Mamy w Polsce trzy szczególne teatry. Dwa okazały się państwowe, a jeden sprywatyzowano

pobrane (4).jpg

Mamy w Polsce trzy szczególne teatry.

Pierwsze dwa — „Polonia” i Och-teatr to teatry Krystyny Jandy. Przez długie lata z dumą określane jako „prywatne”. Czyli takie, który nie żyją z państwowej dotacji, ale radzą sobie dzielnie na trudnym na rynku, dowodząc, że jeśli się chce, i ciężko pracuje, to wszystko można, nawet na polu kultury.

Żyjemy i działamy z pieniędzy zarobionych na biletach. Frekwencja poniżej 70 proc. oznacza, że dokładamy i spektakl był nieopłacalny –

— fachowo opisywała swoje problemy aktorka jeszcze w roku 2012. Przyznawała, że państwo PO-PSL jej pomaga, ale podkreślała, że  „są to małe pieniądze, w sumie 800 tys. na obie sceny”, a dodatkowo „pieniądze skierowane tylko i wyłącznie na produkcję nowych tytułów”. W sumie „pomoc z ministerstwa, i z miasta to mniej niż 10 proc. naszych obrotów”, przy „15 milionach zarabianych z kasy rocznie”.

Za rządów PO-PSL teatry Jandy były więc prywatne i radziły sobie na rynku. W dziwny sposób przestały sobie radzić na rynku po wyborach z października 2015 roku. Minister kultury zamiast półtora miliona dał 150 tysięcy, a inne źródła finansowania – którymi przecież nie chwalono się szczególnie w latach minionych – wysychają:

Wiele państwowych instytucji i koncernów, które współfinansowały nas jako sponsorzy, zrezygnowało –

— poskarżyła się czytelnikom „Süddeutsche Zeitung” aktorka.

W obliczu tych ciosów teatry Jandy okazały się teatrami nie do końca prywatnymi. W polemice z wicepremierem Glińskim Janda stwierdziła nawet, że jej teatry „są PRYWATNE tylko jeśli chodzi o ryzyko i zobowiązania”.

Trzeci teatr szczególny to Trybunał Konstytucyjny. Za rządów PO-PSL i wcześniej zapewniał, że broni konstytucji i, szerzej, przestrzegania najważniejszych praw. Na scenie aktorzy robili mądre miny, przywoływali paragrafy, pracowicie budowali ciągłość i spójność orzeczeń. Teatr był wówczas, przynajmniej chciał być – odwrotnie niż u Jandy – teatrem państwowym, teatrem państwa polskiego. Ale i tu nastąpiła zmiana, nieco wcześniej niż u znanej aktorki, bo nie w październiku, ale w maju, po wygranej Andrzeja Dudy. Początkowo nieśmiało, aż w końcu całkiem śmiało, teatr ten ogłosił, że jest teatrem państwa polskiego tylko wówczas, jeśli rządzą ci, którzy mają rządzić. Jeśli warunek ten nie zostaje spełniony, teatr staje się prywatny.

Nic dziwnego, że tandetna komercja wdziera się do Trybunału drzwiami i oknami.Już nie ma długaśnych wywodów, nie ma kreowania ciągłości i spójności. Wystarczy hasło „wyższej konieczności”, po łacinie, żeby brzmiało, i coraz częściej forma „ja, Trybunał” prezesa Rzeplińskiego.

Można podeptać jasne artykuły konstytucji, można podeptać jasne artykuły ustaw. Można wszystko, żaden skrót nie brzydzi prawniczych estetów. Wolą utopić powierzoną im instytucję – jak swoją własną – niż dopuścić do zmiany. Jacyś tam wyborcy nie będą im dyktowali, co robią w swoim prywatnym teatrze.

Tu nie ma wielkiego pola do porozumienia. Aktorzy naszych szczególnych teatrów – i tych Jandy, i tego Rzeplińskiego – jasno stawiają sprawę: albo uznacie nasze szczególne przywileje, nasze faktyczne wyłączenie z reguł cywilizowanego świata, ale będzie wojna na śmierć i życie.

Uznać nie można, bo albo Polska się zmieni, albo zginie.

autor: Jacek Karnowski

fot. youtube.com

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ