Małgorzata Wanke-Jakubowska: Jedzmy ryby

ryby-ladne.jpg

U mamy mojego męża samo brzmienie słowa ryby wywoływało odruch wymiotny, babcia zapach śledzi wyczuła w najbardziej odległym zakątku obszernego mieszkania i już to ją brzydziło. To radykalna postać awersji. Ta umiarkowana występuje dość często. Znam wiele osób, które nie tylko ryb nie jedzą, ale nie tolerują nawet ich zapachu. Tymczasem ryby goszczą na najwykwintniejszych stołach, można je przyrządzać w różnorodny, czasem bardzo wyszukany sposób. Są smaczne, zdrowe i bogate w cenne składniki, zalecane przez dietetyków.

Mięso ryb zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, pełnowartościowe, łatwo przyswajalne białko, minerały; fosfor, magnez, wapń, potas, cynk, jod, witaminy; A, D (zwłaszcza ryby tłuste), E, oraz witaminy z grupy B (zwłaszcza ryby chude). Jedzenie ryb, szczególnie tłustych, wpływa na obniżenie ciśnienia, usprawnia funkcjonowanie mózgu, przeciwdziała arytmii serca, dzięki kwasom omega-3, zapobiega miażdżycy, obniża cholesterol, pomaga w leczeniu chorób sercowo-naczyniowych. Mięso ryb zwiększa też odporność organizmu przed infekcjami i chorobami, wspomaga układ trawienny, zapobiega odkładaniu się w organizmie glukozy i tłuszczy, wspiera kontrolę poziomu lipidów we krwi. Walorów prozdrowotnych nie brakuje, tego nikt nie kwestionuje. A dziś wybór ryb morskich czy słodkowodnych jest stosunkowo duży. Każdy smakosz znajdzie to, co mu odpowiada.

Dla polskich katolików przestrzegających piątkowego postu ryby to znakomita alternatywa dla potraw mącznych. Warto zamiast pierogów, klusek, placków czy naleśników sięgnąć właśnie po ryby. W nadmorskich kurortach nie brak świeżych, wędzonych, smażonych, które można kupić albo zjeść w barze czy restauracji przyrządzanych w różnorodny sposób. Nad morzem jadłam po raz pierwszy turbota (ależ to ogromna ryba, taka maxi flądra), w Argentynie doradę, uwielbiam wędzonego węgorza, śledzia, makrelę, ale też smażonego dorsza, łososia, pstrąga, flądrę, a przede wszystkim karpia.

W kultowej wrocławskiej KONSPIRZE można zjeść „Zestaw duszpasterski”, czyli filet z łososia na szpinaku (tu przypominam tekst mojej siostry http://twittertwins.pl/o-szpinaku/) z pieczonymi ziemniakami i surówką. Pychota!

Mam nadzieję, że nasi Czytelnicy podzielą się swoimi, sprawdzonymi przepisami. Przyznam się, że bardzo liczę na naszego Kuchmistrza z Łodzi, czyli goszczącego już na naszych łamach Igora Mertyna – socjologa, filmowca, reżysera, scenarzystę… i kucharza-piekarza z zamiłowania.

Bo najważniejsza okazja do serwowania ryb zbliża się wielkimi krokami. Trudno przecież sobie wyobrazić Wigilię bez ryby. Najczęściej na wigilijnym stole gości karp królewski, ale bywają też i inne ryby. W moim rodzinnym domu był przede wszystkim karp. W galarecie na przystawkę i panierowany, smażony jako danie na ciepło. Jeszcze pamiętam ułożonego na półmisku karpia w dzwonkach, także z głową i ogonem, zalanego galaretą, przybranego dla ozdoby plasterkami marchewki.

Był śledź marynowany ze śmietaną. Marynowany obowiązkowo w domu (wymoczony śledź zalany był marynatą z octu, w której trzymany był kilka dni) i podawany z gęstą śmietaną z dodatkiem odrobiny cukru i musztardy. Oprócz barszczu z uszkami, serwowana też była zupa rybna gotowana na rosole z głów i podrobów karpia, z warzywami i suszonymi grzybami, podawana z makaronem nitki. Nie wszystkie potrawy przetrwały w moim domu. Teraz na Wigilię nie przyrządzam już karpia w galarecie, ani zupy rybnej. Ale śledź ze śmietaną i karp smażony jest obowiązkowo. W mojej dalszej rodzinie w wigilijny wieczór podawano też karpia po grecku i po żydowsku.

Niestety, mój mąż ryby tylko toleruje , więc je, nie odmawia, ale dokładki nie bierze. Jak ma wybór, zawsze woli coś innego. Dlatego ryby nie goszczą często w moim domu. Ubolewam z tego powodu, bo dietetycy zalecają, aby ryby jeść przynajmniej dwa, trzy razy w tygodniu, a nie tylko w postny piątek.

Warto też nauczyć dzieci możliwie wcześnie jeść ryby. Gdy się przyzwyczają w dzieciństwie, będą potem lubiły. Naprawdę warto.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ