Militarne (czyli niepotrzebne) zabytki Wrocławia

ossowski.jpg

Wrocław naszpikowany jest dziełami sztuki obronnej. Schronów i bunkrów jednak z roku na rok ubywa. I to mimo teoretycznej ochrony konserwatorskiej. Tymczasem przewodniczący rady miejskiej wątpi, czy tego typu obiekty w ogóle zasługują na ochronę.

Na terenie miasta od wczesnego średniowiecza powstawały liczne dzieła sztuki fortyfikacyjnej. Fosy, wały, mury, baszty, bastiony, a także trzy zamki – choć po większości z tych obiektów zachowały się tylko relikty, to rozwój umocnień trwał także w czasach bardziej współczesnych. Na przykład na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to wybudowano system fortyfikacji stanowiący trzon twierdzy Wrocław.

Podczas minionej sesji rady miejskiej Wrocławia poświęconej ochronie zabytków dyskutowano między innymi o obiektach militarnych znajdujących się na terenie miasta. Swoją ocenę sytuacji przedstawiła najpierw miejska konserwator zabytków Katarzyna Hawrylak – Brzezowska.

– Zabytki militarne są tym szczególnym rodzajem zabytków, jeszcze bardziej niż obiekty techniki, trudnym do zaadaptowania i użytkowania przez nowych właścicieli. Są ponadto na ogół zniszczone, gdyż od momentu powstania nie było tam żadnej ingerencji, bo takiej potrzeby nie było. Prace są na ogół kosztowne i skomplikowane – mówiła Katarzyna Hawrylak – Brzezowska. – Zostały wykonane karty zabytków i zaimplementowano je do wojewódzkiej ewidencji zabytków. Gmina też dołączyła do swojego zbioru karty obiektów militarnych, co powoduje że mamy wiedzę konsultowaną z osobami bardzo zaangażowanymi w ten problem.

Mowa o Stanisławie Kolouszku z Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego, który z własnej inicjatywy pomógł w uzupełnieniu białych plam w ewidencji zabytków. Pomimo silnego zaangażowania osób związanych z WSF nie udało się jednak powstrzymać wielu rozbiórek obiektów militarnych – także tych, które oficjalnie były wpisane do rejestru. Te niedopatrzenia wytknął miejskiej konserwator Piotr Maryński (PiS):

– Twierdza Wrocław to nie tylko Festung Breslau – jej początki sięgają dużo dalej wstecz – mówił Piotr Maryński przypominając, że budowę umocnień rozpoczęto już w XIX wieku. – Cieszą mnie deklaracje pani konserwator, że sytuacja jest zinwentaryzowana i przełoży sięto na konkretne działania. Trzeba jednak odnieść się do historii powojennej. Od II Wojny Światowej do roku 1989 […] Twierdza Wrocław była jednym z lepiej zachowanym założeniem architektury wojskowej w Polsce. Po roku 1990 zaczęła się jednak potężna fala dewastacji.

Piotr Maryński wymienił kilka najbardziej jaskrawych przykładów dewastacji, takie jak zniszczenia całych obiektów czy szabrowanie elementów metalowych przez złomiarzy. Najnowsze kontrowersyjne rozbiórki miały z kolei miejsce w 2014 (schron przy ul. Grabiszyńskiej) i w 2015 (schron dowodzenia przy ul. Suchej). Maryński zaproponował, żeby do ochrony zabytków militarnych zaangażować środowiska społeczne.

– Odnoszę takie wrażenie, choć oczywiście zapewne nie mam racji, że posuwamy się do stanu pewnego szaleństwa. Czy naszym obowiązkiem jest konserwowanie obiektów związanych z cudowną, wspaniałą militarną tradycją pruską i niemiecką? Czy to jest powód dla wrocławian, żeby wydawać miliony? Bo jak mówiliśmy, są to rzeczy niezwykle kosztowne – mówił Jacek Ossowski z klubu Rafała Dutkiewicza. – Jeżeli coś jest oryginalne, jeżeli coś jest technicznie interesujące, jeżeli jest wyróżniające w skali Europy – rozumiem. Ale dlaczego mamy robić wielkie programy, które będą pokazywały jak znakomitymi żołnierzami, jak wspaniałymi fortecznikami była armia pruska, niemiecka i wszyscy ci, którzy byli wcześniej. Nad tym tematem jednak zastanowiłbym się głębiej.

Komentarz przewodniczącego rady miejskiej Jacka Ossowskiego zszokował aktywistów zaangażowanych w ochronę zabytków. Czy zszokuje także wrocławską Gazetę Wyborczą, która do tej pory atakowała Tomasza Małka z PiS za „antyniemieckie” komentarze?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ