Jachowicz: Zwycięstwo Trumpa unaoczniło degenerację mediów w krajach uważanych za wytwór cywilizacji zachodu

trump.jpg

Zwycięstwo Donalda Trumpa unaoczniło degenerację mediów w krajach uważanych za wytwór cywilizacji zachodu. Właściwie uznawanych za kolebkę cywilizacji, w skład których i my wchodzimy, dzięki kontynuacji idei politycznych, społecznych oraz kultury i filozofii starożytnej Grecji i Rzymu.

Ta straszna choroba, jaką jest skarłowacenie mediów, dotknęła nie tylko Polskę, ale zainfekowała wiele innych krajów Europy Zachodniej. Przeżarła nawet zdawałoby się kraj niepodatny na takie patologie, jeszcze do niedawna uchodzący za wzór obiektywizmu i rzetelności mediów, jakim jest Ameryka. Choroba to straszna dlatego, że deformuje obraz świata, posługując się kalkami, które mają służyć elitom przyspawanym do władzy oraz szeroko pojętemu establishmentowi z władzą związanemu.

Wielu komentatorów politycznych, mocno krytykuje bądź naigrywa się z sondaży przedwyborczych, które od kilku tygodni przewidywały wygraną Hilary Clinton, a te z ostatnich dwóch dni przed głosowaniem, przesądzały wręcz o klęsce Donalda Trumpa. Wytaczając, skądinąd zasadnie, ciężkie armaty przeciwko sondażom, za ich manipulacje i tendencyjność, bo przecież nie za brak profesjonalizmu, co byłoby przynajmniej moralnie mniej obciążające, komentatorzy polityczni zapominają o roli mediów.

Gdyby media były rzetelne i bezstronne, na nic by się zdało modulowanie wyników badań pod kandydata establishmentu. Gdyby media poprawnie pełniły swoja rolę, do ich powinności należałaby rzeczowa, merytoryczna polemika z zafałszowanymi wynikami badań wyborczych preferencji wśród głosujących. Być może przy odpowiednich wysiłkach dziennikarzy i ich sprawności zawodowej, udałoby się wykryć „przekręty” sondażowe i znaleźć na to dowody. Pociągnęłoby to za sobą dyskwalifikację takiej firmy, jej upadek i prawdopodobnie zniknięcie z rynku tej branży. Byłoby to także ostrzeżeniem dla innych firm, badających prognozy wyborcze. Wymusiłoby na nich robienie rzetelnych badań oraz podawanie na ich podstawie uczciwych wyników. Również wtedy, gdy faworyzowany przez nie kandydat wypadłby blado w sondażach.

Ponieważ media nie są ani rzetelne, ani bezstronne, zamiast ujawniać wszelkie niedokładności badań, wskazywać na nasuwające się wątpliwości i ewentualne zniekształcenia, postępują odwrotnie. Wspomagają pracownie sondaży, wiedząc dokładnie, na czyją stronę ich specjaliści samodzielnie, wbrew realnym wynikom, przechylają szanse zwycięstwa.

Media zaś robią tak, bo ich cele są zbieżne z potrzebami establishmentu. Najpilniejszym dla nich, jak i dla instytutów badających prognozy zadaniem, staje się utrzymanie stanu rzeczy sprawdzonego, utrwalonego czasami przez minione dziesiątki lat. Czyli układu politycznego, który zapewnia luksus dobrobytu i prestiżu społecznego na kolejną kadencję. Pod warunkiem, że wygra ich faworyt.

To co, media mają podcinać gałąź, na której siedzą?

Cała rzecz w tym, że media nigdy nie powinny na tej gałęzi się znaleźć.

źródło: Tekst pochodzi ze strony sdp.pl. / wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ