Zakaz Mszy św. za ks. Jacka Międlara? Krok za daleko

ks madre.jpg

Portal prawy.pl informuje, że kuria krakowska wydała zakaz odprawienia Eucharystii w intencji ks. Jacka Międlara. Jeśli to prawda, instytucjonalny kościół strzela sobie w kolano i sam siebie pozbawia autorytetu.

Przypomnijmy, że w zeszłym tygodniu młody kapłan otrzymał „całkowity zakaz jakichkolwiek wystąpień publicznych oraz organizowania wszelkiego rodzaju zjazdów, spotkań i pielgrzymek, a także wszelkiej aktywności w środkach masowego przekazu, w tym w środkach elektronicznych„. 

Powodów możemy się domyślać, bo nigdy nie padły konkrety z krwi i kości. Niby propagowanie nienawiści (której do dzisiaj nikt nie udowodnił z wypowiedzi i kazań. O, przepraszam chyba, że „Gazeta Wyborcza”, ale Kościół sam widzi, jakie absurdy wyciąga dziennik Michnika, więc się nimi nie podpiera), niby współpraca z faszyzującym ONR-em (który działa legalnie, więc o co chodzi).

Tym razem jednak, jeśli portal prawy.pl ma rację, Kościół mógł posunąć się o krok za daleko. Nie dlatego, że nie może. Może. Bo ksiądz pod niego podlega, ślubował posłuszeństwo i musi z tym żyć, ale chodzi o zwyczajną logikę i autorytet. Zakaz odprawiania Mszy św. w intencji kapłana? Absurd. Rozumiem, że możemy, a nawet, według Ewangelii, winniśmy modlić się za homoseksualistów, terrorystów  (czyli modlić się za nieprzyjaciół) i wszystkich, którzy w mniejszy lub większy sposób prześladują Chrystusową Prawdę, ale za księdza katolickiego – broń Boże!

Mam nadzieję, że kuria krakowska szybko odwoła się do tych niepokojących wieści i to w sposób poważny, a nie pod naciskiem liberalno-lewicowych mediów, które najzwyczajniej w świecie chcą skłócić Kościół wewnętrznie. Pogłębiają podziały, powołując się na wypowiedzi wybranych kapłanów, tzw. „postępowych”. Cytuje się tylko tych, którzy krytykują (rzadko konstruktywnie) swojego współbrata w kapłaństwie Jacka Międlara.

Bardzo rozsądnie odniósł się do sprawy ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w felietonie dla rfm24.pl

Choć jestem księdzem archidiecezji krakowskiej od 33 lat, to pierwszy raz słyszę o zakazie odprawiania mszy św. w intencji o błogosławieństwo Boże dla konkretnej osoby, tym bardziej kapłana. Dlatego też informację o zakazie sprawowania w Krakowie mszy św. za ks. Jacka Międlara ze zgromadzenia księży misjonarzy przyjąłem z ogromnym niedowierzaniem. To chyba czyjaś urzędnicza nadgorliwość, wręcz absurd wymuszony „poprawnością polityczną”. Tym bardziej, że my, kapłani winniśmy zawsze wzajemnie wspierać się modlitwą, zwłaszcza w trudnych chwilach”.

Ks. Isakowicz Zaleski zadeklarował, że jeszcze w tym tygodniu odprawi dwie Eucharystie za duchownego ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Sytuacja zaczyna być groteskowa i, niestety, bardzo szkodliwa dla Kościoła w Polsce. Hierarchowie najwyraźniej nie widzą, że obecny stan rzeczy nie sieje zbudowania, a zgorszenie i polaryzuje wspólnotę polskich katolików.

Kroki instytucjonalnego Kościoła wobec ks. Jacka Międlara są dotychczas nieprzemyślane. Przykład? Ostatnie oświadczenie ONR-u, które potwierdza sytuacje, gdy ks. Międlar pracował we Wrocławiu. Wtedy wówczas młodzież o poglądach narodowych mocno zbliżała się do Chrystusa, a kapłan stał się tym, czym być powinien – siewcą ziarna Ewangelii.

Lewactwo się oburzy. „Co? On nawracał? Ewangelizował? Tą nienawiścią, tym jadem?”. To nie nowa logika w Polsce. Na Żołnierzy Wyklętych też kiedyś mówili bandyci (w sumie mówią i do dzisiaj), nienawistni mordercy.  Bo lewicowe środowiska nie widzą kolejek do spowiedzi u ks. Międlara, ilości rozmów, w których bezkompromisowo mówił młodym ludziom o Chrystusie, zachęcał do pojednania z Bogiem, zarażał autentycznym świadectwem.

Pal licho lewaków. Gorzej, że nie widział i wciąż nie widzi tego Kościół, przełożeni, hierarchia w Polsce i katocelebryci w stylu o. Górzyńskiego, o. Kramera, ks. Lutra itd. Przecież oni doskonale znają ks. Jacka Międlara z…. mediów i może z widzenia. A do oceny pierwsi. Czy ktoś mu realnie pomógł, skontaktował się, postarał się jako wesprzeć, może nawet mocnym słowem, ale bez potępienia? Pewnie tak, ale były to nazwiska księży wyklętych przez mainstreamowe media. Bo ks. Sowa, czy ks. Boniecki raczej nie chwycili za telefon. A biskupi tym bardziej.

I przypominają się słowa ks. Isakowicza Zaleskiego w tym temacie: 

„A wszystkim, którzy ciskają oskarżeniami w młodego kapłana, przypominam fragment Ewangelii „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. (J 8,8-11).

Ja bym dołożył jeszcze do tego: „”Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” Mt 7,1-3

I na koniec oświadczenie ONR-u, rażąco prawdziwe:

„Jeśli jego największą „winą” jest to, że chce Kościoła silnego, głoszącego bezkompromisowo Prawdę, że chce, żeby Kościół wypełnił aksjologiczną pustkę umierającej cywilizacji europejskiej Ewangelią, to życzylibyśmy Polsce więcej takich „winnych

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ