„Wiadomości” przypomniały drogę Michnika po 1989 roku. Dobrze zrobiły, bo Polacy zasługują na prawdę

hg.jpeg

„Jest pan chamem!” – rzucił do młodego człowieka, proszącego o przekazanie pozdrowień bratu, Adam Michnik.

Nerwy zrozumiałe. Bo organizatorzy i prelegent cieszyli się zapewne, że oto na spotkanie KOD-u przyszła wreszcie także grupa młodzieży. Okazało się jednak, że ta młodzież przyszła protestować i dogadywać, a nie oklaskiwać.

W tle mamy oburzenie „Gazety Wyborczej” i bliskich jej środowisk na „Wiadomości” TVP. Chodzi o materiał Marcina Tulickiego z 17 października, w którym z okazji 70. urodzin redaktora przypomniano niektóre fakty związane z jego działalnością już po 1989 roku.

Jako pierwszy wystąpił uczestnik pikiety KOD (tej przepraszającej Francuzów pod pomnikiem Napoleona za zerwanie kontraktu na Caracale):

Jest na pewno wielką postacią, bez niego Polska nie miałaby takiego kształtu jak teraz.

 

 

 

Dalej zaprezentowano zdjęcie Michnika serdecznie witającego się z Czesławem Kiszczakiem, podkreślając, że dla wielu postawa tego opozycjonisty w PRL w trakcie transformacji ustrojowej była szokiem.

 

 

 

Co komentował Rafał Ziemkiewicz, mówiąc:

Michnik to był ten wyrywny, który się szarpał, który krzyczał, że ktokolwiek kto czerwonemu choćby palec poda to świnia ostatnia. I oto ten skrajny radykał wykonał taką woltę, że nagle zaczął głosić, że Czesław Kiszczak jest człowiekiem honoru.

 

 

 

„Wiadomości” przypomniały też udział Michnika w rozmowach w Magdalence, w tym toast skierowany do Czesława Kiszczaka:

Ja piję panie generale za taki rząd, gdzie Lech [Wałęsa] będzie premierem, a pan, panie generale, ministrem spraw wewnętrznych”.

 

 

 

 

 

 

Wspomniano też o udziale w obradach Okrągłego Stołu, założeniu „Gazety Wyborczej” i odebraniu „GW” znaczka „Solidarności”. Komentował Andrzej Gwiazda:

Przepychanki między Michnikiem a Wałęsą, już ich wówczas traktowałem na równi niestety. Michnik był inteligentniejszy, czyli był większym zagrożeniem dla Polski niż Wałęsa.

Przywołano także słowa: „Odpieprz się może, może się odpieprz od generała!”.

 

 

 

Dziennikarz „Wiadomości” mówił: Gazeta zrobiła wiele, by w Polsce nie było lustracji i rozliczeń z komunistyczną przeszłością. Adam Michnik też uciekał, choćby od prawdy o swoim przyrodnim bracie. To mieszkający w Szwecji były stalinowski sędzia, który skazywał na śmierć żołnierzy podziemia. Do dziś nie odpowiedział za swoje zbrodnie.

 

 

 

„Jerzy Jachowicz, przez kilkanaście lat dziennikarz „GW”, dziś nie ukrywa, że na Adamie Michniku się zawiódł. Między innymi wtedy, gdy naczelny „Wyborczej” podczas procesu w sprawie brutalnej pacyfikacji górników kopalni „Wujek” stanął w obronie generała Kiszczaka” – mówił dziennikarz, a Jachowicz komentował:

To  było absolutnie zdumiewające.

 

 

 

Przywołano też rok 2002, gdy Michnik ujawnił nagranie swojej rozmowy z Lwem Rywinem:

 

 

 

Okazało się, że jego dobrym przyjacielem jest Jerzy Urban, człowiek najbardziej nienawistny w całym okresie lat 80. – komentował Jachowicz.

„W tle afery była nieudana próba wejścia wydawcy „Gazety Wyborczej” na rynek telewizyjny. Od tego czasu zaczęły się kłopoty finansowe kierowanej przez Michnika gazety, którym towarzyszył zanik politycznego instynktu, z którego wcześniej słynął Michnik” – informował dziennikarz.

W tym momencie przypomniano słynną wypowiedź Michnika w programie Lisa dotyczącą szans wyborczych prezydenta Komorowskiego:

 

 

 

Jeżeli nie stanie się coś takiego, czego ja w ogóle nie jestem w stanie przewidzieć, że Bronisław Komorowski po pijanemu na pasach przejedzie niepełnosprawną zakonnicę w ciąży, to oczywiście będzie prezydentem.

Na koniec dziennikarz poinformował, że sprzedaż „Gazety Wyborczej” jest dziś na najniższym poziomie w historii.

Na materiał „Wiadomości” zareagował wicenaczelny „GW” Jarosław Kurski, zwracając się bezpośrednio do Jarosława Kaczyńskiego:

Mam prośbę, by obejrzał Pan materiał „Wiadomości” TVPiS, które w poniedziałek uczciły 70. urodziny Adama Michnika. Przyzna Pan, że to błąd – aż tak wulgarna propaganda po prostu nie działa. Więcej, jest przeciwskuteczna – kompromituje atakującego, a budzi współczucie i solidarność z atakowanym.

Oczywiście ten autokompromitujący nadmiar uwagi PiS-owskich mediów bardzo nam pochlebia; dowodzi zresztą niezmierzonych pokładów kompleksów na naszym punkcie leczonych wylewaniem na nas nienawistnych pomyj. Świadczy też o tym, że definiujecie nas jako realne zagrożenie swej władzy, innymi słowy – że się nas boicie.

Dziwne… Gdy w III RP kogoś opluwano, gdy orkiestrowano przemysł pogardy wymierzony w śp. Lecha Kaczyńskiego, to tłumaczono, że prawdziwa cnota krytyki się nie boi, i że to bardzo zdrowe. A gdy „Wiadomości” przypomniały parę prawdziwych zdarzeń dotyczących Michnika, to wielki wrzask i skargi do KRRiTV…

No tak, ale do prawdziwej demokracji to oni nie dorośli. Przez całe ćwierćwiecze budowali przecież system, który demokrację miał jedynie udawać.

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ