Międzymorze to konieczność – pozostanie gdy rozpadnie się Unia

miedzymorze.jpg

Międzymorze ostatnimi czasy jest chwalone lub krytykowane w zależności od tego jaka opcja polityczna podejmuje się jego oceny. Nie mniej jednak nie da się nie zauważyć, że jest ono jedynym pomysłem wśród krajów UE który stanowi alternatywę jaka może pozostać w razie rozpadu UE.

Kryzys imigracyjny i rozbieżności w wizji unii zaczynają rozsadzać wspólnotę od środka. Erozja jest już widoczna i namacalna zatem należy wręcz zadawać pytanie co po Unii. W ramach wspólnoty funkcjonują dwie wizje. Brytyjska i Niemiecka. Wizja Brytyjska zakłada większą suwerenność państw i wspólnotę narodów, niemiecka zaś federalizm i zmierzanie w kierunku jednego rządu. Tarcia i niezgody na tym polu wywołane próbami poszerzenia sobie kompetencji przez Komisję Europejską stają się coraz mocniej widoczne i coraz silniej oddziałujące na antyunijne nastroje. Krysy imigracyjny i sposób jego rozwiązywania czyli siłowa próba narzucenia kwot imigrantów może dopełnić los Unii. Kraje Europy Środkowowschodniej są świadome, iż nie mogą pozostać podzielone i pozostawione każdy sobie. Wówczas mogą stać się łakomym kąskiem dla Rosji, która zechce spróbować podporządkować sobie tą część Europy za pomocą instrumentów polityczno-ekonomicznych.

Międzymorze jest więc alternatywą na wypadek rozpadu. Po upadku Unii pozostaną osłabione Niemcy, pogrążona w kryzysie Francja, silna ale oddalona Wielka Brytania i cała mozaika słabeuszy. Na tle tego obrazu może wyrosnąć sojusz który będzie czymś w rodzaju nowej Unii, opartej o brytyjską wizję wspólnoty narodów, opartą o partnerstwo i wspólny cel jakim będzie odstraszanie i wzrost gospodarczy. Taka Unia może stać się na tle podzielonej Europy prawdziwą siłą i mocarstwem. Kraje ,,Międzymorza” już podejmują pierwsze działania, zawiązują i zacieśniają sojusz, spotykają się z większą intensywnością niż spotkania przywódców  Unii. Taka intensywność świadczy o uzgadnianiu wspólnych stanowisk w różnych kwestiach oraz o pracach nad planowaniem przyszłych działań.

Argumentem przeciwników tego sojuszu jest to, iż wątpią czy małe kraje przyjdą z pomocą np. Polsce. Argument ten uznam za celny ale tylko w przypadku jeśli kraje ,,Międzymorza” nie podejmą prób utworzenia wspólnych wielonarodowych dywizji. Takie próby już są więc sądzę, iż kwestią kilku lat jest jak na polskiej granicy staną Czesi a Rumuńskiej strzec będą Polacy.

autor: Arkadiusz Bartłomiejczyk

jako politolog analizuję i komentuje wydarzenia w Polsce i na świecie, byłem organizatorem licznych konferencji naukowych poświęconych bezpieczeństwu Polski, które organizowałem jako prezes Wrocławskiego Koła Naukowego Politologów.

Szanowni Państwo prosimy o wsparcie naszej działalności poprzez klikanie w poniższą reklamę. Dziekujemy

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ