Pospieszalski: „Wielka pokuta była cudem”

12982409b78ba03b43979952f41e9630_XL.jpg

„Gdy usłyszałem pierwszy raz o Wielkiej Pokucie (…) nie bardzo chciałem wierzyć, że oddolna inicjatywa się powiedzie” – pisze w „Gazecie Polskiej” Jan Pospieszalski.

Dziennikarz przyznaje, że miał wątpliwości wobec tego wydarzenia. 

„Czy my, Polacy, mamy jakoś szczególnie przepraszać za grzechy aborcji i komunizmu? Przecież biorąc pod uwagę oba te upiorne doświadczenia, na tle ościennych narodów Polska wyglądała całkiem nieźle” – stwierdza, dodając, że raził go, że wydarzenie mieli poprowadzić zakonnicy z Brazylii, a nie któryś polski kapłan. 

„Przy pierwszej nadarzającej się okazji wywaliłem prosto z mostu te uwagi organizatorom, licząc w duchu, że i tak pewnie nic z tego nie wyjdzie. I nagle rozpętała się burza” – czytamy w tekście. 

Co ma na myśli Pospieszalski? Publicysta opowiada, jak rozpętała się „eskalacja antyrządowej batalia” wokół wniosku o pełną ochronę życia i przełomie w tej burzy, jakim był „czarny protest”. 

„Będąc na placu Zamkowym w ów poniedziałek, miałem dziwne wrażenie. Przypomniałem sobie lato 2010 r. i walkę z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Ta sama irracjonalna agresja, podobny wrzask i eksplodująca nienawiść. Czarny charakter dobrze oddaje charakter obu tych wydarzeń” – pisze publicysta. 

I jak zaznacza, rozwiały się jego wątpliwości wobec konieczności Wielkiej Pokuty. Wojna polsko-polska nie wybuchła z przyczyn politycznych, lecz duchowych. 

„Zarzewie konfliktu jest w sferze duchowej, dlatego wszelkie działania na rzecz jego przezwyciężenia i próba odbudowy wspólnoty musi rozpocząć się właśnie w przestrzeni ducha” – przekonuje Pospieszalski. 

„Wielka pokuta była cudem. Nie tylko dlatego, że przybyło tak wielu ludzi. Nie tylko ze względu na to, że inicjatorami byli świeccy (…). Prawdziwe cuda rozgrywały się w ciszy konfesjonałów” – ocenia Pospieszalski. 

fot. youtube.com

źródło: stefczyk.info

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ