R. Patyra: Polski zespół przy odrobinie szczęścia może powalczyć o medale mistrzostw świata

piłki.jpg

Ten zespół, z tą filozofią gry, przy odrobinie szczęścia, Boskiej Opatrzności, stać na to, żeby walczyć o medale nawet mistrzostw świata, bo na mundialu wbrew pozorom poziom wcale nie jest wyższy niż na ME – powiedział red. Rafał Patyra. Dziennikarz sportowy TVP w rozmowie z Łukaszem Brzezińskim z portalu Radia Maryja podsumował wyniki piłkarskiej reprezentacji Polski w 2016 roku.

Meczem ze Słowenią piłkarska reprezentacja Polski zakończyła 2016 rok. Biało-czerwoni w regulaminowym czasie gry przegrali w nim tylko jedno spotkanie – towarzyskie z Holandią. Jakie wnioski można wyciągnąć z tej statystyki?

Przede wszystkim takie, że jesteśmy zespołem równym, powtarzalnym, stabilnym i konsekwentnym. To są same atuty, same plusy, gdyż w futbolu i generalnie w sporcie utrzymanie równej formy przez dłuższy czas to jest gigantyczna sztuka. Tymczasem kadra Adama Nawałki pod tym względem ma te lata bardzo do siebie podobne. Jeśli przegrywa, to raz na rok. W ostatnim roku nie był to nawet mecz istotny, nie był to mecz o punkty, nie był to mecz w eliminacjach ani w finałach ME – tylko towarzyska gra z Holandią, do której nikt specjalnej wagi nie przykładał, która miała zupełnie inne cele i inne zadania, więc niespecjalnie się nią martwiliśmy. Adam Nawałka okazał się kapitanem żeglugi wielkiej, który potrafi sobie poradzić i na spokojnym morzu i wtedy, kiedy zaczynają się małe sztormy. Udowodnił to przy okazji tzw. afery alkoholowej, którą bardzo ładnie, bardzo zgrabnie poukładał. Załatwił sprawę we własnym gronie, nie wyciągając tych brudów, nie wywlekając ich na zewnątrz.

Wiadomo, że prowadzenie szerokiej kadry mężczyzn, gdzie jest ponad 20 zawodników, to nigdy nie jest szałas pasterski, gdzie są same grzeczne owieczki. Trzeba sobie z ciężkimi charakterami też umieć poukładać relacje i też sobie z nimi dawać radę i Nawałka z tego wybrnął. To był bardzo trudny egzamin wbrew pozorom, gdyż był to taki moment krytyczny, zakręt, z którego można było bardzo łatwo wypaść na wirażu. On przeprowadził ten bolid w taki sposób, że udało nam się tuż po wyjściu z tego zakrętu jeszcze docisnąć pedał gazu i pięknie finiszować w eliminacjach mistrzostw świata. Uważam, że odzyskaliśmy jakość gry, którą mieliśmy na Euro 2016, a była to jakość na najwyższym światowym poziomie. Przy okazji ostatnie spotkanie ze Słowenią, chociaż stylem gry całego zespołu nie rzuciło nas na kolana, dało nam kilka promyczków nadziei, optymizmu na kolejne miesiące, bo kilku zawodników pokazało się z naprawdę ciekawej strony, więc takie rezerwy, które widzieliśmy w zespole po Euro 2016, czyli np. fakt, że ta dość wąska grupa, z której wtedy korzystał Nawałka (13-14 piłkarzy), może się rozrosnąć. Dzisiaj wiemy, po meczu ze Słowenią, że ona się rozrośnie, bo jest kilku dodatkowych piłkarzy, którzy wnieśli jakąś wartość do zespołu, a nie będą tylko statystami. Perspektywy są bardzo obiecujące.

Który, Pana zdaniem, mecz Polaków w tym roku można uznać za najlepszy?

Za najlepsze spotkanie uznałbym mimo wszystko ostatnie z Rumunią, dlatego że kadra Nawałki, o ile zaliczyła sporo dobrych meczów, to w tym meczu właściwie w żadnej chwili sytuacja absolutnie nie wymknęła się jej spod kontroli. Potrafiła zdominować rywala od samego początku do samego końca, dyktując warunki na murawie, a to jest naprawdę wielka sztuka, żeby tak rzucić się przeciwnikowi do gardła i na tym gardle wisieć przez całe 90 minut, nie pozwalając rywalowi zrobić żadnego „sztycha”. Owszem, były różne fazy w  tym spotkaniu, ale mam wrażenie graniczące z pewnością, że były fazy, które zaplanowała i realizowała reprezentacja Polski, a nie narzucone przez przeciwnika. Nawet początek drugiej połowy, kiedy nasza drużyna troszkę się cofnęła, wyczekiwała, nie był dla mnie szokiem. Nasi piłkarze zaczęli bardzo wysokim pressingiem mecz i było wiadomo, że żadna drużyna na świecie nie ma takiego teamu, który wytrzyma taki pressing przez 90 minut, że są fale, są okresy, są momenty, kiedy trzeba troszeczkę odpuścić, troszeczkę się cofnąć i pozwolić pograć rywalowi po to, aby potem szybko sprowadzić go do parteru i skontrować. Nasi dokładni to zrobili. Mieli pomysł na to spotkanie, bardzo pięknie i konsekwentnie go zrealizowali i wygrali bardzo okazale. Przypominam, że tak na dobrą sprawę z zespołem czołowej „40” rankingu FIFA nie wygraliśmy blisko od 10 lat. Było to więc spore osiągnięcie, a przy okazji wydaje mi się, że odstrzeliliśmy tym spotkaniem, tym zwycięstwem, jednego z głównych kontrkandydatów do awansu na MŚ, bo nawet jeśli Rumuni trochę się otrząsną i będą prezentowali wyższą jakość gry, to ta porażka będzie w ich głowach siedziała i taki psychologiczny aspekt poza tymi trzema punktami też wygraliśmy i też mamy po swojej stronie. To było z pewnością bardzo dobre spotkanie w naszym wykonaniu, zagrane na zero z tyłu.

Wróciła ta jakość gry w defensywie z ME we Francji, gdzie zagraliśmy kilka dobrych spotkań. To jest właśnie to, co cieszy, to jest fakt, że drużyna nie gra skokowo, nie gra zrywami, tylko ma swoją powtarzalność, ma swój rytm. Potrafi wracać do tego, co dobre, a jednocześnie szuka nowych rozwiązań. Bardzo dobrze wróży to na przyszłość. Adam Nawałka jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu i myślę, że da nam jeszcze sporo radości. Po rozbudzonych apetytach w narodzie, po wyniku na Euro 2016, ten sam wynik – ćwierćfinał przełożony na ewentualny występ na MŚ w Rosji – już w Polsce nie specjalnie by cieszył, ponieważ my chcemy więcej, oczekujemy więcej, bo wreszcie wydaje nam się, że tę kadrę po prostu stać na więcej. Myślę, że tak jest, chociaż – jak to zwykle bywa w sporcie – trzeba założyć możliwość niespodzianki, także nieprzyjemniej, więc nie ma co specjalnie rozbudzać apetytów, ale pożegnamy ten rok z nadzieją, że kolejne miesiące też będą udane.

Czy można powiedzieć, że kadra w 2016 roku jest lepszym zespołem niż było to rok wcześniej?

Zdecydowanie. Progres jest wyraźny, a przy okazji jest to progres poparty bardzo dobrą grą w turnieju finałowym na poziomie mistrzostw Europy, co jest bardzo ważne, bo są zespoły, które świetnie sobie radzą w grach eliminacyjnych, ale kiedy przychodzi do prawdziwej weryfikacji formy w trudnej formule jaką jest turniej, gdzie gra się mecz co trzy dni, gdzie gra się z rywalami z najwyższej półki, to często zawodzą. Kadra Nawałki pokazała, że potrafi sobie poradzić w eliminacjach i przygotować się świetnie do finałów. Przypomnę, że to nie jest taka prosta sztuka i nam w ostatnich latach nie udawało się przygotować zespołu, który nawet zapewniłby sobie awans w eliminacjach. Nie udawało się go przygotować do skutecznej rywalizacji w samych finałach, czy to MŚ bądź ME. Tam zawsze dostawaliśmy ostatnio po głowie. To bardzo nas bolało. Graliśmy mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Tym razem cały czas graliśmy na wielkim entuzjazmie, wielkim zaangażowaniu, z wielką jakością.

Cały czas, po każdym meczu, nasi piłkarze powtarzali, że chcą więcej, że stać ich na więcej, że to ich nie zadowala, co też jest dobrym prognostykiem, bo świadczy o tym, że ta kadra nie jest zespołem wypalonym, nie jest zespołem sytych lwów, tylko cały czas jest zespołem, w którym są głodne tygrysy i oni rzeczywiście będą się starali wyszarpać ten sukces. Oczywiście cieszymy się z takiego osiągnięcia. W historii polskiej piłki nie było ćwierćfinału ME, ale tak na dobrą sprawę to oni jeszcze niczego nie osiągnęli. Będziemy się cieszyli, jeśli oni wejdą do fazy medalowej dużego turnieju. Myślę, że ten zespół, z tą filozofią gry, przy odrobinie szczęścia, Boskiej Opatrzności, stać na to, żeby walczyć o medale nawet mistrzostw świata, bo w MŚ wbrew pozorom poziom wcale nie jest wyższy niż w ME. To Europa dyktuje warunki, jeśli chodzi o rywalizację piłkarską na całym świecie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę obecny kryzys Argentyny czy nie tak dawne tarapaty, w jakich była reprezentacja Brazylii.

Kto, Pana zdaniem, był najjaśniejszą postacią polskiej reprezentacji w 2016 roku?

Tu nie będzie niespodzianki. Mamy jedną gwiazdę na poziomie światowym, to jest piłkarski kosmos, piłkarskie Himalaje, to jest człowiek, który jest tuż za plecami Leo Messiego i Cristiano Ronaldo – Robert Lewandowski. To absolutny lider na boisku i w szatni, człowiek, który ma bardzo dużo do powiedzenia w tej reprezentacji, którego Adam Nawałka słucha, z którym konsultuje kluczowe wybory. Robert jest również wzorem dla innych piłkarzy i to warto podkreślić, gdyż to, jak on się prowadzi, jak on gra, do czego doszedł, potrafi też inspirować jego kolegów i dzięki temu pewnie kilku piłkarzy zrobiło krok naprzód w swojej karierze. Robert jest numerem jeden, ale warto powiedzieć, że nie jest osamotniony w reprezentacji Polski. Za jego plecami nie ma może zawodników światowej klasy, ale są to piłkarze dobrej, europejskiej klasy, tacy jak Arkadiusz Milik, jak Jakub Błaszczykowski, Kamil Grosicki, nasi bramkarze, Kamil Glik, Michał Pazdan.

Naprawdę mamy taką jedenastkę, której wstydzić się nie musimy, a i powoli zaczynamy sobie gdzieś tam szukać, dobierać dublerów, którzy wchodzą z ławki i też nie powinni obniżyć jakości gry reprezentacji Polski. Za te minione 12 miesięcy w skali szkolnej, myślę że spokojnie należy się „5” dla Adama Nawałki, a „6” dla Roberta Lewandowskiego, który ciągnie tę grę do przodu, który poza tym, że strzela bramki, ale też potrafi kapitalnie pracować w defensywie, co też pokazało ostatnie spotkanie z Rumunią. Popatrzymy na te kluczowe momenty – kiedy Rumuni przedostawali się pod naszą bramkę, to Lewandowski też tam był. Raz Rumuni domagali się rzutu karnego za rzekome zagranie Roberta ręką tuż przed własną bramką. Raz petarda wybuchła koło Roberta Lewandowskiego – oczywiście w naszym polu karnym, gdzie ustawiał się do tego, aby pomóc partnerom przy stałym fragmencie gry. Raz Robert został też kopnięty w głowę, wybijając piłkę głową tuż sprzed naszej bramki. To jest facet, który jest wszędzie tam, gdzie reprezentacja go potrzebuje. Wielka klasa, wielka gwiazda.

Jakie perspektywy rysują się przed polską kadrą w 2017 roku?

Dobre. I mówię to nie tylko na podstawie wyników osiągniętych przez pierwszą reprezentację, ale także na podstawie tego, co wydarzyło się ostatnio np. w meczu młodzieżówek Polska – Niemcy. Niemców ograliśmy 1:0. Zgoda, Niemcy nie występowali w swoim najsilniejszym, pierwszym garniturze, ale też były tam gwiazdy warte kilkadziesiąt milionów euro, za które tyle płacono w ostatnich miesiącach. Jeżeli chodzi o rezerwy, to niemiecka kadra ma je gigantyczne, więc nie ma co deprecjonować tego sukcesu. Jest sukces – ogranie kadry młodzieżowej Niemiec, a przy okazji pamiętajmy o tym, że nasza młodzieżówka to bezpośrednie zaplecze pierwszej reprezentacji. Mecze młodzieżówki Adam Nawałka też ogląda. Ta reprezentacja nie przegrała w ostatnich 12 miesiącach ani jednego spotkania. Odniosła same zwycięstwa i tylko raz zremisowała z Węgrami. Węgrzy zdobyli wówczas wyrównującego gola w ostatniej akcji meczu. To jest naprawdę coś, to jest naprawdę taka stajnia, z której Nawałka będzie czerpał. Widzę, że teraz niespecjalnie chce przeszkadzać Marcinowi Dornie w jego pracy, bo wydawało mi się po ME, że napastnikiem numer trzy w naszej kadrze – po Lewandowskim i Milku – będzie Mariusz Stępiński. Tymczasem Nawałka oddał go do kadry młodzieżowej, pozwalając mu się ogrywać z młodszymi partnerami po to, żeby Stępiński pomógł im w finałach MME, które w czerwcu będą rozgrywane na polskich boiskach. Myślę, że dopiero potem Nawałka zacznie odważniej sięgać po zawodników kadry młodzieżowej. Tam jest kilku naprawdę ciekawych piłkarzy, którzy mogą wspomóc naszą kadrę już na mundialu w Rosji w 2018 roku.

Cieszę się, że teraz następuje kilkumiesięczna przerwa (kolejne spotkanie rozegramy dopiero pod koniec marca). Nasi troszeczkę okrzepną; ochłoną ci, którzy nie grają w klubach. Mam nadzieję, że wywalczą sobie mocniejszą pozycję (mam na myśli głównie Grzegorza Krychowiaka), a ci, którzy są mocno zmęczeni, bo grają co trzy dni, grają w topowych klubach (jak np. Robert Lewandowski) będą mieli okazję, żeby troszeczkę sobie odpocząć, odświeżyć ciało i umysł i z pełną mocą przystąpić do gier w 2017 roku. To będą kluczowe mecze. W marcu gramy przecież z Czarnogórą, w czerwcu z Rumunią a we wrześniu z Danią. Te trzy mecze zadecydują o tym, kto wyjdzie z pierwszego miejsca i awansuje na mundial w Rosji. Wierzę w to głęboko, że będziemy to my, gdyż na dziś jesteśmy w grupie E zespołem zdecydowanie najmocniejszym. Jeśli coś lub ktoś może nam pokrzyżować szyki, to tylko sama Polska, to tylko my, tylko ewentualne niesnaski, zgrzyty czy zły klimat w naszej reprezentacji. Dziś jednak nic nie wskazuje na to, aby coś takiego mogło się pojawić

źródło: radiomaryja.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ