Protest 13 grudnia, czyli bezsilność opozycji. Jest tak wycieńczona, że wzmacnia szeregi członkami zbrodniczych formacji

kod_36.jpg

Apel liderów KOD, Platformy, Nowoczesnej i kilku innych środowisk o „wypowiedzenie posłuszeństwa” władzy, w tym podżeganie do buntu wojska, jest tylko oznaką słabości opozycji.

To nieudana próba nacisku, straszenie stępiałymi pazurami. To już nawet nie „krzyk rozpaczy”, wynikający z niesłabnącego poparcia dla obecnej władzy olbrzymiej części społeczeństwa, lecz raczej „pisk dogorywającego domowego, kota”, który w wyobraźni nosi w sobie ciągle obraz groźnego tygrysa.

Trzeba dodać – żałosny pisk, jeśli wziąć pod uwagę listę zaangażowanych osób, które sygnowały ten apel. Twarzą firmującą planowany na 13 grudnia protest opozycji i środowiska KOD, a zarazem jego wymownym symbolem, stał się płk Adam Mazguła. Jak ktoś napisał – żołdak gen. Jaruzelskiego, który nawołuje do jawnej rebelii w szeregach armii. To ważny element degradujący ten cały zamysł. Sprawiający, że w gruncie rzeczy przemienił się on w swoją karykaturę. Dostrzegły to już nawet niektóre środowiska, stojące murem za interesami dawnej esbecji, jak SLD czy partia Razem. Jeszcze przed kilkoma dniami obydwa te ugrupowana broniły zażarcie utrzymania dla byłych funkcjonariuszy SB i Milicji Obywatelskiej rent i emerytur na obecnym, uprzywilejowanym poziomie. Dziś nawet oni mariaż obecnej opozycji z dawną esbecją uznali za rzecz nie do zaakceptowania. Odcięli się od tej inicjatywy, której ważnym krokiem ma być demonstracja w dniu 13 grudnia, jednocząca pod jednymi skrzydłami – podobnie jak to jest na liście podpisów pod apelem o nieposłuszeństwo – ofiary i katów czasów terroru w stanie wojennym.

To nie pierwsza próba uderzenia w rząd PiS przy użyciu wojska. W połowie stycznia tego roku Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” jawnie namawiał żołnierzy Wojska Polskiego do buntu, co jest równe zdrady stanu

Chciałbym dołączyć do tych, którzy namawiają żołnierzy do nieposłuszeństwa

– napisał wprost na swoim blogu Czuchnowski.

Zdaniem dziennikarza „Gazety” jego pomysł usprawiedliwia osoba Antoniego Macierewicza na stanowisku ministra obrony narodowej, który „zagraża bezpieczeństwu, stabilności, porządkowi publicznemu oraz wojskowemu”.

Czytając te słowa Czuchnowskiego, można niemal w ciemno założyć, że były one pisane pod dyktando Adama Michnika. Panowanie Michnika w jego gazecie rozciąga się na wszystkie kluczowe teksty i komentarze. Zarówno te na łamach dziennika, jak i na blogach jego podwładnych. Każdy ważny komentarz i tekst dotyczący Antoniego Macierewicza nie może się ukazać bez konsultacji i akceptacji naczelnego „Gazety”, ponieważ od końcówki lat 70. Antoni Macierewicz jest uznawany przez Michnika za jego wroga ideowego numer jeden. Dla tych, którzy znają Michnika nie jest to żadną tajemnicą. Toteż zdania Czuchnowskiego można spokojnie uznać za opinię Michnika wygłoszoną na przykład podczas wiecu KOD: – Sprzeciw wobec rozkazów wydawanych przez Macierewicza i jego ludzi jest obowiązkiem przyzwoitego Polaka i żołnierza.

Początek roku 2016 był okresem zmasowanych ataków opozycji, m.in. w reakcji na nowelizację ustawy reformującej media publiczne. Należały do nich m.in. marsze w obronie „Wolnych Mediów”. Był to także czas zapowiedzi przygotowania do frontalnego uderzenia antyrządowego. KOD nieustannie straszył rozlewem krwi na ulicach. Schetyna zapowiadał przejście do opozycji totalnej, zwalczającej PiS. Część opinii publicznej, a nawet niektóre prawicowe media uwierzyły, że wkrótce po Wielkanocy może dojść do próby obalenia rządów PiS, poprzez falę społecznych protestów na ulicach polskich miast. Niektórym komentatorom zaczęło zaglądać w oczy widmo „Polskiego Majdanu” w Warszawie.

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ