Pomysł dla „Wyborczej” – dlaczego nie wywiad o polityce z każdym podejrzanym o przestępstwo? Po kolei

pinior 1.jpg

Od dawna głoszę tezę, że najlepszym sojusznikiem obecnej władzy (popełniającej rozmaite grzechy) jest obecna opozycja. Jej politycy, ale w jeszcze większym stopniu luminarze z jej „intelektualnego” (?) zaplecza”.

Zerkam na niedzielną Lożę Prasową. Redaktor Mariusz Janicki z „Polityki” w zdrowym odruchu instynktu samozachowawczego zapewnia, że NIKT nie oczyszcza zawczasu Józefa Piniora. Tymczasem od kilku dni jego redakcyjny kolega Jacek Żakowski lansuje tezę, że Piniorowi więcej wolno, a młody funkcjonariusz, który go zatrzymuje winien mu jest wdzięczność.

Wprawdzie Żakowski nie stawia kropki i nie tłumaczy precyzyjnie, jakie są prawne konsekwencje takiego podejścia do całej tej historii. Zrobił to za niego poniekąd sąd sugerując, że nie można aresztować „takich osób”, a nawet że mogą one liczyć na łagodniejsze wyroki.

Żakowski zapewne nie rozumie, że przy okazji niszczy do końca mit solidarnościowej opozycji. Przynależność do niej nie jest przynależnością do nietykalnej kasty obdarzonej przywilejami, to co  najwyżej swoiste szlachectwo zasług – wygasa, kiedy zasługi zmieniają się w swoje przeciwieństwo, choć oczywiście o przeszłości warto nadal pamiętać. Ludzie przecież się zmieniają.

Niszczy ten mit także dlatego, że po stronie oponentów III RP i tak sporo jest ludzi, którzy już odesłali solidarnościowe tradycje do lamusa. Którzy kojarzą dziś przynależność do opozycji przedsierpniowej i do elit „Solidarności” głównie z dygnitarstwem i politycznymi błędami i zaniechaniami po 1989 roku. Ja się z taką postawą głęboko nie zgadzam. To zresztą po części kwestia pokoleniowa – ja schyłkowy PRL po prostu pamiętam i wiem, ile trzeba było wtedy dzielności, żeby walczyć z komuną. Ale Żakowski takich ludzi w ich mniemaniach utwierdza. Czym jest „solidarnościowość”? Udziałem w jak to mówili dawni Polacy, siuchcie, klice.

Ale przy okazji Żakowski uderza też we wciąż powracające tony oligarchicznej wyższości. I powtarzam, obecna władza niewiele już musi robić. Może się potykać o własne nogi w historii z wiceministrem spraw zagranicznych Greyem i uchwalać wątpliwą ustawę o zgromadzeniach. Przecież i tak jest lepsza od ludzi krzyczących: nam wolno więcej.

Pojawia się też na fali obrony za wszelką cenę każdej „ofiary IV RP” (pamiętam doskonale ten ohydny ton w historii Barbary Blidy i doktora G.) taka dawka moralnego relatywizmu, że człowiekowi opadają ręce. Oto w sobotniej „Gazecie Wyborczej” Pinior doczekuje się potężnego wywiadu, tak naprawdę tylko dlatego, że jest wmieszany w aferę łapówkarską.

Autorka twierdzi, że zrobiła go wcześniej. Może, choć nie pamiętam z ostatnich lat klimatu zainteresowania tą postacią. Postacią bez wątpienia zasłużoną, ale też politycznie mało poważną. Która będąc wyrazistym lewicowcem, pobiegła do liberalnej Platformy Obywatelskiej po mandat senatorski i nawet niespecjalnie umiała – pamiętam to z nielicznych publicznych wypowiedzi – to objaśnić.

Nagle Pinior staje się głównym autorytetem częstującym nas takimi mądrościami, jak ta że „Kościół pomaga wychowywać chamów”. O łapówkarskiej sprawie kilka zdań dodanych na końcu. To pasowanie drugorzędnego, w istocie emerytowanego polityka, na autorytet służy kolejnej manipulacji. Sugestia, że to ktoś ważny dla opozycji ułatwia przedstawienie policyjnej akcji przeciw niemu jako strasznego ciosu w jednego z czołowych opozycjonistów. A nawet w samo jądro mitu „Solidarności” – Monika Płatek zdążyła już to powiedzieć w Polsat News.

Ale jest w tym coś jeszcze. We wczesnej młodości oglądałem „Widmo wolności” Louisa Bunuela. Już wtedy ten progresywny reżyser pokazywał w jednym z epizodów fenomen przestępcy, która podczas swego procesu staje się celebrytą. Współczesna kultura masowa idzie tą samą drogę. I w Polsce „Wyborcza” z TVN-em jak rozumiem też chce nią iść, bo podejrzany to „ofiara reżymu”.

Ale skoro tak, róbcie polityczne wywiady z innymi podejrzanymi – od złodziejaszków po morderców. Że przesądzam o winie Piniora? Wcale nie, ale przecież ci inni podejrzani też mogą być ostatecznie niewinni. I też są ofiarami krwawego Ziobry. Wedle waszej logiki.

autor: Piotr Zaremba

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ