Małgorzata Wanke-Jakubowska: Co się stało z S(s)olidarnością?

W-Stoczni-Gdanski-720x340.jpg

Zbliża się kolejna, 36. już rocznica sierpniowych strajków na Wybrzeżu, które w ostateczności przyniosły Polsce wyzwolenie z komunistycznego reżimu. Wcześniejsze, lipcowe tzw. przerwy w pracy, były reakcją na podwyżki cen mięsa i wędlin, wprowadzone przez ówczesną ekipę Edwarda Gierka.

W Stoczni-Gdanski

Ale strajk w Stoczni Gdańskiej, który wybuchł 14 sierpnia, był innego rodzaju. Domagano się  przede wszystkim przywrócenia do pracy zwolnionej za działalność opozycyjną suwnicowej Anny Walentynowicz. Gdy w stoczni pojawił się też Lech Wałęsa, zwolniony w 1976 roku, to on stanął na czele strajku. Spełnienie początkowych postulatów, czyli przywrócenie do pracy Walentynowicz i Wałęsy, podwyżkę płac dla każdego zatrudnionego, budowę pomnika ofiar grudnia 1970 roku, gwarancje nietykalności dla strajkujących, nie zakończyły strajku.

Walentynowicz

Wprawdzie Wałęsa ogłosił jego koniec, ale kilku członków komitetu strajkowego sprzeciwiło się, wzywając do strajku solidarnościowego z zakładami, które w tym czasie już nie pracowały. Utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, w skład którego weszli przybyli do stoczni delegaci innych strajkujących zakładów.

Podobnie było we Wrocławiu, atmosfera gęstniała, nadchodziły informacje z Gdańska, pojawiły się ulotki z 21 postulatami… Zatrzymanie komunikacji miejskiej, które zainicjowała zajezdnia nr 7 przy ul. Grabiszyńskiej, było tym impulsem, który uruchomił lawinę, Istotą było niewysuwanie własnych żądań, tylko poparcie postulatów gdańskich. Był to strajk solidarnościowy.

Tak więc u zarania przemian 1980 roku była solidarność, pisana przez małe „s”. Ze zwolnionymi z pracy, ze strajkującymi w innych zakładach. Ta solidarność doprowadziła do powstania „Solidarności” i odnowy oblicza tej ziemi, o co modlił się dwa lata wcześniej Jan Paweł II na Placu Zwycięstwa w Warszawie.

Solidarność towarzyszyła nam przed te trudne lata osiemdziesiąte, doświadczaliśmy jej w pracy, na osiedlu, w gronie znajomych. Gdy brakowało dosłownie wszystkiego, zawsze można było liczyć na pomocną dłoń i dobre słowo. Na solidarność.

Do dziś pamiętam zdarzenie sprzed Wielkanocy 1982 roku. Mój mąż ukrywał się, byłam sama z dwójką małych dzieci (3,5 roku i niespełna 7 lat). Był to czas licznych prowokacji – pod pozorem przekazania jakiejś paczki, podrzucano ulotki lub inne materiały, a za chwilę wkraczała milicja i przeprowadzała rewizję. Jeszcze nierozpakowany „dowód winy” był pretekstem do aresztowania. Wiedziałam o takich zdarzeniach i bałam się niezapowiedzianych przesyłek.

Tymczasem pod wieczór, bodajże w Wielki Poniedziałek, usłyszałam dzwonek do drzwi. Na pytanie: „Kto tam?”, usłyszałam: „Paczka od zajączka”. Mimo lęku, który odczuwałam, otworzyłam. W drzwiach stał wysoki mężczyzna, uśmiechał się do mnie i przekazując paczkę, życzył Wesołych Świąt Wielkiej Nocy. Z drżeniem ją przyjęłam, a on się oddalił. Nigdy go więcej nie widziałam. Pospiesznie rozpakowałam pudełko i jakież było moje zdziwienie. To, co zobaczyłam, to był dar serca, wielu serc. Znajdowało się tam to, co nieznani mi ludzie ze swojego niedostatku oddali dla kogoś, też nieznanego. Solidarnie. Była tam myśliwska kiełbaska, mała puszka szynki, kawa, czekolada, słodycze, bakalie… Do dziś nie umiem tego wspominać bez wzruszenia.

Takich działań było więcej. Ludzie szykanowani w pracy mieli pewność, że nie zostaną bez pomocy. Zwalniani z powodów politycznych otrzymywali wsparcie, finansowe i organizacyjne. Podziemna „Solidarność” działała dzięki zbiorowej solidarności.

A dziś? Gdzie się podziała nasza solidarność? Jak trudno o odrobinę odwagi cywilnej, by wstawić się za niesłusznie szykanowanym kolegą. Taki nie tylko nie może liczyć na jakąkolwiek obronę, ale natychmiast wytwarza się wokół niego pustka. Zamiast solidarności jest ostracyzm w obawie, aby z powodu gestu poparcia nie popaść w niełaskę u szefa. Zwalniani z pracy zostawieni są sami sobie, nikogo nie obchodzi ich los. Nie obchodzi ich też wspólne dobro, bo brakuje odwagi, aby przeciwstawić się patologiom, które plenią wszędzie (polecam świetny tekst prof. Leszka 

Może warto zastanowić się nad tym przez chwilę, zanim świętować będziemy 36. rocznicę powstania „Solidarności”?

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ