Gontarczyk: Trzeba podsumować, że w czasie prezydentury Lecha Wałęsy działy się rzeczy, o którym się filozofom nie śniło

bolek i lolek.jpg

Te wydarzenia będą znamienne w historii Polski. Jeżeli ludzie związani z byłym prezydentem, i to jeszcze esbecy, spowodowali taką masakrę, to, moim zdaniem, nie da się już w żaden sposób obronić legendy Lecha Wałęsy – podkreślał Tomasz Sakiewicz na antenie TV Republika, komentując nowe fakty w sprawie wybuchu w jednym z gdańskich bloków.

Wybuch gazu w gdańskim jednoklatkowym wieżowcu miał miejsce 17 kwietnia 1995 o godzinie 5.50. Blok mieszkalny przy ul. Wojska Polskiego 39 w dzielnicy Strzyża został poważnie uszkodzony – zapadły się całkowicie trzy dolne kondygnacje (dwa piętra zostały wbite w ziemię). Ponieważ uszkodzony budynek groził w każdej chwili zawaleniem, komisja pod przewodnictwem Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego oceniła, że stan techniczny budynku nie pozwala na prowadzenie jakichkolwiek prac zabezpieczających i podjęła decyzję o wysadzeniu pozostałej części budynku w dniu 18 kwietnia 1995 r. Akcję ratunkową prowadzono dopiero na gruzowisku. W wyniku katastrofy zginęły 22 osoby.

Ostatnio dr Sławomir Cenckiewicz odnalazł i ujawnił dokument, który rzuca nowe światło na całą sprawę.

M.in. o tym rozmawiali goście programu Tomasza Sakiewicza „Polityczna kawa” w Telewizji Republika.

 

Dzisiaj wygląda na to, że są jacyś świadkowie, którzy twierdzą, że byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, pracujący być może w Urzędzie Ochrony Państwa, dokonali celowej eksplozji gazu, która im się wymknęła spod kontroli

– przypomniał Tomasz Sakiewicz.

 

Tak jak to opisał pan profesor Cenckiewicz, dysponowaliśmy kilkuźródłowymi informacjami ustnymi, że tak mogło być już w czasie pisania książki „SB a Lech Wałęsa”. Problem polegał na tym, że samo zmierzenie się ze sprawą przeszłości Lecha Wałęsy było na tyle istotne, że staraliśmy się nie dotykać wielu kontrowersyjnych wątków, na które nie mieliśmy twardych dowodów, jakichś dokumentów. (…) Informacje, jakie wtedy dostaliśmy, wyglądały mniej więcej tak, że współpracownicy i przyjaciele Lecha Wałęsy z dawnej SB, tzw. wałęsowicze, usiłowali doprowadzić do ulatniania się gazu, żeby był pretekst do ewakuacji mieszkańców, ale to się wymsknęło spod kontroli. Nikt nie planował wybuchu i ofiar, natomiast posunęli się do tego. Trudno stwierdzić, jak było. Na skutek tego, że ten dom wysadzono w powietrze, a nie sądzę, żeby główni zainteresowani mieli coś w tej sprawie do powiedzenia, myślę, że nie uda się wszystkiego do końca wyjaśnić i ten znak zapytania będzie. Ale sam fakt, że dochodzi do takiej eksplozji i do takiego wydarzenia w jednym z gdańskich bloków, a nie w kilkunastu chyba tysiącach innych budynków w tym mieście, tylko akurat tam gdzie mieszkał major Hodysz, jest czymś bardzo niepokojącym. I na pewną nie można z tą sprawa przejść do porządku dziennego

– tłumaczył historyk dr Piotr Gontarczyk.

 

Te wydarzenia będą znamienne w historii Polski. Jeżeli ludzie związani z byłym prezydentem, i to jeszcze esbecy, spowodowali taką masakrę, to, moim zdaniem, nie da się już w żaden sposób obronić legendy Lecha Wałęsy. Ani z przeszłości, a ni z teraźniejszości

– podkreślił redaktor Sakiewicz.

Tomasz Rzymkowski z Kukiz’15 zgodził się z Piotrem Gontarczykiem, że „nigdy nie dojdziemy do stu procent prawdy i nie odkryjemy szczegółów, jak to było w rzeczywistości”. – Natomiast to jest znamienne, że akurat w budynku, w którym mieszkał wysoki funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, który miał wiedzę na temat agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy, doszło do wybuchu. Mamy też wydarzenia, które miały miejsce kilka lat później, gdzie tak samo szkolona bezpieka rosyjska wysadzała bloki, aby wywołać wojnę w Czeczenii, więc to są sprawdzone metody – mówił.

Jak zauważył Tomasz Sakiewicz, sytuacja może się zmienić, jeśli „ktoś zacznie sypać”. – Zwykle w gangach jest tak, że jak gangsterzy się pokłócą, to wtedy coś wychodzi na wierzch – dodał.

Łukasz Schreiber z Prawa i Sprawiedliwości zaznaczył z kolei, że jeśli to wszystko prawda, to sprawa jest bulwersująca. – Jedno jest bezsprzeczne – wymaga to wyjaśnienia – stwierdził.

 

Trzeba podsumować, że w czasie prezydentury Lecha Wałęsy działy się rzeczy, o którym się filozofom nie śniło. Organy państwa – takie jak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Urząd Ochrony Państwa – dokonywały operacji przestępczych, na przykład próby likwidacji wszystkich dokumentów dotyczących Lecha Wałęsy, a przede wszystkim TW „Bolek. Naginanie prawa, łamanie prawa, kradzież dokumentów przez urzędników państwowych było rzeczą nagminną. To wyglądało, jak państwa pół-afrykańskie, a nie cywilizowane państwo w Europie. To obarcza Lecha Wałęsę

– mówił Piotr Gontarczyk.

Tomasz Sakiewicz zauważył natomiast, że sprawa prawdopodobnie się nie przedawniła, bo w takich przypadkach, jak gdański, przedawnienie następuje po upływie trzydziestu lat.

źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ