Pieńkowski: Dzwon, który brzmi choć jego serce już nie bije. Refleksja o uroczystościach pogrzebowych płk. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”

24 kwietnia 2016 r. miał miejsce pogrzeb dowódcy 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Uroczystości rozpoczęły się od Mszy Świętej w kościele p.w. św. Karola Boromeusza, której przewodniczył biskup polowy Józef Guzdek. Pogrzeb płk. Zygmunta Szendzielarza Łupaszki po 65 latach od śmierci nie był kameralną rodzinną uroczystością, tylko potężną manifestacją drugiego i trzeciego pokolenia potomków żołnierzy AK, NSZ i WiN (i tych, którzy się z nimi ideowo utożsamiają). Nie byli obecni, a w każdym ich nie dostrzegłem – co skąd inąd zrozumiałe – ideowych potomków zbrodniarzy komunistycznych.

W pogrzebie uczestniczyły władze Rzeczypospolitej z Prezydentem Andrzejem Dudą na czele, Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego, kombatanci, liczne poczty sztandarowe, różnorodne antykomunistyczne środowiska polityczne, kibice (m.in. kibice WKS Śląsk i Legii Warszawa z banerami), harcerze, grupy rekonstrukcyjne i tłumy Polaków. Niedzielna uroczystość nie była zwyczajnym pogrzebem. Towarzyszyła jej duma i wzruszenie. Ale nad trumną Łupaszki działo się znacznie więcej niż tylko „składanie kwiatów i modlitw wznoszonych w ciszy i zadumie„, gdyż przemawiał Prezydent Rzeczypospolitej, który powiedział m.in. „dziś, po 65 latach, poprzez odnalezienie doczesnych szczątków pana pułkownika, poprzez pamięć o bohaterstwie Żołnierzy Niezłomnych, poprzez państwowe uroczystości pogrzebowe, przywracamy godność Polsce” i dalej: „chcę skłaniając przed panem [Zygmuntem Szendzielarzem] głowę powiedzieć: Polacy, a zwłaszcza młode pokolenia wiedzą dziś doskonale, że w tamtych czasach – trudnych, beznadziejnych – to wy zachowaliście się jak trzeba”. Przemówienie było wielokrotnie przerywane gromkim skandowaniem „Cześć i chwała bohaterom!” Po mszy uformował się kondukt, który skierował się w stronę Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Towarzyszyła mu orkiestra wojskowa, ale szczególnie wzruszającym elementem konduktu był liczny pododdział konny w barwach 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Trumnę ze szczątkami płk. Zygmunta Szyndzielarza „Łupaszki” umieszczono na lawecie ciągniętej przez trzy pary koni. 

Na cmentarzu głos zabrał minister Antoni Macierewicz i nie było to „miałkie kazanie”, ale pełnokrwiste wystąpienie i również często przerywane skandowaniem „Cześć i chwała bohaterom!” (co martwi być może zwolenników „ciszy i zadumy”). Gdy salwa honorowa niosła się nad grobem Łupaszki i całymi Powązkami to brzmiała jak dzwon, który brzmi choć jego serce już nie bije. Komunistom i ich genetycznym oraz duchowym potomkom nie udało się pamięci o Żołnierzach Niezłomnych wymazać z pamięci. Zależało im i nadal zależy, by nad ich bezimiennymi grobami trwała cisza. Zależy im, by o Żołnierzach Niezłomnych nie mówiono wcale, albo źle. Powtarzają kłamstwa komunistycznej propagandy, lub wskazują na fakty, które powinny być przedstawiane w pełnym kontekście czasów wojny oraz niemieckiej i sowieckiej okupacji. Polscy bohaterowie nie zasłużyli sobie na to, by pozostawać w ciszy i zapomnieniu. Komuniści chcieli Im taki los zgotować, ale Polacy na to nie pozwolili. Polakom ceniącym Boga, Honor i Ojczyznę powinno zależeć na tym, by o polskich bohaterach takich jak Łupaszka było jak najgłośniej. To jest w interesie pamięci Żołnierzy Niezłomnych i polskiej narodowej pamięci. Byliśmy na Powązkach by oddać cześć i chwałę bohaterom. Pamiętajmy jednak, że wielu z nich nadal czeka na uhonorowanie. Wszyscy Oni mają prawo spocząć w poświęconej ziemi. Polska jest im to winna. Wszyscy jesteśmy im to winni.

 autor :  Robert Pieńkowski (Radny Wrocławia)

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ