Bohater antykomunistycznej opozycji, aresztowany i sygnowany w mediach jako Józef P., to smutne dopełnienie pocztu upadłych przywódców „S”

pinior.jpg

Dawni bohaterowie, którzy poniewierają ideę „Solidarności”, powinni być traktowani jak najsurowiej, bez względu na zasługi sprzed lat.

Dla pokolenia dwóch systemów, do którego się zaliczam, taka informacja, jak ta o aresztowaniu Józefa P,. którego nazwisko człowiek ma w głowie od kilkudziesięciu lat, i który zawsze kojarzył się z  walką o wolność, jest czymś niezwykle przykrym. Tym bardziej, że zarzuty są pospolite, z gatunku tych najbardziej prostackich. Stykamy się z najprymitywniejszym sposobem poprawienia stanu swojego konta, zwanego gazetowo przyjęciem korzyści majątkowej, a normalnie łapówkarstwem.

Jesteśmy świadkami przekroczenia kolejnej granicy, jeśli chodzi o słynnych przywódców „S”. Klasyczne zatrzymanie, kiedy o szóstej rano, nie puka mleczarz (porównanie archaiczne, ale plastyczne), tylko do domu wchodzą agenci CBA, robią kipisz i wyprowadzają podejrzanego. Ponoć dowody są niezbite. Opierają się na stenogramach podsłuchanych rozmów telefonicznych i co więcej nie są sukcesem obecnego kierownictwa CBA. Już w kwietniu 2015 roku, gdy Józef P. był senatorem Platformy, otaczała go aura załatwiacza. Wiadomo było, że ma dojścia w urzędach na Dolnym Śląsku i Warszawie. Widełki w cenniku usług, wahały się od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Agenci CBA nie musieli się specjalnie wysilać, bo transakcje były omawiane przez telefon jako normalne i oczywiste. Przypomnijmy, że za czasów Platformy, kręcenie lodów należało do codziennego rytuału, a władze partii kontrolującej całe państwo, gwarantowały bezkarność.

Do spadania z cokołów tych, którzy byli idolami mojej młodości, powinienem się już w zasadzie przyzwyczaić. Trudno przebić Lecha Wałęsę. Dzisiaj walczy, strzegąc przed grafologami próbki swojego pisma. Jego kompan z tamtych czasów, generał Kiszczak, „człowiekiem honoru” był za życia. Reprezentująca go pośmiertnie żona, nie miała już żadnych zobowiązań, albo pod wpływem strachu przed posiadaną wiedzą, wydała IPN – owi oryginalny cyrograf Lecha Wałęsy, potwierdzający pakt „naszego Lecha” z ubecją.

W przypadku Wałęsy człowiek się już znieczulił. Skacz, skacz, coraz mniej to kogokolwiek obchodzi…

Podobnie traktuje się: Władysława Frasyniuka, Zbigniewa Bujaka, Stefana Niesiołowskiego, Jana Rulewskiego , Adama Michnika i paru innych. Nie są w stanie ani zaskoczyć, ani zbulwersować. Nadgorliwie przydatni dla gazetowyborczej narracji, chcą być częścią środowiska, które będzie ich do ostatka bronić, w przypadku, gdyby wydało się, że  ta ich legenda ma ciemną podszewkę.

W przypadku Józefa P., także już stworzono front obrony. Odgrzewa się cynicznie sprawę Barbary Blidy, organizuje pikiety, a nadworni dziennikarze III RP, wysilają swoje intelekty celem sklecenia kontrataku i obwinienia o wszystko PiS.

Wydawało się, że wolna Polska, po latach wstrętnego komunistycznego kłamstwa, musi być zdrojem prawdy.

Niestety właśnie uwikłanie części przywódców „S” w haniebną współpracę, uniemożliwiło lustrację, dekomunizację, dezubekizację i stało się kamieniem węgielnym kłamstwa III RP.

Teraz sypie się etos człowieka, który uczestniczył w spektakularnej akcji ratowania 80 milionów zł z kasy wrocławskiej „Solidarności” i ukrycia ich przed bezpieką.

Idea „Solidarności” jest na tyle spiżowa, że przetrwa i tę sprawę. W tak masowym ruchu musieli być ludzie o różnych charakterach i różnych skłonnościach, co nie kwestionuje postawy narodu pragnącego wyzwolić się z komunizmu.

Jednak nie ma powodu, by szanować tych, którzy nie szanują sami siebie.

A gdy wchodzę na drogę przestępstwa i to tak niskiego lotu, że zeszmacą się za 6 tysięcy, trzeba być dla nich nawet surowszym, niż dla przeciętnego obywatela.

autor: Ryszard Makowski

wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ