Janusz Wolniak: „Uchodźcy” sprawiedliwość jest nasza

emigranci.jpg

„Uchodźcy” z obozu w Salonikach wpadli we wściekłość, gdy policjanci nie chcieli odwieźć 35-letniej kobiety (według policyjnych źródeł Syryjki) i jej 10-letniego dziecka do szpitala radiowozem. 

Do potrącenia dwójki „uchodźców” doszło wieczorem, 16 września. Sami natychmiast wymierzyli sprawiedliwość paląc samochód sprawcy zdarzenia, a jego samego zatrzymując do przybycia policji.
Odmowa odwiezienia poszkodowanych policyjnym radiowozem do szpitala wywołała agresje tłumu na miejscu drogowego zdarzenia. Walki przeniosły się też na teren obozu. Wezwane dodatkowe jednostki policji – dopiero po użyciu gazu – rozproszyły „uchodźców”. Ranne miało zostać pięcioletnie dziecko.
W Grecji bytuje 60 tysięcy „uciekinierów”. W samych Salonikach jest ich 1300. Tydzień przed opisanym zdarzeniem w Grecji rozpoczynał się nowy rok szkolny. Naukę miały rozpocząć także dzieci „uciekinierów”. Drogę do jednej ze szkół musieli im torować policjanci. 

W położonej na północ od Salonik miejscowości Profitis, rodzice zablokowali bowiem wstęp do szkoły. Obawiali się, że dzieci „uchodźców” będą agresywne wobec ich pociech. 
– Kto wówczas weźmie odpowiedzialność za powstałą sytuację? – dopytywał się jeden z ojców. 
Minister oświaty Nikos Fililsk, zapewnił, że był to odosobniony incydent.

Protestujący zwinęli więc greckie flagi i poddali się potrzebie integracji. Tego dnia do greckich szkół poszło prawie 1500 dzieci „uchodźców”.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ