Tomasz Lis na TT pisze o „mordercy cywilów, Łupaszce”

tomasz lis.jpg

Zajmując pewne stanowiska, jak choćby redaktora naczelnego „Newsweeka”, nie ma się prywatnych wypowiedzi.

Redaktor Lis stara się powetować sobie upadek jego przedsięwzięć telewizyjnych i robi, co w ludzkiej mocy, by jego wpisy na TT odbijały się szerokim echem. Ponieważ trudno mu błysnąć intelektem czy dowcipem, rąbie słownymi siekierami, na tyle bulwersującymi, żeby powodowały oddźwięk. I ten oddźwięk jest, ale jednocześnie sam się spycha z piedestału obsypanego licznymi nagrodami (i nie chodzi o „Hieny Roku”) dziennikarza, do podrzędnego niegrzecznego Józia, który może wszystkim pokazać język albo obrzydliwie beknąć przy obiedzie. Zachowuje się przy tym trochę nieładnie, bo stara się wygryźć kolegę Urbana i zająć jego miejsce w rozpowszechnianiu antypolskich kalumnii. Ostatnio ruch na TT zrobił się po kolejnym wiekopomnym „tłycie” redaktora Lisa.

Prawda, że krótkie, zgrabne i treściwe. Oczywiście posypały się wirtualne komentarze.

Z pewnością takie wrzutki są bardzo ożywcze dla Twittera. Coś się dzieje, jest zadymka na najwyższych żurnalistycznych szczeblach.

Jednak cały czas pozostaje pytanie, co o takich działaniach sądzą prezesi Ringer Axel Springer, wydawcy „Newsweeka”. Czy ktoś, kto głosi byle co, żeby zwrócić na siebie uwagę, bo niestety żadnymi wysublimowanymi przemyśleniami nie może uraczyć obywateli, powinien być naczelnym polskojęzycznej wersji jakby nie patrzeć znaczącego światowego tytułu.

Niestety obserwując, od momentu objęcia władzy przez PiS, bezceremonialnie strofującą nas prasę niemieckią, można odnieść wrażenie, że na rękę zachodnich właścicieli „Newsweeka” i innych mediów reprezentujących obcy kapitał jest destabilizowanie sytuacji w Polsce na wszelkie możliwe sposoby.

W tej sytuacji, chyba nie jest wstydliwe by polski rząd zareagował Nie chodzi może o to, by nocą przy śmietniku omówić wrogie przejecie gazety, jak to było w przypadku „UważamRze”, ale pewne sprawy powinny być jasne. Czy naczelny „Newsweeka” powinien ostentacyjnie wspierać organizacje ewidentnie wywrotową, jaką jest KOD i namawiać do rozruchów ulicznych? Może by poprosić o stanowisko kwatery głównej gazety w Szwajcarii.

O tym, że poniewieranie naszych bohaterów narodowych, szczególnie gdy się robi „dla Niemca”, nie przystoi, nie warto wspominać. W przypadku Tomasza Lisa nie mamy do czynienia, ani z żadną moralnością, ani z żadnym honorem, ale trzeba wyjaśnić do końca rolę takich „dziennikarzy”. Czemu to robią? Czy tylko z powodu panicznego pójścia w zapomnienie czy może są trybikiem, a nawet trybem, większej machiny propagandowej skierowanej przeciw Polsce.

autor: Ryszard Makowski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ