Monitoring, doradztwo i.. jedwabne apaszki. Sprawdzamy umowy-zlecenia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego

urzad marszałkowski 1.jpg

Na umowy-zlecenia dla prywatnych osób idą setki tysięcy złotych z publicznych pieniędzy. Przedmiotem takiej umowy może być niemal wszystko – nawet czynności, które powinny należeć do obowiązków urzędników. Nie dowiemy się jednak, kto otrzymuje intratne nieraz zlecenia. Wbrew stanowisku Sądu Najwyższego urzędy chronią dane swoich zleceniobiorców.

Dotarliśmy do informacji o umowach-zleceniach dla osób fizycznych z kilku departamentów Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, zawieranych od 2010 r. Są ich setki, opiewają zarówno na niewielkie, jak i całkiem spore kwoty. Podkreślmy, że dotyczą wyłącznie osób fizycznych, a nie firm, z którymi urząd także współpracuje w tej formie. Ponadto zestawienie umów zostało uzyskane drogą oficjalną, w trybie dostępu do informacji publicznej – urząd nie ujawnił nazwisk zleceniobiorców, a jedynie ich inicjały.

Niektóre departamenty podpisują wyjątkowo dużo umów-zleceń. Np. od 2010 roku do kwietnia 2014 departament funduszy europejskich zawarł ich ponad 160. Były one zawierane na „drobne” kwoty – żadna nie przekraczała 10 tys. zł. Ale nie wszystkie jednostki urzędu są tak oszczędne. „Monitoring imprez kulturalnych”, zlecony przez departament spraw społecznych kosztował podatników ponad 70 tys. zł.

Z kolei wydział promocji województwa zapłacił 16 tys. zł za 100 autorskich, ręcznie malowanych apaszek z jedwabiu. Jak łatwo wyliczyć, jedna sztuka kosztowała 160 zł.

Pełnomocnicy marszałka ds. współpracy z Republiką Czeską otrzymali na zlecenie od 2012 roku prawie 60 tys. zł. Z kolei doradca wicemarszałka ds. nauki i szkolnictwa wyższego, podpisał 5 miesięcy temu umowę wartą 46 tys. zł.

Cenne jest współdziałanie z mniejszościami etnicznymi i narodowymi w ramach kompetencji urzędu marszałkowskiego. Pełnomocnik marszałka do tych spraw w czerwcu 2011 roku zarobił na umowie-zleceniu 6 tys. zł, we wrześniu – 14 tys. zł, a styczniu 2012 r. – już 32 tys. zł. W kolejnych latach ta pozycja jednak znika. Umowy wystawiane są również na np. „koordynowanie zadań związanych z realizacją zleceń informacji pokontrolnej projektu Południowo-Zachodni Szlak Cysterski oraz nadzór i kontrola zadań realizowanych w ramach udzielonych dotacji”.

Mogłoby się wydawać, że pracownicy urzędu marszałkowskiego, nie potrafią sprostać swoim zadaniom, ponieważ sporo wydaje także wydział informatyki i systemów informatycznych. Najwięcej pieniędzy otrzymała osoba o inicjałach M.G. Podpisała bowiem umowy na łączną kwotę ponad 66 tys. zł. Tuż za nią uplasował się R.W. z trzema umowami wartymi łącznie 55 tys. zł. Na dodatkowe sprawy związane z informatyką urząd marszałkowski wydał już ponad 200 tys. zł. Sporo wydaje się także na to, co – jak można przypuszczać – powinno należeć do obowiązków zatrudnionych urzędników. W departamencie spraw społecznych tylko w tym roku na porządkowanie dokumentacji oraz pomocnicze prace biurowe poszło w ramach umowy-zlecenia 16.400 zł.

Z kolei departament polityki zdrowotnej, wydał na zlecenie ponad 70 tys. Tu umowa na najwyższą kwotę (10 tys. zł) została wystawiona za „koordynację całokształtu działań i programów zdrowotnych realizowanych w ramach Konsorcjum Zdrowia Publicznego” w kwietniu 2011 r. Usługi doradztwa prawnego w kancelarii sejmiku województwa kosztowały dotąd prawie 190 tys. zł. Z treści umów nie zawsze można się zorientować, o co dokładnie chodzi. „Czynności związane z przeprowadzeniem kursów językowych” to faktyczne nauczanie języka, pośrednictwo w znalezieniu nauczycieli czy np. przygotowanie tablicy? Cokolwiek jednak znaczy, w gabinecie marszałka na tym zleceniu zarobiono do tej pory ponad 70 tys. zł.

-Zasadą jest, że urzędnicy wykonują swoją pracę w ramach umowy o pracę, a ich wynagrodzenia regulowane są przepisami prawa. Mówiąc prościej, ustawodawca „kanalizuje” wynagrodzenia urzędników, ponieważ obowiązują dolne i górne limity wynagrodzeń – mówi nam Krystian Mieszkała specjalista ds. budżetu i finansów. – Należy pamiętać, że wynagradzanie osób w ramach umowy zlecenia i o dzieło nie podlega reglamentacji prawnej. W praktyce oznacza to niczym nieograniczoną swobodę w decydowaniu o wysokości takich wynagrodzeń. Tym samym umowy te stwarzają pole do nadużyć finansowych. Należałoby więc w praktyce samorządowej unikać takich umów, a gdy się pojawiają, umożliwić lokalnej społeczności weryfikowanie ich wysokości.

Urząd marszałkowski nie informuje jednak komu daje zlecenia, podając jedynie inicjały. Dotyczy to nawet takich zleceniobiorców, jak oficjalni pełnomocnicy czy doradcy. Taka praktyka jest zwykle tłumaczona ochroną danych osobowych. Czy jednak słusznie?

-Problem jawności umów o dzieło czy zlecenia był wielokrotnie poruszany przez sądy administracyjne i organy kontrolne – podkreśla Krystian Mieszkała. – Odmowa udzielania tych informacji niczemu dobremu nie służy i może wzbudzać podejrzenia opinii publicznej. Narusza bowiem podstawowe zasady gospodarki finansowej jednostek samorządu terytorialnego, tj. jawności i przejrzystości finansów publicznych. Każdy, kto czerpie z zasobów publicznych musi się liczyć z udostępnieniem danych osobowych.

O sprawie jednoznacznie wyraził się Sąd Najwyższy w wyroku z 2012 r. (sygnatura akt: I CSK 190/12). Sędzia Krzysztof Pietrzykowski w ustnym uzasadnieniu podkreślił, że prawo do prywatności nie obejmuje personaliów osób, które na mocy zawartych umów korzystają ze środków publicznych.

-Bez tych danych dostęp do informacji publicznej byłby wręcz iluzoryczny. To, z kim umowa została podpisana, jest często ważniejsze niż ustalona w niej kwota – argumentował sędzia.

Z kolei na stronie Instytutu Spraw Publicznych czytamy, że „komentujący orzeczenie dodawali, że brak obowiązku udostępniania tego rodzaju informacji stanowił furtkę do rozmaitych nadużyć, np. nepotyzmu. Jak wynika z wyroku, zgoda kontrahenta zawierającego umowę cywilną z urzędem na ujawnienie jego danych nie jest potrzebna. Urzędy publiczne są zobowiązane do ujawniania imion i nazwisk osób, z który zawarły umowy za wynagrodzeniem.”  

(materiał archiwalny) 

Czytaj więcej: Jak bardzo zadłużony jest Wrocław? 71 Nevs pyta radnego dr Krystiana Mieszkałę”

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ