Jachowicz: „Zasługi” Seremeta w sprawie Amber Gold. Sposób załatwienia afery pozwala Tuskowi wygłaszać kłamliwe tezy, że sprawa jest wyjaśniona

amber gold.jpg

Postawa i zeznania byłego Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta w sprawie afery Amber Gold, potwierdziły jego cechy widoczne podczas całego okresu kierowania przez niego prokuraturą. Nieudolność, indolencję, nijakość osobowości, lawiranctwo i uległość wobec władzy. Przesłuchanie przed sejmową komisją jak na tacy obnażyło te słabości.

To powodowało, że polska prokuratura, mając takiego szefa, działała w myśl hasła: „hulaj dusza, piekła nie ma”. To było też główną przyczyną, dzięki której dobrana parahochsztaplerów, małżeństwo Marcin i Katarzyna P. mogła rozwijać swój oszukańczy interes. Prawda jest podwójna dla Seremeta. To znaczy obciąża go podwójnie. Najpierw styl zarządzania Seremeta, polegający na wstrzymywaniu się podejmowania radykalnych, ale koniecznych w jego sytuacji decyzji, pod pretekstem braku uprawnień, dopuścił do potężnego rozrośnięcia się „piramidy finansowej” Amber Gold. Potem zaś, kiedy już sprawa zrobiła się głośna, a fatalnego działania prokuratury gdańskiej nie dało się ukryć, Seremet nie potrafił ukarać winnych tego skandalu. Jak stwierdziła Małgorzata Wassermann, szefowa Komisji, Prokurator Generalny miał udział w tym, żeby zamieść aferę pod dywan. To właśnie sposób załatwienia afery przez Seremeta, pozwala dziś wygłaszać kłamliwe tezy Donaldowi Tuskowi, że sprawa Amber Gold jest już całkowicie wyjaśniona, więc wzywanie go na przesłuchanie przez Komisję jest wyłącznie polityczną nagonka na byłego premiera.

Dlaczego niby Seremet miał się angażować w grzebanie w sprawie Amber Gold, jeśli z kilku powodów była ona niewygodna dla premiera Tuska? Ot, choćby z powodu syna pana premiera – Michała. Czemu Prokurator Generalny miał „ochładzać” swoje relacje z premierem? Czy nie lepiej je „ocieplać”? Poprzez nękanie byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę za to, że pokazał część akt ze śledztwa w tzw. aferze paliwowej Jarosławowi Kaczyńskiemu, w momencie kiedy ten był tylko szefem partii.

Albo zacząć ścigać byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, bo przecież bezprawnie przygotował fałszywkę o sprzedaży gruntów rolnych pod Mrągowem na użytek tajnej operacji w aferze rolnej.

A jeśli jeszcze na końcu tego łańcucha pokarmowego dobrego samopoczucia premiera, znajdzie się taki sędzia jak Wojciech Łączewski i dosoli Kamińskiemu trzy lata do bezwzględnej odsiadki, to można nie złapać punktów u premiera?

A co można zyskać dzięki aferze Amber Gold?

autor: Jerzy Jachowicz

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ