Nie tylko niewybuchy. Co wrocławscy saperzy znajdują w ziemi?

parol-1.jpg

Oprócz niewybuchów saperzy znajdują w ziemi stare butelki, bagnety i ludzkie kości. O najciekawszych akcjach opowiada dowódca patrolu rozminowania.

Od początku tego roku wrocławski patrol saperski miał już 500 zgłoszeń do usuwania różnego rodzaju niebezpiecznych przedmiotów. W większości saperzy znajdują amunicję niemiecką z czasów II wojny światowej, ale nie tylko. W siedzibie oddziału rozminowania przy ulicy Obornickiej znajduje się różne naczynia i flaszki w tym przedwojenna butelka po Fancie. Napój wymyślono przed 1940 rokiem w Niemczech. Pierwotnie produkowano ją z soków i obierków po cytrynie.  W ziemi saperzy znajdują również fiolki po lekarstwach, perfumach i kałamarze.

Podczas prac ziemnych na terenie ogrodu botanicznego znaleźliśmy 400 granatów moździerzowych. Leżały w oczku wodnym. Wśród nich znalazł się bagnet, który zachował się w dobrym stanie. Przy ul. Polanowickiej odkryliśmy szkielety z czasów wojny. Leżały w dole razem z różnymi niewybuchami. Nie wiemy, czy byli to żołnierze, czy cywile. Przy szczątkach nie znaleziono nieśmiertelników. Zwłoki odziane były w niemieckie płaszcze – opowiada Przemysław Parol, dowódca saperów.

**Pocisk zapalił się w kruszarce**

Podczas interwencji saperów zdarzały się również bardzo niebezpieczne sytuacje, np. do kruszarki na Wzgórzu Mikołajowskim dostał się pocisk. Maszyna zgniotła kadłub. Z niewybuchu zaczął wydobywać się gęsty dym. Wszczęto alarm, a wystraszona załoga zawiadomiła saperów. Okazało się, że jest to groźny pocisk zapalający, który w każdej chwili groził eksplozją.

>-Po przełamaniu skorupy substancja palna – prawdopodobnie biały fosfor – zareagował z powietrzem. W niewybuchu było też sporo prochu, a to groziło eksplozją. Pocisk udało się przenieść o jakieś sto metrów dalej i zdetonować – opowiada dowódca Parol. 

Podobnych akcji było wiele. Do dziś nie wiadomo, jakie chemikalia znajdowały się w czerwonych skrzynkach na terenie dawnej bazy wojsk radzieckich przy ulicy Połbina. Skrzynie wykopano podczas prac budowlanych. W środku znajdowały się fiolki o pojemności 250 mililitrów z nieznaną substancją. Prawdopodobnie dla bezpieczeństwa ułożono je w węglu aktywnym. Zdaniem saperów ostrzegawczy kolor skrzyń i sposób ich przechowywania świadczył, że była to szczególnie niebezpieczna substancja. 

**Granat w raportówce lejtnanta**

Do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu trafiają szczątki osób poległych podczas II wojny. W 2004 roku podczas oględzin sądowo-lekarskich w raportówce radzieckiego lejtnanta znaleziono odłamkowy granat obronny F-1. Szczątki żołnierza wykopano podczas prac budowlanych na Krzykach. Kości razem z rzeczami przewieziono na pokazową sekcję dla studentów do Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu. 

>-Aby nie było niespodzianek tuż przed sekcją zajrzałem do skórzanej torby, z którą przywieziono szczątki. W środku zobaczyłem granat obronny F-1. Był w dobrym stanie i istniała realna groźba wybuchu. Studentom zakazałem wchodzić na salę i na miejsce wezwałem saperów – opowiada dr Jerzy Kawecki z Zakładu Medycyny Sądowej. 

To nie jedyny przykład tego typu. Podczas prac ziemnych na Podwalu (przy ambasadzie niemieckiej) znaleziono ciała kilkuset niemieckich oficerów i ludności cywilnej. Wszyscy zginęli podczas walk o twierdzę Breslau. 
>-Niemieccy oficerowie pochowani byli w cynkowych trumnach. Świetnie zachowały się mundury razem z dystynkcjami. Każdy z nich pod głową miał zakorkowaną butelkę po winie. W środku znajdowała się karteczka z informacją o zmarłym i jego stopniu wojskowym. Podana była również przyczyna zgonu. Najczęściej był to postrzał – dodaje dr Kawecki.
Po przebadaniu szczątki odbiera np. IPN, ambasada niemiecka, sądy i policja. Szczątki osób zmarłych przed II wojną światową trafiają do Zakładu Antropologii PAN i Katedry Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego. 

**Mina na hieny cmentarne**

W latach 80. na Krzykach znaleziono zwłoki radzieckiego żołnierza pochowanego bardzo płytko pod ziemią. Na piersiach trzymał minę przeciwpiechotną. Zdaniem medyków sądowych była to pułapka na „hieny cmentarne” – ludzi, którzy po wojnie okradali mogiły z pamiątek rodzinnych. Podczas odkopywania szkieletu mina nie wybuchła tylko dlatego, że robotnik kopiący ziemię zauważył szkielet ze skrzyżowanymi na piersiach piszczelami obejmującymi minę. 
7 lat temu temu u zbiegu ulic Fabrycznej i Otyńskiej, przy stacji na Muchoborze znaleziono szczątki żołnierzy niemieckich. W pobliżu odkopano również kilka tysięcy sztuk amunicji do karabinu Mauser i dwa pancerfausty. 

>-Niedaleko był cmentarz wojenny. Do zbiorowej mogiły wrzucano zwłoki wszystkich, którzy polegli podczas walk z Rosjanami. Rzecz oczywista, że do grobów wrzucano również broń – opowiada Stanisław Podolis, który mieszka w pobliżu.
 
W masowych grobach znaleziono również rzeczy osobiste, pas, buty i hełmy.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ