Jerzy Jachowicz: Fałszywi prorocy w szatach Trzech Króli

opozycja.jpg
fot: youtube

Elity polityczne III RP, w tym opozycja parlamentarna, środowiska establishmentu gospodarczego, finansowego, prawniczego oraz medialnego, wspierane przez oficerów służb specjalnych z czasów PRL, podjęły kolejną próbę rebelii.

Kiedy piszę te słowa, być może jesteśmy w punkcie szczytowym tej rebelii. Wierzę, że mediacje podjęte przez prezydenta Andrzeja Dudę zapobiegną eskalacji konfliktu. Nie można jednak wykluczyć jego zaognienia, bo żadna ze stron konfliktu nie chce ustąpić w sprawie odwołania z funkcji marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego oraz głosowania dwóch ustaw, przegłosowanych bez udziału posłów opozycji.

Zniszczyć rząd

Trzeba od razu powiedzieć, że prawdziwym – jak sądzę – celem rozpoczętej przez opozycję awantury, podobnie jak wielu wcześniejszych akcji, jest doprowadzenie do upadku obecnego rządu, rozwiązania parlamentu, doprowadzenie do przedterminowych wyborów i przejęcie władzy w Polsce. Jednakże nigdy wcześniej nie padały hasła ze strony opozycji nawołujące do przeprowadzenia wyborów przed upływem obecnej kadencji. Bardzo się spieszy opozycji do zniszczenia rządu PiS.

Krótko przed obchodami tragicznej dla Polski daty 13 grudnia zbuntowane dziś środowiska wydały oświadczenie, w którym wprost zaapelowały do wojska i policji „o wypowiedzenie posłuszeństwa władzy”. Być może brak reakcji na ten apel zmobilizował opozycję parlamentarną i kierownictwo KOD-u do wywołania rewolty. Posłowie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej zerwali obrady Sejmu i rozpoczęli okupację sali plenarnej, a KOD wsparł ich, urządzając demonstracje w pobliżu gmachów parlamentu oraz siedzib partyjnych PiS i biur poselskich tej partii.

Pretekst do awantury

Bezpośrednim pretekstem do wszczęcia awantury w Sejmie stało się wykluczenie z obrad posła Platformy Obywatelskiej Michała Szczerby. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że klub parlamentarny PO powierzył opozycyjnemu posłowi odegranie roli prowokatora, aby jego partyjnym towarzyszom dać pretekst do rozpoczęcia buntu. A poseł Szczerba jest wyćwiczony w akcjach prowokowania, czego dowody dał podczas dyskusji telewizyjnych.

Wiadomości o rewolcie sejmowej opozycji rozlały się błyskawicznie po całym kraju, bo kilka stacji telewizyjnych prowadziło non stop na żywo relacje z całej awantury. Żywy przekaz telewizyjny pełnił jednocześnie świetny sygnał, wzywający zwolenników KOD do przyjścia pod Sejm i wsparcia parlamentarzystów opozycji. Wersja o dodatkowej roli mediów jako „gołębia pocztowego” ma takie uzasadnienie, że tego piątkowego dnia od rana opozycja prowadziła otwartą kampanię w obronie mediów. Zaczyn do tej kampanii dał marszałek Sejmu, który zamierzał od nowego roku wprowadzić dość restrykcyjne ograniczenia dla dziennikarzy w Sejmie.

Nienawiść przegranych

Trzeba w tym miejscu uświadomić sobie, że wszystkie środowiska związane z poprzednią władzą nie pogodziły się z porażką. Zarówno po majowych wyborach prezydenckich jak przeprowadzonych kilka miesięcy później wyborach parlamentarnych. Przegrany obóz władzy od pierwszych dni rozpoczął brutalną batalię o odzyskanie swoich złotodajnych pól, zapewniających przewagę nad milionami współrodaków. Pozycja ta gwarantowała przede wszystkim olbrzymią przewagę finansową, a tym samym łatwy dostęp do wielu innych dóbr, których pozbawieni byli inni.

Warto przypomnieć też, że kilka tygodni po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości powstał Komitet Obrony Demokracji. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie zdążyła podjąć jeszcze żadnej inicjatywy ustawodawczej, nie zaczęła naprawiać spraw, które zostały zaniedbane bądź zaniechane przez poprzednią ekipę rządzącą. Powodem do wywołania bezwzględnej wojny z obecną władzą stała się sprawa Trybunału Konstytucyjnego. Ostry konflikt związany z Trybunałem wywołał jego prezes Andrzej Rzepliński, mający nie tylko duchowe poparcie poprzedniej władzy i obecnej opozycji.

Znamiennym dowodem jest wystąpienie Bronisława Komorowskiego podczas demonstracji KOD zorganizowanej dla „uczczenia” odejścia Rzeplińskiego z Trybunału. Były prezydent wygłosił pożegnalne przemówienie, które mogłoby być laudacją z okazji otrzymania przez Rzeplińskiego nagrody Nobla w dziedzinie „Bojownik o demokrację i praworządność”.

Zgromadzonych zwolenników KOD-u Komorowski uznał za najlepszych przedstawicieli polskiego narodu, którzy odważnie przeciwstawiają się deptaniu i niszczeniu polskiej demokracji. Nie mógł się powstrzymać od uszczypliwości pod adresem prezydenta Andrzeja Dudy, mówiąc, że jego podstawowym zadaniem jest przywrócenie właściwego miejsca Trybunałowi Konstytucyjnemu jako ostoi praworządnego państwa. Tym przemówieniem Komorowski potwierdził, że chce odgrywać nadal ważną rolę w polskiej polityce.

Rozhisteryzowany tłum kodowców podchwytywał hasła godzące w rząd i lidera PiS-u Jarosława Kaczyńskiego. Wśród mówców byli m.in. lider Nowoczesnej Ryszard Petru, otoczony byłymi parlamentarzystami postkomunistycznej lewicy. Póżniej zjawił się niemalże w aureoli bohatera narodowego poseł Platformy Michał Szczerba. Wszyscy przypominali fałszywych proroków, którzy przywdziewają szaty skradzione Trzem Królom, aby udawać, że chcą się pokłonić demokracji.

I w tej maskaradzie dążą do obalenia rządu, który jako pierwszy od ćwierćwiecza daje nadzieję na rzeczywistą zmianę w najbardziej fundamentalnych sprawach życia państwa. Rząd, który próbuje odbudować gospodarkę, przywrócić społeczeństwu wymiar sprawiedliwości i organy ścigania. Rząd, który przywraca rzeczywistą wartość pojęciu „sprawiedliwość społeczna”, stał się kością w gardle elit związanych z przeszłością. Elity te sięgają więc po wszystkie sposoby, aby przerwać marsz Polski ku rzeczywistości, która chce niemal całkowitego zerwania z przeszłością 25 lat. A właściwie – zdegenerowaną demokracją.

Wierzę jednak, że duch patriotyzmu, jaki w coraz większym stopniu zaczyna rozpościerać się nad Polską i zwykłymi obywatelami naszej ojczyzny, zdusi w zarodku tę trwającą obecnie operację, noszącą znamiona zamachu stanu, prowadzoną przez fałszywych proroków, jakimi są liderzy opozycji parlamentarnej i rzekomi trybuni uliczni. 

autor: Jerzy Jachowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ