Pospiesznie przybywali pasterze

katedra_1.jpg

W naszych wyobrażeniach o narodzinach Jezusa tworzymy zwykle z rozmaitych opowiadań ewangelicznych pewnego rodzaju synopsis, zestawienie postaci, w którym, podobnie jak w wielu inscenizacjach żłóbka, wszyscy uczestnicy są obecni jednocześnie. Jeżeli czytamy opis zdarzeń wigilijnych u św. Łukasza – całkiem inny niż u św. Mateusza – wtedy jesteśmy zdumieni, że w tym szczegółowym opowiadaniu same narodziny Jezusa prawie giną. Autor przygotowuje nas długo i szeroko – najpierw opowieścią o Zachariaszu i jego żonie Elżbiecie, o zwiastowaniu anielskim skierowanym do Maryi, o narodzeniu się Jana Chrzciciela, a nawet o tym wszystkim, co sprowokował dekret cesarza Augusta – jednak o decydującym momencie, na miejscu, nie dowiadujemy się prawie niczego, poza tym oczywistym, rozumiejącym się samo przez się: oto Syn Pierworodny zostaje owinięty w pieluszki i złożony w żłobie… Nasze spojrzenie kierowane jest na inne postaci: na pasterzy. Dalej – co prawda – wszystko kręcić się będzie jeszcze wokół Dzieciątka, jednak w jakiś sposób „ekscentryczny”, sprzeczny z przyjętymi zwyczajami. Mówiąc zupełnie bez ogródek – nie rozumiemy tego zjawienia się „zastępów wojsk niebieskich”. Dlaczego oni śpiewają dla pasterzy, a nie w Jerozolimie dla uczonych w Piśmie? Dlaczego wspaniałość, chwała Boga rozpromienia się na skraju pustyni Judejskiej a nie nad kolebką w mieście Dawida? W ogóle, po co ten cały nakład z pasterzami, którzy – podobnie do Aniołów – szybko znikają po swoim szeroko opisanym wystąpieniu? Nigdy więcej o nich nie usłyszymy. Czy zmienili swój zawód? Czy otrzymali polecenie stania się „pasterzami ludzi”? Nie odnajdujemy ich w prachrześcijańskich misjach, ani nie znamy żadnego ich kazania: wrócili do swej pasterskiej pracy, wielbiąc i chwaląc Boga.

Dlaczego więc Ewangelista tak szczegółowo o nich opowiada? Na czym mu zależy? Jest zrozumiałe, że w biegu stuleci zdominowanych przez chrześcijaństwo, w owej kolorowej scenerii Wigilii Bożego Narodzenia, właśnie pasterze – ze wszystkich innych figur – byli tymi, z którymi słuchacze i widzowie najłatwiej się identyfikowali. Świadczy o tym wiele różnorodnych „przedstawień pasterskich”. Królowie ze swymi drogocennymi darami, Maryja i Józef, którzy tak głęboko i w niezwykły sposób zaplątani są w tę Bożą historię, są dla nas odlegli, dalecy, stoją raczej naprzeciwko… Nie chcemy przyznać, że jesteśmy rozumnymi niewiedzącymi, jak uczeni w Piśmie w Jerozolimie, że byliśmy wszyscy w końcu nieprzyjaciółmi Boga i Jego rywalami, jak Herod. Aniołowie śpiewają ze zbyt wielkiej wysokości, wół i osioł są prozaiczne, lub tylko dowcipne. Pozostają nam więc tylko biedni pasterze, z którymi moglibyśmy się identyfikować, ci szczęśliwcy, którzy nie mają ciężkiego snu i nie otrzymali nieprzyjemnego nakazu – mogą odczuwać ogromną radość. Jednakże, czy wystarczająco dobrze znamy tych mężczyzn – choć z brzegu społeczeństwa żydowskiego, to z centrum teologii – byśmy mogli pójść ich śladami? Jeżeli św. Łukasz przenosi nas do Betlejem, a ściślej: na pola pasterskie, to z pewnością chce przypomnieć nam pewne opowiadanie z I Księgi Samuela. Prorok Samuel miał namaścić na Króla Izraela syna Isajego z Betlejem. Siedmiu synów Isajego, którzy mogliby być brani pod uwagę – z racji swego wyglądu zewnętrznego, okazałości postawy i tak dalej – nie zostali wybrani, natomiast syn najmłodszy, ten ósmy, Dawid, który w tym czasie pasł trzodę na polach w okolicy Betlejem, ten stał się wybrańcem, on został namaszczony, na nim spoczął Duch Boga. Takie właśnie przesłanie, że Pan Bóg nie wybiera według ludzkiej skali wartości, przekazuje nam Księga Samuela. Od czasu Dawida, pola betlejemskie związane są z obietnicą Mesjasza, oczekiwanie Mesjasza zakorzenione jest w tej miejscowości. Wspomnienie wyboru Dawida przypomina nam równocześnie, że Bóg działa niespodziewanie, inaczej niż my, nam obco. Dlatego też główna scena u św. Łukasza odgrywa się w czasie i w miejscu do pewnego stopnia „obok”. Co prawda w Betlejem, ale poza miastem, na dodatek w nocy. Pasterze zostają radośnie zaskoczeni podczas swojej nocnej straży. Że jest noc, dowiadujemy się dopiero w związku z pasterzami. W zasadzie, to musi dziać się w nocy, gdyż u Izajasza czytamy:

Lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość. Udzielisz mnóstwo wesela, sprawisz wielką radość (9,1.2). Ciemność była już kulisami dla Stworzenia: …ciemność była nad otchłanią (Gen 1,2) i ona jest także obecna podczas „Nowego Stworzenia”. Jeżeli w Ewangelii św. Jana inkarnacja „Słowa” opowiadana jest jako nowa historia Stworzenia („Na początku…”), to podobnie, owa noc na betlejemskich polach jest nowym dniem Stworzenia. Jest tajemnicą, często nie zauważaną paralelą do błogosławionej Nocy Zmartwychwstania. Dlaczego jednak może pozostać nie zauważona? Dlaczego Aniołowie nie zaskakują swoją Ewangelią świętego miasta, położonego przecież zaledwie kilka kilometrów na północ od Betlejem? Codzienność zawodowa pasterzy polega na tym, że przebywają na wolnym polu i podczas nocy trzymają wartę. Współczesna egzegeza, zorientowana historyczno-społecznie bardzo chętnie rezerwuje pasterzy dla przedstawiania dzisiejszych ubogich i bezdomnych. Jednak pasterzy betlejemskich identyfikuje się z Izraelem, z tą „resztą” Izraela – z narodem, który swoje credo rozpoczyna słowami: Zabłąkanym Aramejczykiem był mój praojciec (Dtn 26,5). Ten naród musi ciągle na nowo to rozumienie odnajdować, na nowo się go uczyć Musi być na nowo zbierany, na nowo tworzony i wychowywany, podobnie, jak na początku na pustyni. Izajasz – prorok Adwentu – przemawiał do tego rozproszonego, pokonanego narodu słowami, które prawie zapowiadają już wigilijny śpiew Aniołów: Króluję na wysokim i świętym miejscu, lecz jestem też z tym, który jest skruszony i pokorny duchem… Chociaż widziałem jego (mojego narodu) drogi, jednak uleczę go, poprowadzę go i znowu udzielę obfitej pociechy… Pokój! Pokój dalekiemu i bliskiemu – mówi Pan, Ja go uleczę (57,18.19).

Co Izajasz zapowiada, stwierdzane jest ustami Zastępów Aniołów jako dokonane: Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli. Trzymający wartę pod wolnym niebem pasterze są zdolni to przesłanie zrozumieć. W stolicy, gdzie wie się dużo więcej, gdzie jest może zbyt dużo „sztucznego” światła, niczego się nie słyszy, nic się nie widzi. Tak już pozostało, nawet w czasie działalności tam Jezusa, również w dniach powstania pierwszej gminy chrześcijańskiej. Chór anielski oznajmia o dokonaniach w Niebie i na Ziemi. Zawołanie Aniołów ma odpowiednio dwie konsekwencje. Pozwalają się one poznać, gdy uwzględnimy najważniejszy w Izraelu tekst o pasterzu (Księga Ezechiela 34): Oto Ja sam zatroszczę się o moje owce i będę ich doglądał… i wyratuję je z wszystkich miejsc, dokąd zostały rozproszone w dniu chmurnym i mrocznym. Teraz, z narodzeniem się Dzieciątka, Bóg wprowadził jednego pasterza dla wszystkich owiec… Jeżeli nie ma to być tylko obietnicą, ale czymś dziejącym się do dziś, a Aniołowie w taki sposób to ogłaszają, wtedy słuchającym nakazane jest – w każdym przypadku – pewne przyspieszenie kroku. I to jest drugą konsekwencją: gdy Bóg przychodzi i działa, wierzący winni do Niego pospieszyć. Tak jak uczniowie biegli do grobu w poranek wielkanocny, aby zobaczyć jakiś tajemniczy znak. Pasterze z pól betlejemskich „spiesząc się” – interpretują nam ostatnie słowa chóru anielskiego: Pokój ludziom dobrej woli. Radość z ich spełnienia dotyczy na początek „całego narodu” Izraela, aby później, pokój „ludziom” wszystkich narodów, i nam, był udzielony. Nauczenie się od pasterzy tego „przyspieszenia” biegu przez pogan opisze św. Łukasz Ewangelista w swojej drugiej Księdze, w Dziejach Apostolskich.

Opowiadać tylko o nowym Dawidzie albo o dobrym Pasterzu jest Apostołowi Łukaszowi za mało. Na cóż przyda się ten nowy Król, jeżeli ospały naród go nie pozna? Pewnym „bliźniaczym cudem” narodzin Jezusa jest poruszenie pasterzy, ich pośpiech, narodzenie się ludu Bożego, które się tu dokonuje. Pasterze są wzorcem dla uczniów, którzy zareagują na słowo Jezusa: Przyjdźcie i zobaczcie! i zostaną powołani i zgromadzeni. W ten sposób to, co najpierw jest dziwne, teraz jest zrozumiałe: dla św. Łukasza wsłuchiwanie się Maryi w pozdrowienie anielskie w Nazarecie czy słuchanie Aniołów przez pasterzy – na początku jego Ewangelii – jest tak istotne i ważne, że o narodzinach Jezusa opowiada już jakby mimochodem. Aniołowie znikają w Niebie, pozostają tylko „spieszne” nogi pasterzy i ich wielbiące Boga usta. Czy staną się posłańcami? Opowiadanie staje się ponownie prozaiczne, punkt kulminacyjny minął, znów jest noc i spotkanie ze „Znakiem” przebiega już zupełnie normalnie: brak jest najmniejszego nawet splendoru wokół żłóbka, nie ma niebiańskich dźwięków, pozostaje tylko judejski dialekt pasterzy. Może byłoby dobrze, byśmy podjęli próbę odnalezienia się w pasterzach , by opowiedzieć, cośmy usłyszeli i widzieli. Oczywiście dzisiaj… Pójdźmy wszyscy do stajenki…

Stefan Kotusz

źródło:  Nowe Życie

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ