​Wałęsa kluczy ws. teczki Bolka. I potwierdza informacje „Gazety Polskiej”

Wałęsa.jpg

Lech Wałęsa nie chciał udostępnić prokuratorom materiałów do badania akt tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek. Z tego właśnie powodu nie w połowie listopada 2016 r., lecz dopiero pod koniec stycznia 2017 r. poznamy ekspertyzę grafologiczną, nad którą pracują specjaliści z krakowskiego Instytutu im. Jana Sehna. Aktualnie w wyniku kwerendy m.in. Kancelarii Prezydenta do Instytutu spływają dokumenty pisane przez Lecha Wałęsę. Materiał ten posłuży do badań grafologicznych. Jednak Wałęsa – jak sam przyznał – nie chce pomagać biegłym w ustaleniu prawdy.

Według informacji, do których dotarła dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej” Dorota Kania,  prokurator z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, prowadzący śledztwo w sprawie ewentualnego sfałszowania teczki Lecha Wałęsy – tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek – przekazał do Instytutu im. Jana Sehna kolejny pakiet dokumentów pisanych przez Lecha Wałęsę. Oficjalnie przedstawiciele Instytutu nie wypowiadają się na temat badania.

Przedstawiliśmy prokuraturze powody, dlaczego nasza ekspertyza grafologiczna będzie wykonana do 31 stycznia 2017 r., i tylko ona jest władna informować o tej sprawie – powiedziała „GP” dyrektor Instytutu Ekspertyz Sądowych dr hab. Maria Kała.

Mimo że były prezydent publicznie deklarował, iż sprawa powinna być jak najszybciej wyjaśniona, a śledztwo umorzone, w rzeczywistości nie pomaga prokuratorom. I to właśnie jest głównym powodem opóźnienia ekspertyzy: by mogła być ona przeprowadzona, śledczy z IPN występowali do różnych instytucji, w których znajdowały się dokumenty sygnowane ręką Lecha Wałęsy.

Informacje „Gazety Polskiej” o tym, że były prezydent nie chce pomóc prokuratorom, potwierdził zresztą sam Wałęsa. W rozmowie z portalem Wirtualna Polska przyznał, że na 28 października był wezwany do Krakowa do biura zajmującego się ekspertyzami sądowymi. 

Przedstawiono mi różne papierki. Pozbierano wszystko, co tylko jest możliwe, jakieś papiery z wojska. Chodziło prawdopodobnie o to, żebym potwierdzał, że to jest moje pismo, a wtedy będą się powoływali na to, że podobne pismo jest w teczkach znalezionych u Kiszczaka. Już mnie chyba nie będą wzywać ponownie, bo ileż można? 

– powiedział. 

Jego zdaniem, nie znajdzie się grafolog, „który mógłby potwierdzić, że odręczne pismo w teczce Bolka” jest jego. Jednak gdyby okazało się inaczej, Wałęsa ma już gotowy plan. 

Jeśli powiedzą, że podpisy są moje, to wtedy mam dwa wyjścia. Albo natychmiast zgłosić się do przyjaciół z zagranicy i poprosić o zrobienie takich samych badań, albo poczekać aż ta grupa odejdzie i wtedy wyjaśnić, dlaczego doszło do tego, że takie były wyroki i pociągnąć winnych do odpowiedzialności. Takie dwie możliwości rozważam, ale nie wiem jeszcze, którą wybiorę 

– oznajmił. 

Tematowi badań grafologicznych teczki TW Bolka był również poświęcony ostatni program Doroty Kani „Koniec systemu” w TV Republika. Sławomir Cenckiewicz mówił tam m.in.:  – Lech Wałęsa boi się tego samego chyba od lat sześćdziesiątych, to znaczy prawdy. Prawdy o sobie i jej upublicznienia. (…) Będzie robił wszystko, żeby upublicznienie tej prawdy oddalić. 

źródło: niezależna.pl

fot: youtube

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ