Janecki: Przypadek Schetyny i Siemoniaka, czyli jak się robi wodę z mózgu ludziom i sobie samym

grzegorz schetyna.jpg

Kierując się logiką Schetyny i Siemoniaka można stwierdzić, że tak jak oni z Macierewiczem mogą postępować wyłącznie ruscy agenci.

Gdyby ktoś oskarżył Jana Pawła II o to, że blisko niego ulokowali się agenci tajnych służb PRL, w tym duchowni pracujący w Watykanie, zostałby uznany za kogoś niespełna rozumu. Tak, wiem, że odwoływanie się do papieża Polaka jest pewną przesadą, ale na tym przykładzie można najłatwiej pokazać, jak się robi ludziom wodę z mózgu, jak się tworzy newsa wprost z czarnej dziury. I jak się rozgrywa taką modelową manipulację. Przykład agentury próbującej za wszelką cenę znaleźć się w pobliżu Karola Wojtyły (zarówno jako papieża, jak i wcześniej jako kardynała) najdobitniej pokazuje, iż ktoś, kto przyciąga agentów, bo jest kimś ważnym, nie odpowiada za to, kto się do niego przykleja. Tak właśnie jest z Antonim Macierewiczem, jednym z najbardziej zasłużonych opozycjonistów w czasach PRL, współzałożycielem KOR, jednym z najważniejszych obiektów działań komunistycznej policji politycznej. Jest oczywiste, że zarówno w czasach PRL, jak i po 1989 r. ludzie współpracujący z bezpieką z różnych powodów starali się znaleźć w pobliżu kogoś takiego jak Antoni Macierewicz.

Nie zamierzam występować w roli adwokata Antoniego Macierewicza, ale na jego miejscu w ogóle nie odpowiadałbym na to, co ukazało się w gazecie Michnika-Sorosa, a zostało podpisane nazwiskiem Tomasza Piątka. Faktem jest, że mamy oświadczenie jego rzecznika Bartłomieja Misiewicza w reakcji na ten tekst. I mamy oświadczenie występującego w tym tekście dawnego TW Roberta Luśni. Ten ostatni stwierdził, że po orzeczeniu sądu lustracyjnego pierwszej instancji, uznającego Luśnię za kłamcę lustracyjnego, odszedł on z koła parlamentarnego Ruchu Katolicko-Narodowego, partii kierowanej przez Antoniego Macierewicza. Chodzi o lata 2001-2005, czyli Sejm IV kadencji, kiedy to posłowie RKN zostali wybrani z list Ligi Polskich Rodzin. Luśnia złożył też wtedy rezygnację z funkcji prezesa Fundacji „Głos”. I od 5 maja 2005 r. nie miał żadnych kontaktów z Antonim Macierewiczem. Od tego czasu minęło 11 lat.

Na tekst w gazecie Michnika-Sorosa natychmiast rzucili się posłowie Platformy Obywatelskiej oraz Nowoczesnej. Grzegorz Schetyna całkiem serio stwierdził: „Premier Szydło powinna natychmiast zawiesić, do wyjaśnienia tej kwestii w sposób stuprocentowy i pełny, ministra Macierewicza”. Schetyna zażądał też utajnionego posiedzenia Sejmu, na którym premier Beata Szydło złożyłaby stosowne wyjaśnienia. Zażądał też zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego i wyjaśnień od prezydenta Andrzeja Dudy jako zwierzchnika sił zbrojnych. Gdyby ktoś sądził, że takie rzeczy są niemożliwe w wydaniu byłego marszałka Sejmu, wicepremiera, szefa MSZ i przewodniczącego PO, powinien na chwilę zrezygnować z kierowania się zdrowym rozsądkiem, bo to się jednak zdarzyło. Swoje trzy grosze dołożył też na Twitterze Tomasz Siemoniak, minister obrony w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Napisał on: „Esbeckie powiązania Macierewicza mogą tłumaczyć jego działania: kompromitację lustracji, rozbijanie prawicy, niszczenie polskich służb”. Gdyby ktoś nie wierzył, że coś takiego mógł napisać były wicepremier i minister, też powinien zrezygnować z kierowania się zdrowym rozsądkiem. To się zdarzyło, choć jest niewyobrażalne w swej … (tu proszę sobie wstawić dowolny rzeczownik).

Gdyby się kierować logiką Schetyny i Siemoniaka, każdy agent, który się przykleił do ważnej osobistości powinien być uznany za bohatera, bowiem zdemaskował tego, kogo szpiclował czy przy kim się znalazł. Zdemaskował jako winnego, że przyciągał kapusiów.To, że ktoś za wszelką cenę był wart szpiclowania nie ma znaczenia z perspektywy logiki Schetyny i Siemoniaka, choć dla każdego człowieka kierującego się rozumem, powinno mieć. Pójdźmy tropem logiki Schetyny i Siemoniaka. Po ujawnieniu kapusiów w otoczeniu Jana Pawła II powinien się on podać do dymisji, a przynajmniej zawiesić swoją posługę. Podobnie powinien zrobić także Adam Michnik jako redaktor naczelny gazety (mimo że faktycznie nią nie kieruje, ale zawsze) w związku z każdym agentem, który współpracował z nim czy znalazł się jego kręgu w czasach, gdy Michnik działał w KOR i opozycji. A już absolutnie Michnik powinien się zdymisjonować w związku z tym, że jego ważnym dziennikarzem i redaktorem był kapuś Lesław Maleszka (ps. Ketman, Return, Tomek i Zbyszek). Tym bardziej że Maleszka pracował w jego gazecie jeszcze przez siedem lat od ujawnienia funkcjonowania jako kapusia, w dodatku wyjątkowo szkodliwego i zasłużonegodla bezpieki.

Oczywiście to wszystko, co ma wynikać z wypracowania jakiegoś cyngla Adama Michnika i na co się powołują Grzegorz Schetyna oraz Tomasz Siemoniak jest piramidalną bzdurą i zarzynaniem rozumu tępą piłą. Bo jest odwróceniem porządku moralnego: ofiary mają odpowiadać za to, że lgnęli do nich kapusie, bo byli bardzo ważni, czyli narażeni na przyklejanie się donosicieli. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ani Schetyna, ani Siemoniak nie są tak niemądrzy, żeby nie wiedzieć, iż to wszystko urąga zdrowemu rozsądkowi i elementarnym normom moralnym. Oni to doskonale wiedzą, a mimo to robią to, co robią. Z pełną premedytacją. I świetnie wiedzą, że robią to w tuż przed bardzo ważnym szczytem NATO w Warszawie, na którym Antoni Macierewicz będzie jedną z kluczowych postaci. Kierując się ich logiką można stwierdzić, że tak mogą postępować wyłącznie ruscy agenci. Co było do udowodnienia.

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/297316-przypadek-schetyny-i-siemoniaka-czyli-jak-sie-robi-wode-z-mozgu-ludziom-i-sobie-samym

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ