Andrzej Gelberg: List ministra do prezesa

trybunał 23.jpg

4 maja minister finansów Paweł Szałamacha wysłał list do Andrzeja Rzeplińskiego, w którym zwrócił się z prośbą do prezesa Trybunału Konstytucyjnego, żeby zechciał „rozważyć powstrzymanie się przez 9 dni z wystąpieniami, które stanowiłyby podniesienie poziomu sporu wokół TK”. Powód tej z pozoru zaskakującej korespondencji był jednak prozaiczny. 13 maja Agencja Moody’s miała ogłosić swój rating dotyczący zdolności kredytowej Polski.

Zapewne nigdy nie dowiedzielibyśmy się o istnieniu tego listu, gdyby nie to, że prezes Rzepliński niemal natychmiast po otrzymaniu, ujawnił jego treść mediom. Jakimi motywami w całej tej „korespondencyjnej zawierusze” kierowali się minister i prezes – tego do końca nie wiemy i skazani jesteśmy na snucie hipotez. Ministrowi mogło chodzić o sukces rządu, którego jest członkiem, czyli kierowały nim pobudki ambicjonalne, ale mogło mu również chodzić – i tego nie odrzucajmy – o dobro Polski, której awantura wokół TK ewidentnie szkodzi. Dla symetrii u prezesa waleczność i ambicje nieokiełznane dają się także bez trudu zauważyć, natomiast przyjęcie strategii – a świadczy o tym ujawnienie listu – że „im gorzej jutro, tym lepiej będzie pojutrze” stawia pod znakiem zapytania deklaracje Rzeplińskiego, iż dobro Rzeczpospolitej ma nade wszystko na względzie.

Tajemnica korespondencji

Zostawmy trwające już od pół roku przepychanki wokół TK i zajmijmy się „tajemnicą korespondencji”, chronioną nie byle gdzie, bo w art.49 Konstytucji RP, a także w kilku ustawach z Kodeksem Karnym włącznie. Czy prezes Rzepliński ujawniając treść listu ministra Szałamachy złamał tajemnicę korespondencji? W sensie prawnym, nie złamał – prawo bowiem chroni korespondencję jedynie przed wścibstwem osób trzecich. Czyli nie ma o co kruszyć kopii? Otóż nie do końca, gdyż poza kodyfikacjami jest również tradycja i obyczaj.

W czasach, gdy kwitła sztuka epistolarna, obowiązywała zasada, że właścicielem korespondencji jest adresat – i tylko on może ujawnić jej treść. Nadawca takiej możliwości nie miał, chyba że na końcu listu dopisana była klauzula „do wiadomości”(wraz z listą odbiorców). Jednak przywilej swobodnego dysponowania listem przez adresata też podlegał pewnym, nazwijmy to, obyczajowym ograniczeniom. Tajemnicy korespondencji broniły u adresatów traktowane z całą powagą zasady honoru i przyzwoitości, czasami nawet znajdującymi się w Kodeksach Honorowych, co skutkowało…zapisami testamentowymi zawierającymi dyspozycję zmarłego o zgodzie na udostepnienie gromadzonej przez niego korespondencji dopiero 20-50 lat po jego śmierci.

Istnieje uzasadniona obawa, że prezes Rzepliński starych kodeksów honorowych nie czyta, nie mówiąc o tym, że w czasach internetu ochrona tajemnicy korespondencji wydaje się więcej niż iluzoryczna.

Czytaj: Polska kolonią podatkową: Zagraniczne firmy na masową skalę nie wykazują zysku

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ