Józef Pinior wyrzekł się własnych poglądów ?

pinior 1.jpg

Uważał, że Okrągły Stół to błąd, wybory z 4 czerwca 1989 r. trzeba zbojkotować, a plan Balcerowicza to katastrofa, która zaowocuje nędzą milionów Polaków. Prywatyzację uznawał za wyprzedaż majątku narodowego i gwarancję uwłaszczenia komunistów. Na łamach „Gazety Polskiej” gromił postkomunistów, stwierdzając, że nie mają prawa do lewicowych tradycji. Kto to taki? Antoni Macierewicz? Nie, Józef Pinior, nowy idol uczestników manifestacji KOD – pisze Piotr Lisiewicz w najnowszym numerze „GazetyPolskiej”.

Tak, były czasy, gdy Józef Pinior gościł na łamach „Gazety Polskiej”. Wiosną 1999 r. przeprowadziłem z nim wywiad zatytułowany „SLD to lewica surrealistyczna”. Pinior tłumaczył, że w kilkusetletniej historii lewicy postkomunizm i ludzie tacy jak urzędujący prezydent Aleksander Kwaśniewski czy zmierzające do władzy SLD Leszka Millera to nic nieznaczący epizod.

Pięć lat później Pinior wszedł do Parlamentu Europejskiego z listy partii postkomunisty Marka Borowskiego. Minęło sześć kolejnych lat i trafił do senatu z listy PO, której środowisko w latach 90., szczególnie w czasie złodziejskiej prywatyzacji, było dla niego, zwolennika przejmowania zakładów przez samorząd pracowniczy, uosobieniem zła.

Koniunkturalista z opóźnionym zapłonem

Obrońcy Józefa Piniora, zatrzymanego z powodu zarzutów korupcyjnych, unikają jak ognia jednego – ustosunkowania się do owych zarzutów. Wygląda to tak, jakby mieli przekonanie, że ewentualne ujawnienie dowodów ze śledztwa przez prokuraturę może narazić ich – w czasach mediów społecznościowych – na śmieszność. A tego, co niektórzy z nich mówią w rozmowach prywatnych – że to był przecież drobny deal, jakich w III RP tysiące – powiedzieć głośno nie mogą.

Zamiast tego media zalała fala wypowiedzi sugerujących, że człowiek z takim życiorysem nie mógłby się dopuścić korupcji. „Józef Pinior. Zawsze pod prąd” – tak sylwetkę polityka zaprezentował Jacek Harłukowicz z „Gazety Wyborczej”. „Najpierw w Solidarności, a potem w służbie publicznej zawsze kierował się wartościami, a nie cwaniactwem i koniunkturalizmem” – napisał po zatrzymaniu Piniora Rafał Zakrzewski na tych samych łamach.

To oczywista nieprawda. Józef Pinior faktycznie był ideowcem kilkanaście lat dłużej niż okrągłostołowe elity, które idee porzuciły w 1989 r. I jako ów ideowiec głosił w kluczowych sprawach poglądy przeciwne o 180 stopni do środowiska Unii Demokratycznej czy Kongresu Liberalno-Demokratycznego. „Solidarność stała się tak uległa, że pozwoliła na transformację w kierunku ordynarnego kapitalizmu” – taką wypowiedź Piniora cytowała sama „GW” w 1995 r.

Ale potem związał się z partiami, których program był w wielu punktach przeciwieństwem głoszonych przez niego wcześniej idei. Dlaczego? Wszystko wskazuje, że właśnie przez koniunkturalizm.

Sytuacja, w której oskarżony o korupcję Józef Pinior pojawić ma się na sztandarach walki z rządem, który realizuje jego dawne idee – choć być może w wersji nie tak radykalnej jak chciał dawny Pinior – zakrawa na groteskę.

Przeciw rządowi Mazowieckiego–Jaruzelskiego

„Zadymy” – w artykule pod takim tytułem „GW” opisała 23 czerwca 1989 r. manifestacje przeciwko wyborowi Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta oraz obecności wojsk sowieckich w Polsce. Cytowała w niej przemówienie jednego z uczestników „zadym” Józefa Piniora.

PPS-Rewolucja Demokratyczna – tak nazywało się ugrupowanie, którego jednym z głównych liderów i ideologów był Pinior. Ugrupowanie to głosiło poglądy, które dla przeciętnego uczestnika manifestacji KOD brzmią jak najgorszy pisowski horror.

W swym pierwszym oświadczeniu z 18 grudnia 1988 r. ugrupowanie Piniora zamieściło swoją antyokrągłostołową deklarację:

 

„PPS, którą reprezentujemy, dąży do obalenia władzy komunistycznej w Polsce i pełnej Niepodległości. (…) Z tego powodu nie mogliśmy uczestniczyć w przygotowaniach do Okrągłego Stołu i w Komitecie Obywatelskim”.

Gdy 4 czerwca 1989 r. odbywały się wybory, których rocznica za sprawą PO miała stać się po latach świętem narodowym, partia Piniora wzywała do ich bojkotu. A pierwszy rząd powstały po 4 czerwca nazywała konsekwentnie „rządem Mazowieckiego–Jaruzelskiego”, akcentując w swej deklaracji, iż jest to rząd „wyłoniony w wyniku niedemokratycznych wyborów”.

III RP, czyli nowy autorytaryzm sojuszników komunistów

Co PPS-RD sądziła o Okrągłym Stole?

 

„Sojusz z totalitarną władzą pozwolił grupie, która go zawarła – w warunkach braku demokracji – uzurpować sobie prawo do reprezentowania całego społeczeństwa. Częścią tego układu była wyłączność korzystania ze środków masowego przekazu. Warunkiem dopuszczenia innych podmiotów politycznych do publicznego istnienia jest zgoda na stworzony w ten sposób autorytarny ład polityczny”.

O prywatyzacji:

 

„Prywatyzacja traktowana jako jedyne lekarstwo na uzdrowienie gospodarki nie gwarantuje niczego poza uwłaszczeniem nomenklatury i wyprzedażą majątku narodowego”.

O uległości wobec Zachodu:

 

„Uleganie dyktatowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego musi prowadzić do pozbawienia Polski suwerenności gospodarczej, a więc i politycznej”.

O planie Balcerowicza:

 

„W sposób arbitralny narzuca społeczeństwu system kapitalizmu zależnego, co w konsekwencji spowoduje nędzę milionów polskich rodzin”.

O demokracji:

 

„Nowa elita polityczna, która podzieliła się władzą z komunistyczną nomenklaturą, hamuje proces przemian demokratycznych”.

O modelu własności:

 

„Wszystkie nieprywatne zakłady i przedsiębiorstwa po wyrażeniu zgody przez załogę powinny zostać przekształcone w przedsiębiorstwa samorządowe. Oznacza to, iż zakładem zarządza samorząd pracowniczy, który jest jednocześnie reprezentantem właściciela”.

źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ