Film „Wołyń” można potraktować jako „sprawdzam” dla Ukrainy. Reakcja wschodnich sąsiadów mówi sama za siebie

wołyn2.jpg

Wydawało się, że dzieło Wojciecha Smarzowskiego o ludobójstwie na Kresach doprowadzi do zerwania z pewnym tabu w relacjach polsko-ukraińskich. Nic z tego. Przedstawiciele strony ukraińskiej dobitnie pokazują, że nie chcą rzetelnej dyskusji. Stawiają na negację skali zbrodni, marginalizowanie jej znaczenia i rozmywanie odpowiedzialności.

Filmu takiego jak „Wołyń” nie dało się zrobić bardziej uczciwie. Smarzowski wyraźnie zilustrował traktowanie Ukraińców jako obywateli drugiej kategorii przez II Rzeczpospolitą. W swoim wstrząsającym obrazie uwzględnił również zjawisko akcji odwetowych. Reszta była tylko oddaniem faktów. Ukraińscy krytycy filmu powinni mieć pretensje do swoich „gierojów”. To oni, swoim bestialstwem, napisali wstrząsający scenariusz na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Smarzowski jedynie oddał przeniósł realia na ekran.

Zamiast posypania głowy popiołem, mamy do czynienia z pokazem zawziętości i konfrontacyjnej postawy. Najlepszym przykładem jest prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma, który w jednym z programów internetowych (Onet) na argumenty dotyczące ludobójstwa na Wołyniu, rzucił tekstem o „polskich chłopach mordujących Żydów”. Jak zwykle, gdy sprawa dotyczy Wołynia, nie schodził mu z twarzy ironiczny uśmieszek.

W tym samym programie Natalia Panchenko (EuroMajdan) zaprzeczała faktom próbując wmawiać, że zło ukazane przez Smarzowskiego to tylko kwestia fabuły filmowej. Później aktywistka usilnie kreowała się na ofiarę polskiego szowinizmu. Szkoda, że zapomniała o treściach, jakie swego czasu publikowała na swoim profilu na Facebooku. Nakręcanie sprali niechęci nigdy się dobrze nie kończy.

Szczytem wszystkiego były jednak wypowiedzi wicepremier Ukrainy Iwanny Kłympusz-Cyncadze, która udzielił wywiadu Janowi Pospieszalskiemu („Warto rozmawiać”).

Niestety to właśnie polscy politycy zdecydowali podnieść historyczne pytanie, w sposób niezwykle ostry, na poziom polityczny. Uważam, że reakcja Rady Najwyższej, która była przyjęta na posiedzeniu parlamentu w związku z uznaniem przez polski Sejm wołyńskiej tragedii za ludobójstwo, była bardzo mądra, umiarkowana i ukierunkowana na budowanie wspólnej przyszłości z Polską

— powiedziała wicepremier do spraw… integracji z UE i NATO (sic!).

Jeśli w rezultacie badań z polskimi i innymi historykami ustalimy, że są konkretni ludzie, którzy wydali rozkazy mordowania cywilów i są odznaczeni na Ukrainie, to myślę, że Ukraińcy są wystarczająco silnym i potężnym narodem, by uznać, że takie uhonorowanie jest nie do przyjęcia

— zaznaczyła Kłympusz-Cyncadze.

„Wystarczająco silnym i potężnym narodem”… I pomyśleć, że takie frazy rodem z neofaszystowskiej ulotki wypowiada osoba odpowiedzialna za integrację z Unią Europejską (pomijając już niezwykle cyniczny charakter całej wypowiedzi).

Ktoś tu najwyraźniej nie odrobił lekcji. Bez tego, dalsze udawanie dialogu i „wspólnego dążenia do prawdy” jest tylko i wyłącznie dyplomatycznym fałszem. Podobno w imię wspólnych interesów. Tyle, że jak do tej pory beneficjentem wspomnianej troski jest tylko jeden naród.

autor: Aleksander Majewski

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ