Pozwał gminę Wrocław. To przykład urzędniczej patologii ?

wroc.png

Przez ponad cztery lata, samochód, który kupił Jacek Głuszak stał na parkingu. Miejscy urzędnicy przetrzymywali dowód rejestracyjny pojazdu. Sprawa ma swój finał w sądzie, bo poszkodowany domaga się od gminy Wrocław prawie 300 tys. zł.

W 2009 roku Jacek Głuszak kupił w komisie samochód, na który zaciągnął kredyt. Podczas rejestracji okazało się, że pojazd ma wady prawne – jest zajęty poprzedniemu właścicielowi , a na pełnomocnictwach udziałów nie ma dat. Z pozoru błaha sprawa okazała się problemem nie do rozwiązania.

Początkowo, miejscy urzędnicy z działu rejestracji pojazdów poinformowali, że samochód zostanie zarejestrowany, jeśli wady zostaną usunięte przez bank i poprzedniego właściciela. Wówczas zaczęły się problemy. Jacek Głuszak odwiózł samochód na parking. Przez kolejne lata walczył z pracownikami banków i urzędnikami. Jednocześnie spłacając 1200 zł kredytu miesięcznie za samochód, którego nie mógł używać.

Pod koniec 2014 roku skontaktował się z kierownikiem działu rejestracji pojazdów z oryginałami pełnomocnictw uzupełnionymi przez bank o datę ich wystawienia.  Jak relacjonuje – kierownik poinformował go, że wciąż brakuje podpisów poprzednich właścicieli zatem nie można wydać dowodu.

Później Głuszak napisał kolejne pismo do działu rejestracji z prośbą o wyjaśnienie czy pełnomocnictwa bez dat i miejsca ich wystawienia są wiążące, bo z konsultacji prawniczych dowiedział się, że tak więc urzędnikom po prostu się pomyliło. W odpowiedzi Urząd Miejski stwierdził, że nie rozumie sensu tych wszystkich pytań ponieważ decyzja o wydanie stałego dowodu rejestracyjnego została doręczona praktycznie dwa lat wcześniej. Ale list zaginął.

Według  realcji Głuszaka, kierownik podczas spotkania zataił przed nim fakt, że decyzja została wydana w 2013 roku. Spotkanie nagrał dyktafonem. Z decyzją o wydaniu dowodu zapoznał się po sześciu latach czyli 2015 roku.

W aktach sprawy o które poprosił urzędników, znalazł również kopie pełnomocnictw uzupełnione o daty, o które tak długo zabiegał i których nie mógł uzyskać. Nie było jednak żadnych informacji, kiedy i w jaki sposób te dokumenty trafił do urzędu. Prawdopodobnie nadesłał je bank, a urzędnicy mieli zwykły bałagan.

Wówczas Jacek Głuszczak postanowił nie odpuszczać i pozwać gminę Wrocław o bezprawne przetrzymywanie dowodu rejestracyjnego, co doprowadziło go do finansowej ruin. Samochód potrzebny był mu do prowadzenia firmy.

W lipcu 2015 roku wezwał gminę Wrocław  do zapłaty odszkodowania za poniesione szkody i wyrządzoną krzywdę.

W odpowiedzi gmina zażądała dowodów w sprawie, które Jacek Głuszak dostarczył. Ale na wezwanie do zapłaty już nie odpowiedziała więc poszkodowany złożył pozew o zapłatę w wysokości prawie 300 tys. zł.

Sąd Okręgowy we Wrocławiu poinformował o terminie rozprawy. W odpowiedzi na pozew gmina Wrocław chciała oddalenia pozwu. Jacek Głuszak przeczytał w nim, że w 2010 roku był w urzędzie i sam złożył do akt sprawy pełnomocnictwa uzupełnione o datę ich udzielenia i został poinformowany, że dowód jej do odebrania.  Jak podkreśla, taka sytuacja nigdy nie miała miejsca i to zwykły wymysł urzędników, którzy chcą zatuszować swoje błędy.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ