Waldemar Maszenda: Dziesięć mitów na temat Trybunału Konstytucyjnego

Trybunał K.jpg

1. Najważniejsze w państwie jest prawo, a ściślej ― istniejący porządek prawny, którego strzeże władza sądownicza, w tym zwłaszcza Trybunał Konstytucyjny.

Taki punkt widzenia przywodzi na myśl Konstytucję Kwietniową (1935), która akcentowała istniejący porządek prawny i konieczność jego przestrzegania bez głębszego wnikania, jakie ma on źródła. Czyli zupełnie inaczej niż wcześniejsza Konstytucja Marcowa (1921), która kładła nacisk na wolność jednostki i naród jako byt suwerenny stanowiący prawo. Ostatecznie spór ten można sprowadzić do pytania, która władza jest ważniejsza, ustawodawcza czy sądownicza? Odpowiedź jest oczywista ― ustawodawcza, bo wybierana w powszechnych wyborach.

Tę hierarchię pokazuje też Konstytucja RP, wymieniając najpierw instytucje władzy ustawodawczej, później wykonawczej i dopiero na końcu trybunały. Nie jest to przypadek. Konstytucja RP stanowi (w art. 2), że „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym”, a nie „państwem prawa” jak to się czasem słyszy.

 

2. Poprzednia większość sejmowa (PO-PSL) uchwaliła nową ustawę o TK, od której zaczął się ostry spór o Trybunał Konstytucyjny, bo miała do tego prawo.

Poprzednia większość sejmowa przyjęła 25 czerwca 2015 ustawę o Trybunale Konstytucyjnym w miejsce poprzedniej z 1 sierpnia 1997 roku. Do ustawy z 1997 roku przez 18 lat nikt nie zgłaszał zastrzeżeń, nie było też konfliktów wokół TK, można więc powiedzieć, że została ona pozytywnie przetestowana. Jednak koalicji PO-PSL przeszkadzała w planowanym obsadzeniu wszystkich pięciu miejsc w TK na powstające wakaty do końca 2015 roku, mimo że było to sprzeczne z Konstytucją.

Sejm może wybierać sędziów TK w swojej kadencji. 8 października 2015 roku, kiedy PO-PSL wybierała w Sejmie pięciu swoich sędziów TK (od których prezydent nie przyjął później ślubowania), nie było wiadomo, kiedy zakończy się poprzednia VII kadencja Sejmu i rozpocznie następna VIII kadencja. Już w czerwcu 2015 roku ówczesna kolacja zdała sobie sprawę, że może nie zdążyć z wyborem 5 sędziów TK przed zakończeniem kadencji, tym bardziej, że zbliżały się wakacje. W nowej ustawie z 25 czerwca 2015 zmieniono więc okres zgłaszania kandydatów na wakujące w TK miejsca z 90 do 30 dni. Jak się później okazało, ta manipulacja prawna niewiele koalicji PO-PSL pomogła.

 

3. Spór o TK rozpoczął prezydent Andrzej Duda, nie przyjmując ślubowania 5 sędziów TK wybranych w 2015 roku przez PO-PSL.

Andrzej Duda jeszcze jako prezydent-elekt ostrzegał poprzednią większość sejmową przed podejmowaniem niekonstytucyjnych kroków, które naruszają zasadę trójpodziału władzy. „Grupa robocza” sędziów TK za przyzwoleniem i z udziałem sędziego Andrzeja Rzeplińskiego napisała koalicji PO-PSL czerwcową ustawę o TK i w maju oraz czerwcu 2015 brała udział w jej procedowaniu, uczestnicząc w pracach komisji sejmowych (stenogramy z tych posiedzeń w Sejmie są powszechnie dostępne).

Prezydent jesienią 2015 roku uznał, że wola wyborców wyrażona w 24 maja (wybory prezydenckie) i 25 października (wybory parlamentarne) jest inna, niż była poprzednio, więc nic nie upoważniało poprzedniej większości sejmowej do wybrania sędziów TK „na zapas”. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zakończenia ich kadencji (6 listopada, 5 i 8 grudnia 2015) przecinają się z końcem kadencji parlamentu.

Od dnia wyborów parlamentarnych, kiedy wola wyborców już została jasno wyrażona, trzech sędziów TK sprawowało swe funkcje jeszcze przez 10 dni, a dwóch odpowiednio 40 i 43 dni. W tej sytuacji jedynie prezydent miał konstytucyjne uprawnienia do korekty powstałych nieprawidłowości, zgodnie bowiem z art. 126.2 Konstytucji RP „Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji”.

 

4. Trybunał Konstytucyjny stoi na straży „ładu normatywnego”, ocenia, co jest zgodne z Konstytucją RP, dokonuje jej obowiązującej wykładni, domaga się i egzekwuje jego przestrzegania.

To popularny mit medialny niemający wiele wspólnego z porządkiem konstytucyjnym w Polsce. Do czasu uchwalenia Konstytucji w roku 1997 TK istotnie miał uprawnienia do jej obowiązującej wykładni, ale został tego prawa pozbawiony. Za odebraniem TK takich uprawnień opowiedziały się wówczas nawet środowiska sędziowskie, w tym Sąd Najwyższy (które dziś stoją murem z TK), tłumacząc, że powodowało to chaos prawny. Uprawnienia TK wynikające z Konstytucji i ustawy o TK są dużo skromniejsze, właściwie techniczne, jest on „negatywnym ustawodawcą”, zajmuje się głównie badaniem spójności prawa, reszta jego uprawnień ma marginalne znaczenie.

Trybunał nie ma własnej inicjatywy i bada zgodność z Konstytucją tylko tych aktów normatywnych, które zostały zgłoszone jako niekonstytucyjne. Trybunał wydaje wyrok: zgodny ― niezgodny z Konstytucją (przepisy lub cała ustawa), który nie podlega zaskarżeniu i jest ostateczny. Ale nie jest prawdą, że TK nikomu i niczemu nie podlega, oczywiście podlega ― Konstytucji RP.

TK nie ma jednak prawa nawet do wykładni swoich orzeczeń, a publikacji w Dzienniku Urzędowym podlega tylko sama sentencja wyroku, bez uzasadnienia i komentarza. W szczególności TK nie ma prawa do uzurpowania uprawnień innych władz, pouczania ich i wywierania nacisków ani tym bardziej wchodzenia w rolę suwerena, którym jest naród. Przypomina o tym w swej opinii nawet Komisja Wenecka: „Demokracje konstytucyjne wymagają równowagi w podziale władzy”.

 

5. Trybunał Konstytucyjny ocenił, że trzech sędziów TK na kadencje zaczynające się w listopadzie 2015 zostało wybranych zgodnie z Konstytucją, a dwóch (na kadencje grudniowe) niezgodnie, więc prezydent Andrzej Duda powinien od trzech sędziów wybranych przez PO i PSL przyjąć ślubowanie.

Ta opinia nie ma żądnego pokrycia w faktach, ale powtarzana jest tak często, że istotnie wielu w nią uwierzyło. Jak jest w istocie? Kandydaci na sędziów TK z ramienia PO-PSL wybrani zostali 8 października 2015 przez ówczesną większość parlamentarną przy pomocy indywidualnych uchwał sejmowych. Tych uchwał nie można ani zaskarżyć do TK „jako niekonstytucyjnych” ― nie są bowiem aktami normatywnymi ― ani też TK nie ma jakichkolwiek kompetencji do rozpatrzenia i wydania wyroku o „konstytucyjności ich wyboru”. Takiego wyroku TK nie ma w polskim systemie prawnym.

O co więc chodziło w wyroku TK, na który powołuje się strona opozycyjna? O clou ustawy o TK z 25 czerwca 2015, czyli art. 137 (w związku z art. 19), który mówi o wcześniejszym składaniu wniosków w sprawie zgłoszenia kandydatur na kadencje sędziów TK (był na to miesiąc ― w praktyce wrzesień 2015), które zwolnią się do końca grudnia 2015 roku. TK orzekł, że wnioski grupy 50 posłów oraz prezydium Sejmu dotyczące zgłoszenia trzech kandydatów PO-PSL, którzy mieli kandydować później na sędziów TK złożone zostały poprawnie, a dwóch niepoprawnie. Czyli artykuł 137 czerwcowej ustawy o TK oceniony został przez TK jako częściowo niekonstytucyjny. Powaga kierowanego przez prezesa Andrzeja Rzeplińskiego Trybunału Konstytucyjnego przeżyła w tym momencie trudne chwile.

Ze stenogramów sejmowych wynika, że kiedy poseł PO Robert Kropiwnicki z Legnicy zgłosił włączenie artykułu 137 do powstającej czerwcowej ustawy o TK, na sali obecni byli, nawet zabierali głos, sędziowie z „grupy roboczej” TK i „nie zorientowali się”, że PO planuje wybrać sędziów TK „w imieniu” przyszłej większości parlamentarnej. A co wynika z faktu, że ktoś został wcześniej zgłoszony, iż będzie kandydował na sędziego TK? Niewiele więcej niż z umieszczenia nazwiska osoby np. na liście wyborczej, co przecież nie jest tym samym co wybranie go do Sejmu.

 

6. Trybunał Konstytucyjny nie może przyjąć przepisów, który nakazują mu rozpatrywanie spraw według kolejności zgłoszenia, ponieważ uniemożliwiałoby to szybkie rozpoznawanie spraw dotyczących np. swobód obywatelskich czy porządku konstytucyjnego.

I konsekwentnie 11 sierpnia 2016 TK uznał art. 38.1 najnowszej ustawy o TK (z 22 lipca 2016) za niekonstytucyjny, co najlepiej pokazuje, o jakie państwo chodzi sędziemu Rzeplińskiemu i niektórym jego kolegom. A przecież art. 38 ust. 5 tej ustawy daje możliwość Trybunałowi wyznaczenia terminu poza kolejnością wpływu, w przypadku spraw dotyczących obywatelskich swobód czy konstytucyjnego porządku.

Dobrą praktyką sądów powszechnych jest rozpoznawanie spraw według kolejności ich napływu. Jeśli według Konstytucji RP wszyscy obywatele równi są wobec prawa, to właśnie i z tego powodu mają takie samo prawo do sądu. Zasada kolejności rozpoznawania spraw rygorystycznie obowiązuje na przykład w Naczelnym Sądzie Administracyjnym (NSA) i aby nie było żadnych wątpliwości, nawet odroczenia spraw podlegają tam ścisłej wewnętrznej kontroli. Jedyną racjonalną odpowiedzią, dlaczego sędziemu Rzeplińskiemu przeszkadza procedowanie spraw według kolejności zgłoszeń jest możliwość manipulacji terminami rozpraw.

Warto przypomnieć, że nawet Komisja Wenecka opowiedziała się za rozpatrywaniem spraw według kolejności ich napływu.

 

7. Trybunał Konstytucyjny, orzekając w sprawie ustawy o TK, może ją pominąć, choć ona obowiązuje jako domniemanie konstytucyjna i orzekać na podstawie przepisów wcześniejszych, już nie obowiązujących.

Gdyby przyjąć taki punkt widzenia, oznaczałoby to, że TK nie jest tylko organem władzy sądowniczej, ale także władzy ustawodawczej, która według Konstytucji RP tworzy reguły postępowania dla Trybunału. Jak wskazuje art. 197 Konstytucji „Organizację Trybunału Konstytucyjnego oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa”, a ustawy przyjmuje parlament.

 

8. Opozycja twierdzi, że ― tak jest w Konstytucji RP ― sędziowie TK nie mogą być odwołani, więc trójka sędziów wybranych przez PO-PSL przy pomocy uchwał sejmowych powinna zostać zaprzysiężona przez prezydenta.

Wówczas byłoby 18 sędziów TK, a Konstytucja RP mówi o 15. Zaprezentowany wyżej punkt widzenia pomija oczywisty fakt, że sędzią zostaje się po wyborze przez Sejm i odebraniu przysięgi przez prezydenta. Osoby wybrane przez Sejm faktycznie są tylko kandydatami na sędziów TK i na przykład odmowa złożenia przysięgi skutkuje zrzeczeniem się z funkcji sędziego TK.

Można przyjąć, że jeśli prezydent odbiera przysięgę, jest to sprawa techniczna, a jeśli odmawia oznacza, że ma istotne zastrzeżenia do przestrzegania konstytucyjnych norm przy ich wyborze. Sama uchwała sejmowa o wyborze sędziów TK może być zmieniona i tak też się stało. Parlament VIII kadencji zaapelował do prezydenta o nieprzyjmowanie ślubowania od sędziów wybranych przez PO i PSL „na zapas”, anulował poprzednie uchwały o ich wyborze i wybrał nowych sędziów TK, od których prezydent odebrał przysięgę. Jednak odebrał ją dopiero po zakończeniu kadencji przez ich poprzedników w TK.

Jak się wydaje poprzednia większość parlamentarna padła ofiarą nieumiarkowanego apetytu na stanowiska w TK jak i własnej niekompetencji prawnej.

 

9. Domniemania konstytucyjności ustaw ma wątpliwe uzasadnienie, nic o tym nie wspomina Konstytucja RP, wobec tego Trybunał Konstytucyjny może tę normę zignorować.

Konstytucyjność ustaw wynika choćby z orzecznictwa samego Trybunału Konstytucyjnego oraz logiki polskiego systemu prawnego. TK bada pod kątem zgodności z Konstytucją tylko niektóre ustawy, zgłoszone przez podmioty wymienione w Konstytucji. Na wnioskodawcy spoczywa obowiązek wykazania przed Trybunałem, że przepis jest niekonstytucyjny.

Gdyby TK badał „z urzędu” każdą ustawę, naruszyłby zasadę konstytucyjnego rozdziału władz, wchodząc w rolę parlamentu.

 

10. Obawy obecnej większości sejmowej, że TK może blokować ustawy reformujące państwo, zgodnie z mandatem danym przez wyborców, są niepoważne, niczego takiego nigdy nie było.

W okresie najgłębszego w XX wieku kryzysu gospodarczego, a na skutek tego wprowadzonych przez prezydenta USA F.D. Roosevelta w latach 1934-37 programu głębokich reform (New Deal), amerykański Sąd Najwyższy (odpowiednik polskiego Trybunału Konstytucyjnego) niemal hurtowo uznawał za sprzeczne z konstytucją całe ustawodawstwo naprawcze uchwalone przez Kongres, zdominowany przez partię z której wywodził się Roosevelt.

Sąd Najwyższy zdominowany był wówczas przez jego przeciwników z Partii Republikańskiej.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ