

Nie uchroniło to Polski przed wrześniowa katastrofą, a Dołęgi-Mostowicza przed pobiciem przez ówczesne elity, ale generalnie ludzie tamto państwo cenili chyba bardziej niż współcześni Polacy naszą Rzeczpospolitą.

Można dyskutować o wielu relacjach obywatel – państwo, ale ich praktyczny wymiar zawsze dotyczy również stosunków międzyludzkich na linii obywatel – funkcjonariusz państwa.

Chamstwo państwowe

Ten tekst jest o czymś rzadko wspominanym, co jednak leży chyba u samych podstaw złej kondycji naszego państwa: o powszechnie akceptowanym chamstwie tego państwa w stosunku do swych obywateli.

Nie wiem, jak nowa Konstytucja ma się do tego odnosić, ale w moim odczuciu ani ograniczenie immunitetów, ani żadne zaostrzanie kar za przekroczenie przez funkcjonariuszy państwowych ich uprawnień niczego nie zmieni. Tu potrzebne jest uświadomienie obywatelowi, że to nowe państwo jest również dla niego i powinno go szanować w co najmniej takim stopniu jak samo szacunku oczekuje.

To trochę tak jak zmiana PRL-owskiej milicji w policję, od której niektórzy ludzie już oczekują uprzejmości. W mojej opinii w stosunku do państwa takich społecznych oczekiwań jeszcze nie ma. Boję się, że jeśli prawa do takich oczekiwań nie wyartykułuje się wyraźnie, to zawsze znajdziemy cwaniaczka, który co innego powie oficjalnie, a co innego przy wódce lub chama, który wykorzysta państwo do leczenia swych kompleksów.

Realnym problemem niewielkiej liczby ludzi piszących Konstytucję jest fakt, że będą oni działać dla dobra ogromnej większości tych, którzy chcą, by to inni, za nich, ale dla ich dobra, tak układali prawo by, było ono jak inauguracyjne przemówienie marszałka Morawieckiego piękne, jak sędzia Lynch sprawiedliwe i jak formalny dowód logiczny sensowne.

Większość oczekuje też, że opisane w powyższych przykładach jej (tej większości) poglądy na autorytet państwa i etos jego funkcjonariuszy zostaną przez twórców Konstytucji zachowane. I że stanie się cud rozdzielenia mieszanych przez dekady pojęć dobra i zła, a nowa Konstytucja urzeczywistni ich wyobrażenia o naprawie Rzeczypospolitej. I wszystko, oczywiście, bezboleśnie, bez utraty złudzeń. A to nie jest możliwe. I ktoś z piszących nową Konstytucję powinien to jasno społeczeństwu powiedzieć. Wielokrotnie i w telewizji, bo inaczej nie dotrze.

I jeszcze ciekawostka. Od wielu lat biorę udział w dyskusji o szansach poprawy szkolnictwa wyższego w Polsce. Większość dyskutantów to inżynierowie lub ludzie jakoś dotknięci matematyką (nb. jeden z członków zespołu ds. nowej Konstytucji, Kornel Morawiecki to fizyk-teoretyk). Ludzie„kompetentni”, spece od nauczania tj. pedagodzy, psychologowie, dydaktycy, itp. raczej nie dyskutują. Nie wyglądają na zainteresowanych tematyką dotykającą ich dziedzin. Trochę podobną sytuację obserwuję na portalach śledzących dokonania naszego wymiaru sprawiedliwości, gdzie głosy sędziów czy prokuratorów są równie częste jak UFO nad Warszawą.

Ani szkolnictwo wyższe, ani sądy nie cieszą się dobrą opinią. Czy to podobieństwo jest przypadkowe?

(według http://www.aferyprawa.eu/Pol/Nowa-Konstytucja – fragmenty tekstu)

autor:  Waldemar Korczyński

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ