Rewiński: “O to właśnie chodziło Stalinowi. Żeby pomieszać pojęcia, żeby słowa nie znaczyły to, co znaczą”

rewinski.jpg

Jest okropnie śmiesznie, a miało być poważnie. Miał być teatr, miało być odkrywczo. Na dodatek jest teatr i nazywa się „Polski”. Od dawna mam napisane takie zdanie (to jest wprawka dla pana Komorowskiego): Niektórzy aktorzy chałturzą. Którzy? Ci, którym to służy

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl satyryk Janusz Rewiński, komentując wczorajszy protest aktorów przeciwko „zawłaszczaniu kultury .

wPolityce.pl: W Warszawie odbył się protest aktorów przeciwko zawłaszczaniu kultury przez polityków. Czy kultura naprawdę jest upolityczniona?

Janusz Rewiński: Kultura albo jest, albo jej nie ma.

Czy w kontekście Teatru Polskiego we Wrocławiu, gdzie aktorzy protestują przeciwko odwołaniu polityka ze stanowiska dyrektora, sami włączali się w kampanię Bronisława Komorowskiego, można mówić o upolitycznieniu?

Jest to Wrocław – pisany grubymi literami – dawniej Breslau. Mieszkańcy tego regionu to mieszkańcy Lwowa, zesłani z łaski wielkiego zwycięzcy drugiej ojczyźnianej wojny Wissarionowicza Stalina, który ten plan wykonał w jakimś celu. Jest to Wrocław. Jest jeszcze taki kontekst, że dyrektor teatru nie ma odpowiedniego wykształcenia, jest po maturze. Tylko dlatego jest dyrektorem, bo panu Lupie wynajął na jakieś pół roku hotel. Krystian Lupa siedział we Wrocławiu u pana Mieszkowskiego pół roku i tak wyszło, że największym osiągnięciem teatralnym ich jest przedstawienie dotyczące niesamowitego zdarzenia, jakim jest miłość jednego pana do drugiej pani, lub pani, która jest panem, ale nie jest panią, tylko wygląda jak pan, z tym, że ona kocha tą panią dlatego, że ona jest panem. Jest okropnie śmiesznie, a miało być poważnie. Miał być teatr, miało być odkrywczo. Na dodatek jest teatr i nazywa się „Polski”. Od dawna mam napisane takie zdanie (to jest wprawka dla pana Komorowskiego): Niektórzy aktorzy chałturzą. Którzy? Ci, którym to służy.

A współczesna kultura? Można zauważyć, że odchodzi się od klasyki, a stawia się na przedstawienia wzbudzające kontrowersje, po których – jak w przypadku spektaklu w Bydgoszczy – sypią się zawiadomienia do prokuratury.

Kultura, szczególnie teatr, jest w rękach określonych ludzi. Niech psychologowie, kulturoznawcy przeprowadzą dokładną analizę. W miejscu, które nazywa się Pałacem Kultury odbywa się kongres kultury. To wieje grozą. To jest właśnie to, o co chodziło Stalinowi. Żeby pomieszać pojęcia, żeby pomieszać słowa. Żeby słowa nie znaczyły to, co znaczą, żeby mówiąc jedno, ludzie nie wiedzieli o czym mówią. Sufit jest czarny, a podłoga biała, a dr Goebbels, kiedy słyszał słowo „kultura”, to odpinał kaburę. Kultura to pojęcie szerokie, ogromne. Każdy się pcha do tego. Od tego nieszczęścia, którym była wojna i ta zmiana ustrojowa w Polsce, było tak, że do kultury pchano sekretarzy, różnych debili, którzy się do tego nie nadawali, jak do wszystkiego innego. To przesuwali ich do kultury. To jest efekt tego wszystkiego. To jest pomiędlone, rozciapciane. A poza tym jest taka sztuka Ivo Brešana „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna”. Simurina mówi tam następujące zdanie: Czy to jest moja wina, że ta kultura akurat się o mnie otarła? Ja grałem tego Simurinę.

Not. Weronika Tomaszewska

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ